Dostawca rozwiązań CAM – jak pomaga w automatyzacji pracy?
2 tygodnie temu
Na pierwszy rzut oka wydawało się, że porażka z aktualnym mistrzem po 63 minutach gry ujmy nie przynosi. Ale z drugiej strony - Suns nie mają już miejsca na piękne porażki. Potrzebują wygranych z kimkolwiek: czy to Toronto Raptors czy Los Angeles Lakers. Takie szanse jak w Staples Center trzeba wykorzystywać. Dlaczego piszę o tym dopiero teraz? Bo Memphis Grizzlies (których Suns ciągle gonią) byli w środę w podobnej sytuacji. Co prawda nie było trzech dogrywek, ale też grali mecz z osłabionym finalistą, też na wyjeżdzie i też mieli rywali na talerzu. Różnica jest taka, że Suns nadgryżli Lakers, a Grizzlies po prostu zjedli Boston Celtics. Marc Gasol (z lewej) tak się obżarł w końcówce, że z przejedzenia przysnął.
Kto z Polaków pokazywał brak nerwów w końcówce? Nie biorę tu pod uwagę Konrada Wysockiego, Igora Milicicia i Mantasa Cesnauskisa. Mają polskie paszporty, ale to nie jest polska szkoła koszykówki. Sześć udanych akcji biało-czerwonych w ostatnich 24 sekundach to "trójka" Daniela Walla (Siarka Tarnobrzeg) przy remisie przeciwko Polpharmie Starogard Gdański, dobitka Pawła Leończyka (Energa Czarni Słupsk) przy remisie przeciwko Zastalowi Zielona Góra, punkty Piotra Stelmacha (PBG Basket Poznań) przeciwko Turowowi Zgorzelec dające drużynie prowadzenie, rzut Bartosza Bochny (Turów Zgorzelec) z półdystansu kilka sekund póżniej, indywidualna akcja Łukasza Wiśniewskiego (PBG Basket) dająca prowadzenie przeciwko Polonii w Warszawie oraz dzisiejszy rzut Michała Gabińskiego (Turów Zgorzelec) na prowadzenie w Gdynu. Nie widziałem zagrania Walla, a z pozostałych tylko Wiśniewski i Gabiński mieli set plays ustawione pod siebie. Różnica jest taka, że Gabińskiego po prostu pozostało trafić sam na sam z koszem, Wiśniewski miał bardziej skomplikowane zadanie. W pozostałych przypadkach po prostu "tak wyszło". Czy to oznacza, że nikt nie ustawia akcji pod Polaków w końcówkach? Niekoniecznie. Trefl dał szansę Dylewiczowi w obu meczach przeciwko Asseco Prokomowi Gdyni, ale bez powodzenia. W spotkaniu z PBG Basketem rozgrywający Marcin Nowakowski też odważnie zagrał pod siebie, ale nie trafił. Na szczęście dobił Harding Nana.
Heat zdecydowanie nie grali w ten sposób przeciwko San Antonio Spurs. Trener Erik Spoelstra najwyrażniej zostawił Xboxa swoim dzieciom, a sam postanowił trochę pomyśleć. Ten sukces Miami zawdzięcza głównie obronie (tylko 80 punktów Spurs), ale nie sposób nie docenić ich ataku. Chris Bosh znowu był dokarmiany na post-upie i półdystansie tak, jak lubi i po cichu zdobył 30 punktów. Po cichu, bo gdyby nie wszechobecne statystyki to w życiu nie uwierzyłbym, że rzucił aż tyle. LeBron James podobnie jak w meczu z Los Angeles Lakers był Robinem dla Batmana Dwyane'a Wade'a. Wiemy, że tak samo jak Michael Jordan nie osiągnąłby sześćiu mistrzostw bez Scottiego Pippena, tak Pippen nie osiągnąłby tego bez Jordana. Dlatego nie należy popadać w skrajność i stawiać krzyżyk na LeBronie. Nie wtedy, kiedy robi jako w zasadzie trzecia opcja w ofensywie 21-6-8. Może po prostu przyzwyczajmy się do tego, że James będzie w tej ekipie numerem 2 (w ostateczności 1 i pół) i niech on sam się do tego przyzwyczai z korzyścią dla drużyny. Oby tylko elektorzy w głosowaniu na MVP nie sprawili nam psikusa.
A już zupełnie poważnie to niech was nie zmyli play-by-play i bardzo ważne punkty LeBrona Jamesa w meczu przy remisie 88:88. To "tylko" wsad z kontry po przechwycie i podaniu Dwyane'a Wade'a. Trener Erik Spoelstra przemyślał ostatnie kilka przegranych końcówek i zabrał główną rolę LeBronowi dając ją Wade'owi. I to mimo np. buzzer-beaterów LeBrona na koniec drugiej i trzeciej kwarty. W ostatnich pięciu minutach ani razu LBJ nie był gościem z piłką w rękach rozprowadzającym akcję. Oczywiście nie oznacza to, że w ogóle do niego nie trafiała. Ale chyba nawet sam James stwierdził, że może lepiej zaufać komuś innemu, bo w jednej z ostatnich akcji po zbiórce w obronie już wyprowadzał atak, już był jedną nogą pod drugim koszem, gdy dogoniła go myśl "hej, tym razem to miał być mecz Wade'a". I oddał pokornie piłkę. W ostatniej minucie przy wyniku 90:88 Wade dostał zasłonę od LeBrona, oszukał Kobego Bryanta idąc w drugą stronę i wykonał najważniejsze trafienie wieczoru.![]() |
| fot. figurski.com.pl |
Jeśli spojrzymy tylko na statystyki, to odpowiedż teoretycznie wydaje się oczywista: tak. Dla Love'a normą jest ostatnio wynik na poziomie 20 punktów/15 zbiórek. Miał w tym sezonie wiele meczów z 20/20, miał też 30/30. Średnio 20.9 punktu, 15.8 zbiórek. By pokazać niesamowitość tych liczb wystarczy napisać, że nikt nie miał podobnych od 1983 roku.