7-13.5.2012
1. Tym razem 24 sekundy trochę opóźnione, ale czekałem do poniedziałkowego wieczora i wydarzeń w Zgorzelcu. Co się tak naprawdę stało od momentu pojawienia się informacji o tym, że Jacek Winnicki najprawdopodobniej poprowadzi w przyszłym sezonie CCC Polkowice do poniedziałkowego meczu kończącego przygodę Turowa z półfinałem? Szczegóły trudno ustalić, ale na pewno news nie spodobał się działaczom i zawodnikom, tym bardziej że szybko został potwierdzony. W dzień czwartego spotkania przeciwko Treflowi nie odbyła się nawet odprawa przedmeczowa. Z czyjej winy? Słyszałem rozmaite wersje, ale większość sugeruje, że to trener z niej zrezygnował. Nie dziwię się, że w tej sytuacji widowisko wyglądało tak tragicznie...
2. Trener Winnicki od dłuższego czasu balansował na krawędzi. Został trenerem żeńskiej kadry i zajmował się jej sprawami w trakcie pracy w Zgorzelcu. Potem jego osobą zainteresowało się CCC, a Winnicki dogadał się werbalnie odnośnie trenowania zespołu z Polkowic od nowego sezonu. To samo w sobie nie byłoby tragedią, ale sęk w tym, że w jego kontrakcie z Turowem była zawarta klauzula mówiąca o przedłużeniu umowy w przypadku awansu do finału. Wszyscy w Zgorzelcu uznali, że jego porozumienie z innym klubem oznacza brak wiary w skuteczną walkę o wygranie półfinału. A to wcale nie musiała być prawda - Winnicki mógł planować rozstanie z Turowem niezależnie od wyniku. Kontrakty da się przecież rozwiązać.
3. Jak oceniać sam fakt rozmów Winnickiego z CCC pod kątem moralnym? To drużyna z innej ligi niż Turów, więc nie widzę w tym nic złego. Tyle tylko, że w Zgorzelcu powinien postawić sprawę jasno - chcę zająć się drużyną żeńską w nowym sezonie, więc spodziewajcie się tego, że odchodzę. Zawodnicy powinni to wiedzieć.
4. Michael (Michał?) Łuczak, syn Waldemara ciekawie opisał własny punkt widzenia na blogu. Wpis już zniknął, ale znajdziecie go na forum basketa. Jeśli także stamtąd zniknie, to znajdziecie go tutaj. W skrócie - autor jest oburzony sytuacją.
5. Jeśli ktoś ma wątpliwości odnośnie reakcji graczy, to cytat z Konrada Wysockiego w przerwie je rozwiewa: ""Dużo mamy na głowie, dużo o tym myślimy, ale musimy grać w KOSZYKÓWKĘ!" Co na to kibice?
6. Co dalej? Mleko się rozlało, więc nie zdziwię się, jeśli w walce o brązowy medal Turów poprowadzi nie Winnicki, ale Mariusz Niedbalski.
7. Tak na marginesie - pojedynki trenerskie Jacek Winnicki (CCC) vs. Mirosław Noculak (Lotos) to będzie coś pięknego. Chyba wreszcie obejrzę PLKK.
8. W tym wszystkim umknęły nam wydarzenia na boisku. Ale - z całym szacunkiem dla Trefla - to nie sopocianie wygrali, ale rywale przegrali. Goście tylko wykorzystali swoją szansę. Naiwnie liczyłem na to, że w trudnej sytuacji zawodnicy zagrają "dla siebie", ale najwyraźniej mieli za mało czasu, by się pozbierać, brakło pewnie kogoś, kto potrafiłby zebrać cały zespół "do kupy".
9. Są osoby, które porównują do wydarzeń w Turowie sytuację w Prokomie. Portal 2takty.com podał informację o tym, że Saso Filipovski na pewno będzie trenerem zespołu z Gdyni w przyszłym sezonie. To niewykluczone, bo Filipovski faktycznie znajduje się wśród kandydatów. Nic jednak nie zostało jeszcze ostatecznie postanowione poza tym, że Andrzej Adamek nie pozostanie pierwszym trenerem po zakończeniu obecnych rozgrywek. Nikt tego nie powie oficjalnie, ale w zasadzie obydwie sprawy są constans od czasu, gdy Prokom opuścił Tomas Pacesas. Albo ktoś postanowił zaszarżować i puścić newsa w ciemno licząc, że się sprawdzi (popularna taktyka, też ją lubię) albo został wprowadzony w błąd. Nie moja sprawa, ale najważniejsze, że ani zawodnicy, ani Adamek nie mają prawa się obrażać. Ba! Wręcz przeciwnie. Grają o swoją przyszłość. Wspólnie.
10. Gortat a sprawa polska. Marcin dla PS mówi m.in.: "Chcę reprezentować kraj, będę go reprezentował." Ale dodaje także: "Muszę spełnić obowiązki w Polsce wobec moich partnerów. Gdy tylko zakończymy wszystkie projekty, to pojawię się na treningu reprezentacji Polski."
11. Nie znam aktualnego planu gortatowych campów, nie wiem też, które miasta zdecydowały się zapłacić za jego zorganizowanie. Rok temu obozy odbywały się w dniach 8-20 lipca. Zgrupowanie kadry ma ruszyć 13 lipca. Ciekaw jestem co się stanie, jeśli terminy się pokryją.
12. Spodziewam się w reprezentacji jednego, dwóch, może trzech chłopaków z rocznika 1993. Co prawda czeka ich turniej dywizji B mistrzostw Europy, ale ta impreza odbywa się w połowie lipca, przygotowania do niej będą krótkie, więc Mateusz Ponitka, Przemysław Karnowski i spółka będą mogli wypocząć w czerwcu.
13. Jakieś zaskoczenia w reprezentacji? Biorąc pod uwagę ubiegłoroczny skład teraz też na pewno będą. Kamil Chanas i Piotr Stelmach z Zastalu to duet, który zasłużył na docenienie, ale "Hasan" ma duża konkurencję na obwodzie, więc większe szanse daję Stelmachowi. A może Mateusz Jarmakowicz z AZS-u, który - ponoć - błysnął defensywnie przeciwko Prokomowi w ćwierćfinale?
14. David Logan teoretycznie może zagrać w tym roku w reprezentacji. Wszystko dlatego, że PZKosz umieścił go na liscie 32 zawodników zgłoszonej do FIBA, a sam zawodnik nie miał nic przeciwko. Ale na liście jest także Thomas Kelati i to on najprawdopodobniej znajdzie się wśród 20 graczy powołanych na zgrupowanie.
15. Trener Panathinaikosu Ateny Żeljko Obradović ciekawie wypowiedział się o Loganie : "Logan to mądry i sprytny zawodnik. Na pewno był przyzwyczajony do tego, że ofensywa była ustawiona pod niego w Polsce, ale tutaj mamy inny system i musiał się do niego dostosować. Udało mu się to całkiem nieźle. W zależności od przeciwnika ma określone zadania i wywiązuje się z nich. Robi to, czego od niego oczekuję i nie narzeka." Pytanie klucz - zasługa trenera czy kilku cyferek w kontrakcie?
16. Śląsk Wrocław awansował do I ligi po wygraniu finału ze Stalą w Ostrowie Wielkopolskim. Można się zastanawiać co by było, gdyby kontuzjowany nie był Wojciech Szawarski, ale niezależnie od tego Śląskowi należał się ten awans. Brawo Radosław Hyży (także za wypicie duszkiem sporej ilości szampana), brawo Norbert Kulon!
17. Tak jak już pisałem na Twitterze - gdybym był kibicem tego Śląska, to byłbym dumny. Fajna żywiołowa koszykówka, świetna atmosfera i dzika radość, czego chcieć więcej? Spory kontrast w porównaniu do niektórych ekip z wyższych szczebli.
18.
Szkoda, że nie ma nagrania z wcześniejszego podrzucania trenera Rafała Kalwasińskiego, który prawie został... wrzucony na kamerę.
19. Co dalej ze Śląskiem? Koszulki z napisem "Awans to dopiero początek!" sugerują wielkie plany, osoba byłego wicepremiera Grzegorza Schetyny na trybunach też. Dostać się sportową drogą do PLK nie będzie łatwo, chociaż nawet aktualny skład daje podstawy do awansu do play-off I ligi. Wzmocnienia? Może ktoś związany z Wrocławiem? Tylko kto? Robert Skibniewski, Kamil Chanas, Marcin Stefański... Nieeee, nie sądzę, by opuścili ekstraklasę.
20. Na trybunach zasiedli (no dobra, niektórzy stali) Kamil Chanas, Łukasz Majewski, Jacek Sułowski, Maciej Zieliński, Mateusz Ponitka. Do tego jeszcze kontuzjowany Wojciech Szawarski oraz Hyży, Łopatka, Cielebąk na parkiecie. Plejada gwiazd i osobistości jak na drugą ligę.
21. Kilka słów o wyróżniających się (w różny sposób) postaciach. Mirosław Łopatka ostatnim meczem zatarł kiepskie wrażenie z wielu wcześniejszych występów. Swoje zrobiły też jego centymetry, ale "Szufla" po prostu potrafił je wykorzystać i zniszczył rywali pod koszem. 18 punktów, 17 zbiórek, brawo. Ale czy podoła I lidze?
22. Tomasz Cielebąk grał końcówkę sezonu w Stali po rocznej przerwie spowodowanej kontuzją i było to widać. Bardzo chciał, niewiele mógł. 0/6 z gry w czwartym meczu mówi wszystko. Ciekawe, czy będzie kontynuował karierę w przyszłym sezonie. Jeśli przepracuje okres przygotowawczy, to czemu nie?
23. Mariusz Matczak (brat Filipa z Zastalu) zdobył 30 punktów w niedzielnym spotkaniu. O ile się nie mylę wszystkie z odległości 4-5 metrów od kosza (wolne przecież też się rzuca z tego miejsca). Matczak to rzadki przypadek rozgrywającego, który naprawdę świetnie rzuca z półdystansu, ale w ogóle nie próbuje zza łuku. Niestety ma też inne braki - kiepska organizacja gry, przegląd pola, przeciętna defensywa. Pewnie dlatego nie może przebić się wyżej niż czołówka II ligi/doły I ligi.
24. W barażach Stal zagra na pewno z PWiK Piaseczno i powinna mieć przewagę pod koszem. Cielebąk nawet w takiej formie jest lepszym graczem od Wojciecha Bocianowskiego z PWiK, nie wspominając o innych, niespełna 2-metrowych podkoszowych piasecznian. W Stali są jeszcze Jakub Dryjański i Łukasz Olejnik i właśnie pod obręczą ostrowianie powinni szukać swojej szansy. PWiK to zespół biegający, a ograniczenie ich motoru napędowego Andrzeja Paszkiewicza i powstrzymanie rzucającego obwodu z Dominikiem Majewskim na czele to najważniejsze zadania w defensywie.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą David Logan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą David Logan. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 15 maja 2012
sobota, 5 marca 2011
Filmowa rywalizacja NBA i Euroligi
Podczas ubiegłorocznych finałów NBA przygotowała serię mini-movies pokazujących mecze od zupełnie innej strony, przedstawiających widowisko sportowe także przed i po. Widz czuje się niczym w trakcie filmu rodem z Hollywood. Pomysł ten powtórzono podczas Weekendu Gwiazd w Los Angeles. Euroliga nie chce być gorsza i także zaproponowała kibicom relacje z meczów zawierające ujęcia zza kulis.
Tyle podobieństw.
A różnice?
NBA (mecz 2. finałów 2010):
Euroliga (mecz Lietuvos Rytas Wilno - Caja Laboral Vitoria o awans do Top 16 2011):
Produkcja Euroligi jest o połowę krótsza, co moim zdaniem daje jej przewagę. Według różnych poradników (np. tego) przeciętny internauta jest w stanie skupić swoją uwagę przez trzy minuty, czasem mówi się o pięciu. Ponad sześć minut mini-movie NBA nawet dla fanatyka jest zbyt dużą dawką. Sam się o tym przekonałem, bo faktycznie około 4.-5. minuty miałem już ochotę przewinąć do końca albo obejrzeć "jednym okiem" otwierając obok inną stronę.
To jedyna różnica (choć bardzo ważna) na korzyść Euroligi. Poza tym NBA bije konkurencję na głowę, co zresztą nie powinno nikogo dziwić. Film zza oceanu zaczyna się od przypomnienia poprzedniego starcia, a póżniej pokazuje nam losy zawodników od treningów przedmeczowych do odjazdu autokaru spod hali. W europejskim zaczynamy od przedstawienia sytuacji i miasta, potem drużyny przyjeżdżają na mecz, a... film urywa się kilka sekund po końcowej syrenie. Nie ma reakcji pomeczowych, ujęć z szatni, konferencji prasowej.
Kolejna kwestia - spiker. W klipie NBA praktycznie go nie ma, w euroligowym jest cały czas. Rozumiem jednak, że NBA wychodzi z założenia, że to klip dla prawdziwych pasjonatów tej ligi, którzy wiedzą o co chodzi i co to za mecz (chociaż i tak jest wprowadzenie z aktualną sytuacją w serii). Z Euroligą nie jest tak łatwo. Oczywiście stawka akurat tych spotkań jest różna, ale myślę, że gdyby zrobić sondę wśród kibiców koszykówki i zadać dwa pytania (o co grali Celtics i Lakers w czerwcu 2010 oraz o co grali Barcelona i Olympiakos w maju 2010, obie pary to finaliści), to w pierwszym przypadku byłoby 100% poprawnych odpowiedzi, w drugim niekoniecznie.
Przedstawienie wydarzeń w trakcie meczu. W NBA mamy akcje w zwolnionym tempie, różne ujęcia kamery, niewidywane podczas relacji w telewizji ujęcia fanów. W Eurolidze tak naprawdę jest to zwykły "recap", skrót meczu przedstawiający to, co się wydarzyło. W tej części brakuje dawkowania emocji, co całkiem nieżle udaje się przez połowę filmu z Wilna.
Doceniam ideę działu marketingu Euroligi, cieszę się, że ktoś sięga po najlepsze wzorce, ale czuję mały niedosyt z powodu zakończenia.
Będzie za to pozytyw na koniec wpisu. Polacy wcale nie są dużo gorsi od Hiszpanów (?) z Euroligi. Asseco Prokom Gdynia też produkuje swoje filmy, które mają nieco inny charakter (bo są skoncentrowane na jednej drużynie), ale również pozwalają nam dostać się za drzwi szatni. Z tegorocznych najbardziej podobał mi się ten z Vitorii, którego niestety nie ma (jeszcze?) na klubowym kanale na youtubie.
P.S.
Zapomniałbym - najważniejszym plusem filmu Euroligi jest David Logan z wielkimi słuchawkami. I niech ktoś jeszcze powie, że zmienił się po zrobieniu kariery w Europie. Oto Logan na początku gry w Turowie Zgorzelec:
Tyle podobieństw.
A różnice?
NBA (mecz 2. finałów 2010):
Euroliga (mecz Lietuvos Rytas Wilno - Caja Laboral Vitoria o awans do Top 16 2011):
Produkcja Euroligi jest o połowę krótsza, co moim zdaniem daje jej przewagę. Według różnych poradników (np. tego) przeciętny internauta jest w stanie skupić swoją uwagę przez trzy minuty, czasem mówi się o pięciu. Ponad sześć minut mini-movie NBA nawet dla fanatyka jest zbyt dużą dawką. Sam się o tym przekonałem, bo faktycznie około 4.-5. minuty miałem już ochotę przewinąć do końca albo obejrzeć "jednym okiem" otwierając obok inną stronę.
To jedyna różnica (choć bardzo ważna) na korzyść Euroligi. Poza tym NBA bije konkurencję na głowę, co zresztą nie powinno nikogo dziwić. Film zza oceanu zaczyna się od przypomnienia poprzedniego starcia, a póżniej pokazuje nam losy zawodników od treningów przedmeczowych do odjazdu autokaru spod hali. W europejskim zaczynamy od przedstawienia sytuacji i miasta, potem drużyny przyjeżdżają na mecz, a... film urywa się kilka sekund po końcowej syrenie. Nie ma reakcji pomeczowych, ujęć z szatni, konferencji prasowej.
Kolejna kwestia - spiker. W klipie NBA praktycznie go nie ma, w euroligowym jest cały czas. Rozumiem jednak, że NBA wychodzi z założenia, że to klip dla prawdziwych pasjonatów tej ligi, którzy wiedzą o co chodzi i co to za mecz (chociaż i tak jest wprowadzenie z aktualną sytuacją w serii). Z Euroligą nie jest tak łatwo. Oczywiście stawka akurat tych spotkań jest różna, ale myślę, że gdyby zrobić sondę wśród kibiców koszykówki i zadać dwa pytania (o co grali Celtics i Lakers w czerwcu 2010 oraz o co grali Barcelona i Olympiakos w maju 2010, obie pary to finaliści), to w pierwszym przypadku byłoby 100% poprawnych odpowiedzi, w drugim niekoniecznie.
Przedstawienie wydarzeń w trakcie meczu. W NBA mamy akcje w zwolnionym tempie, różne ujęcia kamery, niewidywane podczas relacji w telewizji ujęcia fanów. W Eurolidze tak naprawdę jest to zwykły "recap", skrót meczu przedstawiający to, co się wydarzyło. W tej części brakuje dawkowania emocji, co całkiem nieżle udaje się przez połowę filmu z Wilna.
Doceniam ideę działu marketingu Euroligi, cieszę się, że ktoś sięga po najlepsze wzorce, ale czuję mały niedosyt z powodu zakończenia.
Będzie za to pozytyw na koniec wpisu. Polacy wcale nie są dużo gorsi od Hiszpanów (?) z Euroligi. Asseco Prokom Gdynia też produkuje swoje filmy, które mają nieco inny charakter (bo są skoncentrowane na jednej drużynie), ale również pozwalają nam dostać się za drzwi szatni. Z tegorocznych najbardziej podobał mi się ten z Vitorii, którego niestety nie ma (jeszcze?) na klubowym kanale na youtubie.
P.S.
Zapomniałbym - najważniejszym plusem filmu Euroligi jest David Logan z wielkimi słuchawkami. I niech ktoś jeszcze powie, że zmienił się po zrobieniu kariery w Europie. Oto Logan na początku gry w Turowie Zgorzelec:
czwartek, 11 marca 2010
Siedem momentów Prokomu
Dzisiaj Asseco Prokom Gdynia zagra z Unicają Malaga na zakończenie Top 16 Euroligi. Dla Prokomu to mecz bez znaczenia, bo awans do ćwierćfinału już ma. Ale spotkanie będzie szczególne, bo to setny występ Prokomu w Eurolidze.
6 sezonów, 99 meczów, 32 wygrane, 67 porażek. Cztery awanse do Top 16, jeden awans do ćwierćfinału. Czy to dobry bilans czy zły? Sami oceńcie. Więcej statystyk (kto zdobył najwięcej punktów, z kim Prokom ma najlepszy bilans, kto najwięcej razy wygrywał w Trójmieście itd.) na sports.pl.
Prokom miał w tym okresie wzloty oraz upadki i na pewno dostarczył wielu wrażeń. Było kilka spotkań, które warto zapamiętać. Ja wybrałem siedem (a właściwie osiem).
Prokom Trefl Sopot - Estudiantes Madryt 78:74 (sezon 2004/2005)
Mecz warty wspomnienia, bo gości prowadził Pepu Hernandez, a w składzie byli Sergio Rodriguez i Carlos Jimenez. Eugeniusz Kijewski ogrywający ekipę trenera mistrzów świata? Tomas Pacesas dominujący późniejszego wicemistrza olimpijskiego? Niemożliwe, a stało się. Na dodatek akurat ta wygrana dała Prokomowi pierwszy awans do Top 16.
Armani Jeans Mediolan - Prokom Trefl Sopot 71:92 (sezon 2005/2006)
Trzecia kolejka rundy zasadniczej i znakomity mecz Prokomu we Włoszech. Siedem "trójek" Gorana Jagodnika, świetny występ Adama Wójcika. Po tej wygranej mistrzowie Polski mieli bilans 2-1 i wydawało się, że Prokom może w tamtym sezonie sporo osiągnać. Niestety przegrali kolejne sześć spotkań...
Prokom Trefl Sopot - RheinEnergie Koeln 72:61 (sezon 2006/2007)
Jedno nazwisko zasługuje na szczególną uwagę w zespole gości - to Marcin Gortat, który kilka miesięcy później był już zawodnikiem Orlando Magic. W Olivii miał double-double (12 punktów i 13 zbiórek), ale chyba nie był to rewelacyjny mecz w jego wykonaniu. Piszę "chyba", bo przyznaję, że nie pamiętam tego występu dokładnie.
Efes Pilsen Stambuł - Prokom Trefl Sopot 67:71 (sezon 2006/2007)
6 sezonów, 99 meczów, 32 wygrane, 67 porażek. Cztery awanse do Top 16, jeden awans do ćwierćfinału. Czy to dobry bilans czy zły? Sami oceńcie. Więcej statystyk (kto zdobył najwięcej punktów, z kim Prokom ma najlepszy bilans, kto najwięcej razy wygrywał w Trójmieście itd.) na sports.pl.
Prokom miał w tym okresie wzloty oraz upadki i na pewno dostarczył wielu wrażeń. Było kilka spotkań, które warto zapamiętać. Ja wybrałem siedem (a właściwie osiem).
Prokom Trefl Sopot - Estudiantes Madryt 78:74 (sezon 2004/2005)
Mecz warty wspomnienia, bo gości prowadził Pepu Hernandez, a w składzie byli Sergio Rodriguez i Carlos Jimenez. Eugeniusz Kijewski ogrywający ekipę trenera mistrzów świata? Tomas Pacesas dominujący późniejszego wicemistrza olimpijskiego? Niemożliwe, a stało się. Na dodatek akurat ta wygrana dała Prokomowi pierwszy awans do Top 16.
Armani Jeans Mediolan - Prokom Trefl Sopot 71:92 (sezon 2005/2006)
Trzecia kolejka rundy zasadniczej i znakomity mecz Prokomu we Włoszech. Siedem "trójek" Gorana Jagodnika, świetny występ Adama Wójcika. Po tej wygranej mistrzowie Polski mieli bilans 2-1 i wydawało się, że Prokom może w tamtym sezonie sporo osiągnać. Niestety przegrali kolejne sześć spotkań...
Prokom Trefl Sopot - RheinEnergie Koeln 72:61 (sezon 2006/2007)
Jedno nazwisko zasługuje na szczególną uwagę w zespole gości - to Marcin Gortat, który kilka miesięcy później był już zawodnikiem Orlando Magic. W Olivii miał double-double (12 punktów i 13 zbiórek), ale chyba nie był to rewelacyjny mecz w jego wykonaniu. Piszę "chyba", bo przyznaję, że nie pamiętam tego występu dokładnie.
Efes Pilsen Stambuł - Prokom Trefl Sopot 67:71 (sezon 2006/2007)
(2xfoto z euroleague.net)
Efes Pilsen był w pierwszych sezonach gry w Eurolidze prawdziwym koszmarem dla koszykarzy Prokomu. W trzy lata grali z tym zespołem dziesięć razy przegrywając pierwsze osiem konfrontacji. I niespodziewanie wygrali na wyjeździe w drugiej kolejce Top 16. O meczu mówi Pacesas: - Musieliśmy grać dogrywkę, bo sędziowie nie zaliczyli punktów zdobytych przez Michaela Andersena, po wsadzie równo z syreną. W tamtej akcji podawał mu Rashid Atkins. Było zamieszanie, bo już wyszliśmy z hali, poszliśmy do szatni, a trzeba było wracać i grać dalej. Ale wreszcie przyszła wygrana w Top 16.
Prokom Trefl Sopot - Olympiacos Pireus 63:59 (sezon 2007/2008)
Prokom Trefl Sopot - Olympiacos Pireus 63:59 (sezon 2007/2008)
Po serii sześciu porażek Prokom niespodziewanie się przełamał w meczu z Olympiacosem i miał jeszcze iluzoryczne szanse na awans do Top 16. Ten mecz jest godny uwagi ze względu na Qyntela Woodsa, który wtedy grał w Olympiacosie i nie będzie wspominał najlepiej pierwszej wizyty w Sopocie. W niecałe 14 minut nie zdobył punktu. To był jego najgorszy występ w całym sezonie. W składzie drużyny z Pireusu byli Ioannis Bouroussis, Loukas Mavrokefalides, Panagiotis Vasilopoulos i Milos Teodosić, którzy teraz zagrają przeciwko Prokomowi w ćwierćfinale. W Prokomie został do teraz tylko Adam Łapeta, ale wtedy nie wyszedł na parkiet nawet na moment. Trenerzy będą ci sami - Panagiotis Giannakis i Tomas Pacesas.
Asseco Prokom Sopot - SLUC Nancy 91:62 (sezon 2008/2009)
Strzelanina, która potem, mimo porażek w Kownie i Nancy, pozwoliła Prokomowi na awans do Top 16 z bilansem 2-8. Daniel Ewing zdobył 32 punkty, a David Logan grał całe 40 minut i udało się. Skład podobny, ale jakże inny był to Prokom od obecnego...
Asseco Prokom Gdynia - Real Madryt 82:76 oraz Unicaja Malaga - Asseco Prokom Gdynia 50:70 (sezon 2009/2010)
Prokom tylko trzykrotnie wygrywał z drużynami z ligi hiszpańskiej, czyli najsilniejszej w Europie. Każda miała duże znaczenie nie tylko prestiżowe. Najpierw była wymieniona wyżej wygrana z Estudiantes, a w tym sezonie triumf u siebie nad Realem, który bardzo przybliżył Prokom do Top 16 oraz demolka Unicaji w Maladze będąca milowym krokiem do ćwierćfinału. Nie mogłem się zdecydować, który z tych dwóch meczów dodać do tej listy z obecnego sezonu, więc wpisałem dwa. Mam nadzieję, że po ćwierćfinale z Olympiacosem nie będzie wątpliwości, który mecz był najważniejszy.
czwartek, 8 października 2009
PLK 2009/2010: kogo oglądać i typy
Rusza. Nasza ukochana Polska Liga Koszykówki. O EuroBaskecie już większa część kraju zdążyła zapomnieć i to chyba dobrze, bo poziom ekstraklasy nie napawa optymizmem. Już teraz widać, że będzie niższy w poprzednim sezonie...
Zastanawiałem się, co może zachęcić do przychodzenia na mecze. Na pewno występy Polaków - tych najlepszych i tych utalentowanych dopiero debiutujących w PLK. Debiutujących, bo ktoś im ufa, a nie przepisy każą. O kim mówię - wystarczy spojrzeć na listę, którą przygotował Łukasz Cegliński : Iwo Kitzinger, Andrzej Pluta, Krzysztof Szubarga, Adam Wójcik (i jak dla mnie Wojtek Szawarski), a z drugiej strony Tomasz Śnieg, Piotr Pamuła, Damian Kulig, Adam Waczyński, Paweł Malesa (dwaj ostatni to nie debiutanci, ale gracze, na których postępy należy liczyć).
Skoro Łukasz dał listę 10 Polaków do oglądania, ja postanowiłem odpowiedzieć listą obcokrajowców. Wśród ligowego przeciętniactwa znajdzie się 10 postaci, na którego warto zwrócić uwagę. Oto oni:
Michael Ansley (USA, środkowy, Polonia Warszawa)

O Ansleyu napisano już chyba wszystko przez kilka lat jego pobytu w Polsce. Ma już 42 lata i jest ciągle w świetnej formie. Na dodatek Big Mike jest showmanem, a kibice go uwielbiają. Może zachęcić parę dodatkowych osób do oglądania meczów Polonii.
Willie Deane (USA, rzucający obrońca, Turów Zgorzelec)

W ubiegłym sezonie grał w Żalgirisie Kowno przez jakiś czas i tak naprawdę to zawodnik na wysokim, europejskim poziomie, który powinien nadal występować w Eurolidze. Wybrał Turów grający w Pucharze Europy i tylko powinniśmy się z tego cieszyć. Będzie gwiazdą tej ligi.
Brandun Hughes (USA, rozgrywający, Polonia Warszawa)
Grał już w ośmiu klubach PLK, jest u nas od 2002 roku i nie sposób go nie lubić. Jego styl bycia, trash talkin' wzbudza sympatię do "Bronka". Na dodatek Hughes będzie mógł pełnić w Polonii rolę pierwszej opcji ofensywnej, w czym sprawdza się najlepiej. Dostanie wolną rękę i będzie mógł pokazać kilka swoich ulubionych zagrań. Fajnie się to ogląda.
Jan Hendrik Jagla (Niemcy, silny skrzydłowy, Asseco Prokom Gdynia)

Nie widzieliśmy na EuroBaskecie Dirka Nowitzkiego na żywo, ale teraz będziemy mogli oglądać w akcji jego "podróbkę". Jaglę z najlepszym niemieckim koszykarzem łączy wzrost i mobilność. 213 cm i skłonności do rzutów z dalszej odległości i gry jako niski skrzydłowy. Takiego gracza jeszcze u nas nie było.
Nikola Jovanović (Serbia, silny skrzydłowy, Anwil Włocławek)

Niedoceniany w poprzednim sezonie chudy jak patyk Serb w ataku potrafi zrobić wszystko. Trafia z każdej pozycji, czasami wręcz seryjnie z dystansu. Co najważniejsze ma oczy dookoła głowy i świetnie podaje. A na współpracujących ze sobą podkoszowych przyjemnie się patrzy. Oby Alex Dunn szybko znalazł z nim wspólny język.
Gintaras Kadziulis (Litwa, rzucający obrońca, Trefl Sopot)

Brakowało go przez ostatni sezon w polskiej lidze, ale teraz wraca do PLK. Litwin z charakterystycznym rzutem z przetrzymaniem w powietrzu jest zadziorny i waleczny, kibice takich zawodników uwielbiają, nawet jeśli są w słabszej formie. A po udanym roku w ojczyźnie powinien być w dobrej.
David Logan (USA/Polska, rzucający obrońca, Asseco Prokom Gdynia)
Zastanawiałem się, co może zachęcić do przychodzenia na mecze. Na pewno występy Polaków - tych najlepszych i tych utalentowanych dopiero debiutujących w PLK. Debiutujących, bo ktoś im ufa, a nie przepisy każą. O kim mówię - wystarczy spojrzeć na listę, którą przygotował Łukasz Cegliński : Iwo Kitzinger, Andrzej Pluta, Krzysztof Szubarga, Adam Wójcik (i jak dla mnie Wojtek Szawarski), a z drugiej strony Tomasz Śnieg, Piotr Pamuła, Damian Kulig, Adam Waczyński, Paweł Malesa (dwaj ostatni to nie debiutanci, ale gracze, na których postępy należy liczyć).
Skoro Łukasz dał listę 10 Polaków do oglądania, ja postanowiłem odpowiedzieć listą obcokrajowców. Wśród ligowego przeciętniactwa znajdzie się 10 postaci, na którego warto zwrócić uwagę. Oto oni:
Michael Ansley (USA, środkowy, Polonia Warszawa)

O Ansleyu napisano już chyba wszystko przez kilka lat jego pobytu w Polsce. Ma już 42 lata i jest ciągle w świetnej formie. Na dodatek Big Mike jest showmanem, a kibice go uwielbiają. Może zachęcić parę dodatkowych osób do oglądania meczów Polonii.
Willie Deane (USA, rzucający obrońca, Turów Zgorzelec)

W ubiegłym sezonie grał w Żalgirisie Kowno przez jakiś czas i tak naprawdę to zawodnik na wysokim, europejskim poziomie, który powinien nadal występować w Eurolidze. Wybrał Turów grający w Pucharze Europy i tylko powinniśmy się z tego cieszyć. Będzie gwiazdą tej ligi.
Brandun Hughes (USA, rozgrywający, Polonia Warszawa)

Grał już w ośmiu klubach PLK, jest u nas od 2002 roku i nie sposób go nie lubić. Jego styl bycia, trash talkin' wzbudza sympatię do "Bronka". Na dodatek Hughes będzie mógł pełnić w Polonii rolę pierwszej opcji ofensywnej, w czym sprawdza się najlepiej. Dostanie wolną rękę i będzie mógł pokazać kilka swoich ulubionych zagrań. Fajnie się to ogląda.
Jan Hendrik Jagla (Niemcy, silny skrzydłowy, Asseco Prokom Gdynia)

Nie widzieliśmy na EuroBaskecie Dirka Nowitzkiego na żywo, ale teraz będziemy mogli oglądać w akcji jego "podróbkę". Jaglę z najlepszym niemieckim koszykarzem łączy wzrost i mobilność. 213 cm i skłonności do rzutów z dalszej odległości i gry jako niski skrzydłowy. Takiego gracza jeszcze u nas nie było.
Nikola Jovanović (Serbia, silny skrzydłowy, Anwil Włocławek)

Niedoceniany w poprzednim sezonie chudy jak patyk Serb w ataku potrafi zrobić wszystko. Trafia z każdej pozycji, czasami wręcz seryjnie z dystansu. Co najważniejsze ma oczy dookoła głowy i świetnie podaje. A na współpracujących ze sobą podkoszowych przyjemnie się patrzy. Oby Alex Dunn szybko znalazł z nim wspólny język.
Gintaras Kadziulis (Litwa, rzucający obrońca, Trefl Sopot)

Brakowało go przez ostatni sezon w polskiej lidze, ale teraz wraca do PLK. Litwin z charakterystycznym rzutem z przetrzymaniem w powietrzu jest zadziorny i waleczny, kibice takich zawodników uwielbiają, nawet jeśli są w słabszej formie. A po udanym roku w ojczyźnie powinien być w dobrej.
David Logan (USA/Polska, rzucający obrońca, Asseco Prokom Gdynia)

Ma już polski paszport, ale to tylko dokument, bo jest Amerykaninem. Mimo, że Qyntel Woods usunął go w cień, a EuroBasket pokazał, że do europejskiej czołówki sporo brakuje, to ciągle zawodnik o olbrzymich umiejętnościach. Na naszą ligę wystarczających. Jego penetracji i rzutów sytuacyjnych w PLK chyba nikt nie utrzyma powstrzymać.
Mujo Tuljković (Bośnia, niski skrzydłowy, Anwil Włocławek)

Już wydawało się, że wyląduje w lidze tureckiej, ale ostatecznie tuż przed rozpoczęciem sezonu trafił do Anwilu. Uniwersalny skrzydłowy, który imponuje szybkością przy swoim wzroście. Jest taką trochę namiastką Michała Ignerskiego dla polskich kibiców.
Qyntel Woods (USA, niski skrzydłowy, Asseco Prokom Gdynia)

Najlepszy koszykarz poprzedniego sezonu, niedościgniony dla wszystkich obrońców na jego pozycji w naszej ekstraklasie. Wiosną pokazał wielką klasę, teraz chcemy, by to powtarzał co tydzień, bo na tle reszty zawodników wygląda jak Michael Jordan. Jego dominację chce się oglądać!
Michael Wright (USA, silny skrzydłowy, Turów Zgorzelec)

Wraca do Polski po siedmiu latach. W Śląsku Wrocław był podkoszowym dominatorem, chociaż czasami kazali mu grać jako środkowemu. Jeśli problemy zdrowotne z poprzedniego sezonu mu nie przeszkodzą, to w Zgorzelcu będą z niego zadowoleni.
Tylko dwa nazwiska z tej listy to nowe twarze w PLK. Cóż, po pierwsze nie ma u nas wielu spektakularnych transferów, a po drugie po wymienionych przynajmniej wiemy czego się spodziewać. Może za rok będziemy cieszyć się z oglądania ponownie Urosa Duvnjaka, Keddrica Maysa czy Justina Graya?
A na koniec mój subiektywny ranking przedsezonowy i dlaczego warto ich oglądać:
1. Asseco Prokom Gdynia (bo mają Qyntela Woodsa)
2. PGE Turów Zgorzelec (bo mają grupę Polaków z najwyższej krajowej półki)
3. PBG Basket Poznań (bo Adam Waczyński będzie coraz lepszy)
4. Trefl Sopot (bo wo Kitzinger ma tu wrócić do formy)
5. Anwil Włocławek (bo Andrzej Pluta ciągle trafia)
6. AZS Koszalin (bo Michael Kuebler to "zabójca" jakich mało)
7. Energa Czarni Słupsk (bo Chris Daniels to maszyna do zbiórek)
8. Sportino Inowrocław (bo drużyny trenera Mariusza Karola zawsze zaskakują)
9. Polpharma Starogard Gdański (bo debiutuje Damian Kulig)
10. Polonia 2011 Warszawa (bo prawie cały skład to młodzież)
11. Polonia Warszawa (bo jest para Brandun Hughes, Michael Ansley)
12. Kotwica Kołobrzeg (bo grupa kołobrzeskich juniorów dostanie szansę)
13. Znicz Jarosław (bo Dariusz Szczubiał stawia na młodego centra Dariusza Wykę)
14. Stal Stalowa Wola (bo debiutuje Michał Wołoszyn)
środa, 16 września 2009
EuroBasket: Smutna prawda o Polsce
Czy to początek lepszych czasów czy smutna prawda o polskiej koszykówki? Takie pytanie należy sobie postawić po dzisiejszej porażce z Hiszpanią na koniec EuroBasketu.
Wynik 68:90 z mistrzem świata to żadna tragedia, bo ten rywal jest od nas dwie klasy lepszy. Zajęliśmy w całej imprezie 9. miejsce ex aequo z Macedonią. Zagraliśmy po raz pierwszy od dłuższego czasu w pełnym składzie, a przynajmniej ze wszystkimi naszymi zawodnikami na europejskim poziomie (Marcin Gortat, Maciej Lampe, Michał Ignerski), a nawet dokooptowaliśmy do tego grona Davida Logana. Mieliśmy turniej u siebie i wszystko podporządkowaliśmy tej imprezie. Mimo to nie udało nam się awansować do ćwierćfinału, o czym marzyliśmy i wywalczyć kwalifikacji do przyszłorocznych mistrzostw świata. Słyszę opinie, że ta drużyna może grać tylko lepiej, jeśli nadal będzie spotykała się w tym składzie. Lampe, Gortat, Logan, Ignerski, Łukasz Koszarek będą lepiej się rozumieli i osiągną lepsze wyniki.
Nie odbieram naszym szansy na progres i chcę w to wierzyć. Ale bardziej obawiam się tego, że w eliminacjach kolejnego EuroBaskecie na Litwie znowu kogoś zabraknie i (odpukać!) skończymy jak Portugalia, który była dziewiąta w 2007 roku, a teraz ogląda mistrzostwa w telewizji. Rzecz jasna potencjał koszykówki polskiej i portugalskiej trochę się różni, ale bardzo łatwo jest wypaść z obiegu na dłuższy czas. Gdybyśmy dostali sie do czołowej siódemki, to mielibyśmy pewnie mistrzostwa świata 2010 i mistrzostwa Europy 2011. Teraz o pierwszych trzeba zapomnieć (dzika karta jest nierealna), o drugie walczyć.
Wracając do początkowego pytanie - osobiście bardziej skłaniam się przy stwierdzeniu, że ten wynik obrazuje stan polskiej koszykówki. Jesteśmy europejskim średniakiem, który nawet w bardzo sprzyjających warunkach na własnym parkiecie i wobec sporych osłabień większości rywali nie umie przeskoczyć pewnego poziomu. W ćwierćfinale nie ma zespołów przypadkowych. Wszystkie są bezsprzecznie od nas lepsze. Teoretycznie można dyskutować na temat Rosji, ale pamiętajmy, że u nich nie ma trzech najlepszych koszykarzy (JR Holden, Andrej Kirilenko, Wiktor Chriapa) i zastanówmy się, jak wyglądalibyśmy bez Logana, Lampego i Gortata. Trener Muli Katzurin po meczu z Hiszpanią jednoznacznie dał do zrozumienia, że nic więcej się nie dało osiągnąć. I ma rację. Każda wygrana więcej byłaby niespodzianką biorąc pod uwagę potencjały nasze, Słowenii, Serbii, Turcji, Hiszpanii. Cieszmy się, że Litwa przyjechała w tak kiepskim składzie i formie...
Wynik 68:90 z mistrzem świata to żadna tragedia, bo ten rywal jest od nas dwie klasy lepszy. Zajęliśmy w całej imprezie 9. miejsce ex aequo z Macedonią. Zagraliśmy po raz pierwszy od dłuższego czasu w pełnym składzie, a przynajmniej ze wszystkimi naszymi zawodnikami na europejskim poziomie (Marcin Gortat, Maciej Lampe, Michał Ignerski), a nawet dokooptowaliśmy do tego grona Davida Logana. Mieliśmy turniej u siebie i wszystko podporządkowaliśmy tej imprezie. Mimo to nie udało nam się awansować do ćwierćfinału, o czym marzyliśmy i wywalczyć kwalifikacji do przyszłorocznych mistrzostw świata. Słyszę opinie, że ta drużyna może grać tylko lepiej, jeśli nadal będzie spotykała się w tym składzie. Lampe, Gortat, Logan, Ignerski, Łukasz Koszarek będą lepiej się rozumieli i osiągną lepsze wyniki.
Nie odbieram naszym szansy na progres i chcę w to wierzyć. Ale bardziej obawiam się tego, że w eliminacjach kolejnego EuroBaskecie na Litwie znowu kogoś zabraknie i (odpukać!) skończymy jak Portugalia, który była dziewiąta w 2007 roku, a teraz ogląda mistrzostwa w telewizji. Rzecz jasna potencjał koszykówki polskiej i portugalskiej trochę się różni, ale bardzo łatwo jest wypaść z obiegu na dłuższy czas. Gdybyśmy dostali sie do czołowej siódemki, to mielibyśmy pewnie mistrzostwa świata 2010 i mistrzostwa Europy 2011. Teraz o pierwszych trzeba zapomnieć (dzika karta jest nierealna), o drugie walczyć.
Wracając do początkowego pytanie - osobiście bardziej skłaniam się przy stwierdzeniu, że ten wynik obrazuje stan polskiej koszykówki. Jesteśmy europejskim średniakiem, który nawet w bardzo sprzyjających warunkach na własnym parkiecie i wobec sporych osłabień większości rywali nie umie przeskoczyć pewnego poziomu. W ćwierćfinale nie ma zespołów przypadkowych. Wszystkie są bezsprzecznie od nas lepsze. Teoretycznie można dyskutować na temat Rosji, ale pamiętajmy, że u nich nie ma trzech najlepszych koszykarzy (JR Holden, Andrej Kirilenko, Wiktor Chriapa) i zastanówmy się, jak wyglądalibyśmy bez Logana, Lampego i Gortata. Trener Muli Katzurin po meczu z Hiszpanią jednoznacznie dał do zrozumienia, że nic więcej się nie dało osiągnąć. I ma rację. Każda wygrana więcej byłaby niespodzianką biorąc pod uwagę potencjały nasze, Słowenii, Serbii, Turcji, Hiszpanii. Cieszmy się, że Litwa przyjechała w tak kiepskim składzie i formie...
Etykiety:
David Logan,
EuroBasket,
Maciej Lampe,
Marcin Gortat,
Muli Katzurin,
reprezentacja
sobota, 12 września 2009
EuroBasket: Dziwne tłumaczenie Katzurina
Polacy przegrali z Serbią 72:77 i mają nóż na gardle przed meczem ze Słowenią. To spotkanie pokazało jednak ważną rzecz - nasi rezerwowi wcale nie są tak źli, by z nich nie korzystać. Co na to trener Muli Katzurin? Tłumaczy się ciekawie...
W trzeciej kwarcie było 66:50 dla rywali, a na parkiecie pojawili się Łukasz Koszarek, Michał Chyliński, Krzysztof Roszyk, Szymon Szewczyk wzmocnieni Marcinem Gortatem. Koszarek i Szewczyk poderwali drużynę w ataku, Roszyk i Chyliński świetnie bronili przeciwko obwodowym koszykarzom Serbii. A nawet jeśli nie świetnie, to o wiele lepiej niż David Logan i Michał Ignerski, którzy mieli problemy także z powodu różnicy w centymetrach. Logan (184 cm) był za niski, a Ignerski (207 cm) za wysoki. Chyliński (195 cm) i Roszyk (200 cm) lepiej pasowali do Urosa Tripkovicia (195 cm), Milenko Tepicia (198 cm), Stefana Markovicia (191 cm) czy Milosa Teodosicia (195 cm). Biało-czerwoni zniwelowali straty do dwóch punktów, ale więcej nie dali rady zdziałać. Zmiennicy się zmęczyli, a Ignerski, Logan i Maciej Lampe wrócili na boisko dopiero w ostatniej minucie.
W trzeciej kwarcie było 66:50 dla rywali, a na parkiecie pojawili się Łukasz Koszarek, Michał Chyliński, Krzysztof Roszyk, Szymon Szewczyk wzmocnieni Marcinem Gortatem. Koszarek i Szewczyk poderwali drużynę w ataku, Roszyk i Chyliński świetnie bronili przeciwko obwodowym koszykarzom Serbii. A nawet jeśli nie świetnie, to o wiele lepiej niż David Logan i Michał Ignerski, którzy mieli problemy także z powodu różnicy w centymetrach. Logan (184 cm) był za niski, a Ignerski (207 cm) za wysoki. Chyliński (195 cm) i Roszyk (200 cm) lepiej pasowali do Urosa Tripkovicia (195 cm), Milenko Tepicia (198 cm), Stefana Markovicia (191 cm) czy Milosa Teodosicia (195 cm). Biało-czerwoni zniwelowali straty do dwóch punktów, ale więcej nie dali rady zdziałać. Zmiennicy się zmęczyli, a Ignerski, Logan i Maciej Lampe wrócili na boisko dopiero w ostatniej minucie.
Spytałem trenera, czy ten mecz nie pokazał czasem, że możemy grać używając dziewięciu zawodników, a nie sześciu czy siedmiu i czy tak będzie w kolejnych spotkaniach. Odpowiedział brzmiała następująco: To nie pierwszy raz, gdy rezerwowi odrabiają taką dużą stratę. Tak było np. w towarzyskim meczu z Chorwacją w Bambergu. Mamy dobrych rezerwowych, ale wszystko zależy od sytuacji w danym spotkaniu. Jeśli podstawowa piątka gra dobrze, to nie ma potrzeby jej zmieniać.
Dla mnie to tłumaczenie "trochę" dziwne. Wynika z niego, że jeśli drużynie idzie, prowadzi i gra dobrze, to pierwsza piątka powinna przebywać na parkiecie 40 minut. Może trochę przejaskrawiam, ale tak można to rozumieć. Katzurin nie bierze w ogóle pod uwagę zmęczenia. Wygląda to tak, jakby chciał niczym w grze NBA Live wyłączyć w ustawieniach opcję "Fatigue", by zawodnik był ciągle w 100-procentowej dyspozycję.
A może ja czegoś tu nie rozumiem? W końcu nie jestem przecież trenerem :-)
P.S.
Polecam szósty odcinek serii Wokół EuroBasketu na sports.pl. Moim zdaniem najlepszy :)
poniedziałek, 31 sierpnia 2009
Logan a Barcelona
Wracając z Saragossy z meczów naszej reprezentacji mieliśmy ze współtowarzyszami „trochę” czasu na przedyskutowanie najróżniejszych kwestii. Jednym z wątków, jakie się pojawiły było porównanie Davida Logana z Juanem Carlosem Navarro, niekoniecznie na bazie ostatniego przegranego 83:88 meczu z Hiszpanią. A konkretnie czy Logan poradziłby sobie w Barcelonie?
Jeden z kolegów (ale akurat nie Łukasz Cegliński) stwierdził, że różnica w umiejętnościach pomiędzy wymienioną dwójką (i w zasadzie w większości przypadków, gdy porównujemy kogoś tanszego do zarabiającego 10 razy więcej) nie jest wielka, ale Navarro ma ten atut, że występuje w lepiej zorganizowanym zespole, a koledzy bardzo ułatwiają mu zadanie. I w zasadzie, gdyby zamienić obu tych zawodników miejscami, to Logan byłby w Barcelonie równie skuteczny. A Navarro miotałby się w Prokomie niczym nasz amerykański Polak.
Opinia ta jest według mnie bardzo ryzykowna. Zacznijmy od tego, że jednak ktoś temu Navarro pozwala grać w Barcelonie. Można upierać się, że to dlatego, iż jest Katalończykiem itd. Ale to zakłamywanie rzeczywistości. Niby obaj są podobni, bo to typowi rzucający obrońcy, ale różni ich sporo. Przede wszystkim to jak Navarro uwalnia się po zasłonach, jak robi krótkie zwody i jak wybiera pozycje rzutowe. Poezja. Tzw. shooting selection w wykonaniu Logana to często koszmar. Moze jest tak ze względu na wolną rękę od trenera, ale jeśli w Barcelonie miałby pełnić taką rolę jak Navarro, to skończyłoby się podobną samowolką. To zresztą totalna abstrakcja, bo nikt by mu takowej pozycji w zespole blaugrana nie zapewnił, nawet gdyby podpisano z nim kontrakt.
Niższa skuteczność Logana na pewnym poziomie rywalizacji bierze się także z tego, jak składa się do rzutu. Ruchy Navarro, podobnie jak większości snajperów o tej klasie, są praktycznie zawsze takie same i niezwykle charakterystyczny. W przypadku Logana bardzo często mamy do czynienia z rzutami „off balance”. Takie zagrania są elementem umiejętności koszykarskich, ale niekoniecznie przy wyjściu na pozycję na obwodzie i natychmiastowym rzucie. Styl Logana można skojarzyć z jego osobą, lecz głównie z tego powodu, że pisząc obrazowo jego nogi „dyndają” na różne strony. Przy obronie na najwyższym światowym poziomie powtarzalność ruchów u strzelców jest bardzo istotna.
Jeszcze jedna rzecz padła w naszej dyskusji. Dotyczyła końcówki meczu Hiszpania - Polska. Navarro trafił wtedy za 3, Loganowi się nie udało. Szczęście? Przecież tamtemu mogło nie wpaść, a naszemu tak. Mogło. Ja też tam się znaleźć przypadkiem i trafić raz na milion przypadków. Tyle tylko, że prawdopodobieństwo skuteczności takiego rzutu w wykonaniu Navarro jest większe niż w przypadku Logana. Dlaczego? Patrz m.in. poprzedni akapit.
A wy jak uważacie? Czy Logan poradziłby sobie w Barcelonie? :)
create free polls | comment on this
Etykiety:
David Logan,
Juan Carlos Navarro,
koszykówka,
reprezentacja
czwartek, 27 sierpnia 2009
Polacy chcą wygrywać!
Brawo! Polska reprezentacja rozegrała w Saragossie znakomity mecz. Przegrała 83:88 z Hiszpanią, ale to mistrz świata i wicemistrz olimpijski. Spodziewaliśmy się przecież pogromu, a w końcówce nawet prowadziliśmy. A najwazniejsze, ze naszych to nie zadowala.
Cieszy mnie postawa naszych zawodników, ale na wstępie trzeba zaznaczyć - sam wynik znaczy w kontekście mistrzostw Europy tyle co porażka z Macedonią. Czyli nic. Musimy wygrywać we wrześniu. Ale oczywiście po tak wyrównanym spotkaniu z głównym faworytem EuroBasketu w polskiej ekipie można znaleźć mnóstwo pozytywów na przyszłość. Najważniejszy jest taki, że nie potrzebujemy wielkich meczów Macieja Lampego i Marcina Gortata, by grać dobrze. Dzisiaj ten pierwszy nie zdobył punktu, drugi w ataku też nie szalał. A mimo to walczyliśmy z gospodarzami jak równy z równym.
Świetnie zaprezentował się Michał Ignerski, któremu występy w kraju, w którym mieszka od trzech lat pozwoliły odnaleźć dobrą formę. David Logan kręcił rywalami jak wiatrakami wzbudzając liczne owacje kibiców. Krzysztof Szubarga nie przestraszył się Ricky'ego Rubio i wypadł lepiej od niego. Gdy w końcówce publiczność starała się pomóc Hiszpanom, uciszył ją trójką w ostatniej sekundzie akcji. I największe zaskoczenie - Łukasz Koszarek. Patrząc na wcześniejsze jego występy wydawało się, że z takim przeciwnikiem nie może zagrać dobrze. Brakowało mu pewności siebie, a w konfrontacji z najlepszą drużyną w Europie każdy mógłby mieć problem z trzęsącymi się rękami. Tymczasem Koszarek wypadł znakomicie, tak jak tego oczekiwaliśmy od początku przygotowań. Poznany wczoraj kibic z Walencji powiedział mi po meczu krótko łamanym angielsko-hiszpańskim językiem: - Number fifteen very good. MVP Polonia!
Dobrym znakiem jest nie tylko gra Polaków, ale ich podejście do wyniku. Nie byli zadowoleni, że powalczyli z Hiszpanią. Byli źli, że przegrali. Szubarga narzekał, że zwycięstwa pozbawił ich jego błąd w ostatniej minucie, gdy źle krył Juana Carlosa Navarro i ten trafił za 3 punkty. Wkurzony Gortat stwierdził, że nie ma o czym rozmawiać. To pokazuje, że naszym nie brakuje ambicji i nie cieszą się ładnymi porażkami. Chcą wygrywać.
Cieszy mnie postawa naszych zawodników, ale na wstępie trzeba zaznaczyć - sam wynik znaczy w kontekście mistrzostw Europy tyle co porażka z Macedonią. Czyli nic. Musimy wygrywać we wrześniu. Ale oczywiście po tak wyrównanym spotkaniu z głównym faworytem EuroBasketu w polskiej ekipie można znaleźć mnóstwo pozytywów na przyszłość. Najważniejszy jest taki, że nie potrzebujemy wielkich meczów Macieja Lampego i Marcina Gortata, by grać dobrze. Dzisiaj ten pierwszy nie zdobył punktu, drugi w ataku też nie szalał. A mimo to walczyliśmy z gospodarzami jak równy z równym.
Świetnie zaprezentował się Michał Ignerski, któremu występy w kraju, w którym mieszka od trzech lat pozwoliły odnaleźć dobrą formę. David Logan kręcił rywalami jak wiatrakami wzbudzając liczne owacje kibiców. Krzysztof Szubarga nie przestraszył się Ricky'ego Rubio i wypadł lepiej od niego. Gdy w końcówce publiczność starała się pomóc Hiszpanom, uciszył ją trójką w ostatniej sekundzie akcji. I największe zaskoczenie - Łukasz Koszarek. Patrząc na wcześniejsze jego występy wydawało się, że z takim przeciwnikiem nie może zagrać dobrze. Brakowało mu pewności siebie, a w konfrontacji z najlepszą drużyną w Europie każdy mógłby mieć problem z trzęsącymi się rękami. Tymczasem Koszarek wypadł znakomicie, tak jak tego oczekiwaliśmy od początku przygotowań. Poznany wczoraj kibic z Walencji powiedział mi po meczu krótko łamanym angielsko-hiszpańskim językiem: - Number fifteen very good. MVP Polonia!
Dobrym znakiem jest nie tylko gra Polaków, ale ich podejście do wyniku. Nie byli zadowoleni, że powalczyli z Hiszpanią. Byli źli, że przegrali. Szubarga narzekał, że zwycięstwa pozbawił ich jego błąd w ostatniej minucie, gdy źle krył Juana Carlosa Navarro i ten trafił za 3 punkty. Wkurzony Gortat stwierdził, że nie ma o czym rozmawiać. To pokazuje, że naszym nie brakuje ambicji i nie cieszą się ładnymi porażkami. Chcą wygrywać.
sobota, 22 sierpnia 2009
Macedoński wstyd
Wiem, ze mecz reprezentacji Polski koszykarzy z Macedonią był tylko meczem towarzyskim. Ale nawet w takim spotkaniu z taim rywalem nie powinno przydarzyć się to, co się przydarzyło. Nasi prowadzili do przerwy 51:36, a przegrali 88:95. Jednym słowem - wstyd.
Dlaczego wstyd? Dlatego, ze Macedonia to zespół przeciętny, by nie powiedziec słaby. Najbardziej znany zawodnik, rozgrywający Vrbica Stefanov oglądał mecz w cywilnym ubraniu, a jego koledzy przez 20 minut prezentowali się o dwie klasy gorzej od biało-czerwonych. Dzień wcześniej zresztą przegrali (mając Stefanova) z kiepskimi Niemcami.
Co się nagle stało, że Macedończycy pokonali Polaków? Moim zdaniem nic niezwykłego w grze rywali. To podopieczni Muliego Katzurina nie wytrzymali psychicznie. Rozluźnili się, źle funkcjonowała defensywa i pozwolili przeciwnikowi odrobić straty. A gdy wynik był "na styku" zabrakło kogoś, kto wziąłby na siebie odpowiedzialność. Próbował to robić Michał Ignerski, ale z powodu niedawnego urazu nie jest w najlepszej dyspozycji. Próbował też trochę David Logan, lecz on z kolei nie jest w dobrej formie strzeleckiej, a na dodatek obrona wszystkich rywali dobrze wie, że to nasz najlepszy snajper. Reszta chowała się za kolegami, nawet Maciej Lampe nie był tak widoczny jak wcześniej.
Do mistrzostw Europy pozostały nieco ponad dwa tygodnie. Dobrze, że Polacy wiedzą, co trzeba zmienić. Trzeba nauczyć się grać pod presją. Rozmawiali o tym w szatni pół godziny. Tylko czy jest ktoś wśród naszych zawodników, kto potrafi innych tego nauczyć? Może zrobi to Marcin Gortat, który dołączy do zespołu w Hiszpanii?
Dlaczego wstyd? Dlatego, ze Macedonia to zespół przeciętny, by nie powiedziec słaby. Najbardziej znany zawodnik, rozgrywający Vrbica Stefanov oglądał mecz w cywilnym ubraniu, a jego koledzy przez 20 minut prezentowali się o dwie klasy gorzej od biało-czerwonych. Dzień wcześniej zresztą przegrali (mając Stefanova) z kiepskimi Niemcami.
Co się nagle stało, że Macedończycy pokonali Polaków? Moim zdaniem nic niezwykłego w grze rywali. To podopieczni Muliego Katzurina nie wytrzymali psychicznie. Rozluźnili się, źle funkcjonowała defensywa i pozwolili przeciwnikowi odrobić straty. A gdy wynik był "na styku" zabrakło kogoś, kto wziąłby na siebie odpowiedzialność. Próbował to robić Michał Ignerski, ale z powodu niedawnego urazu nie jest w najlepszej dyspozycji. Próbował też trochę David Logan, lecz on z kolei nie jest w dobrej formie strzeleckiej, a na dodatek obrona wszystkich rywali dobrze wie, że to nasz najlepszy snajper. Reszta chowała się za kolegami, nawet Maciej Lampe nie był tak widoczny jak wcześniej.
Do mistrzostw Europy pozostały nieco ponad dwa tygodnie. Dobrze, że Polacy wiedzą, co trzeba zmienić. Trzeba nauczyć się grać pod presją. Rozmawiali o tym w szatni pół godziny. Tylko czy jest ktoś wśród naszych zawodników, kto potrafi innych tego nauczyć? Może zrobi to Marcin Gortat, który dołączy do zespołu w Hiszpanii?
Etykiety:
David Logan,
koszykówka,
Macedonia,
Maciej Lampe,
Marcin Gortat,
Michał Ignerski,
Polska,
reprezentacja
piątek, 21 sierpnia 2009
Polska - Chorwacja 1-2
Trzeci mecz z Chorwacją tego lata i najbardziej widoczna róznica na korzyść jednego z zespołów. Rywale wygrali z nami 81:74. Z zawodników, którzy powinni być na EuroBaskecie w ich składzie nie było Zorana Planinicia (drobny uraz kostki) i Mario Kasuna. U nas zabrakło oczywiście Marcina Gortata.
Co nam dał ten mecz? Pokazał, ze zespół umie podnieść przegrywając nawet bardzo wysoką różnicą. W trzeciej kwarcie było juz 54:37, ale nasi odrobili straty i prawie doprowadzili do remisu. A kto miał w tym wielki udział? Rezerwowi. Michał Chyliński i Robert Witka. Dla nich i Macieja Lampego największe plusy za ten mecz.
Chyliński wcześniej był przez Muliego Katzurina często wypuszczany na parkiet, ale jako niski skrzydłowy. Teraz wreszcie dostał nieco więcej minut na pozycji rzucającego obrońcy, którą najbardziej lubi i odwdzięczył się trenerowi bardzo dobrze. Pod koniec trzeciej części trafił trzy trójki z rzędu, potem dołożył jeszcze dwa osobiste, dobrze współpracował z wysokimi i walczył w obronie.
Witka jest teoretycznie szóstym podkoszowym, lecz dzisiaj był najlepszym obok Lampego. Dał świetną zmianę, pokazał kilka manewrów podkoszowych, a po jednej z jego akcji przewaga zmalała do dwóch "oczek". On i Chyliński byli w dobrej dyspozycji, ale błyszczał i tak Lampe. Przed przerwą robił z rywalami co chciał. Nikola Vujcić z Olympiacosu Pireus nie miał na niego sposobu, podobnie jak inni wysocy Chorwaci. Po przerwie Lampe był lepiej kryty, kilka jego rzutów "wykręciło" się z obręczy.
Pozytywnie należy ocenić także Krzysztofa Szubargę. On chyba już na stałe będzie pierwszym rozgrywającym. Chociaz udane zagrania przeplatał słabszymi, to momentami nie było widac, iz w poprzednim sezonie grał w Ostrowie Wielkopolskim, a taki Marko Popović w Kazaniu. Przyzwoicie wypadli takze Szymon Szewczyk, Krzysztof Roszyk i Adam Wójcik.
Co jeszcze cieszy? Polacy dobrze współpracują ze sobą. Owszem, Lampe miewa indywidualne akcje 1 na 1, a David Logan dostaje piłkę i ma "sobie rzucić". Ale często zdobywamy punkty po kilku podaniach, niejednokrotnie kombinacyjnych. To dobry znak. Zły jest taki, ze broniliśmy falami. Kilka minut dobrze, kilka fatalnie.
A kto wypadł ponizej oczekiwań indywidualnie? Zdecydowanie Logan mimo celnej "trójki" o tablicę w końcówce. Ale Katzurin go broni mówiąc, iz wszyscy nastawiają się właśnie na niego. Drugi minus to Michał Ignerski, który nadal nie moze się odnaleźć. Moze to przez niedawny uraz? Łukasza Koszarka tu nie wymieniam, bo grał lepiej niz ostatnio. Mam nadzieję, że to stały progres.
Co nam dał ten mecz? Pokazał, ze zespół umie podnieść przegrywając nawet bardzo wysoką różnicą. W trzeciej kwarcie było juz 54:37, ale nasi odrobili straty i prawie doprowadzili do remisu. A kto miał w tym wielki udział? Rezerwowi. Michał Chyliński i Robert Witka. Dla nich i Macieja Lampego największe plusy za ten mecz.
Chyliński wcześniej był przez Muliego Katzurina często wypuszczany na parkiet, ale jako niski skrzydłowy. Teraz wreszcie dostał nieco więcej minut na pozycji rzucającego obrońcy, którą najbardziej lubi i odwdzięczył się trenerowi bardzo dobrze. Pod koniec trzeciej części trafił trzy trójki z rzędu, potem dołożył jeszcze dwa osobiste, dobrze współpracował z wysokimi i walczył w obronie.
Witka jest teoretycznie szóstym podkoszowym, lecz dzisiaj był najlepszym obok Lampego. Dał świetną zmianę, pokazał kilka manewrów podkoszowych, a po jednej z jego akcji przewaga zmalała do dwóch "oczek". On i Chyliński byli w dobrej dyspozycji, ale błyszczał i tak Lampe. Przed przerwą robił z rywalami co chciał. Nikola Vujcić z Olympiacosu Pireus nie miał na niego sposobu, podobnie jak inni wysocy Chorwaci. Po przerwie Lampe był lepiej kryty, kilka jego rzutów "wykręciło" się z obręczy.
Pozytywnie należy ocenić także Krzysztofa Szubargę. On chyba już na stałe będzie pierwszym rozgrywającym. Chociaz udane zagrania przeplatał słabszymi, to momentami nie było widac, iz w poprzednim sezonie grał w Ostrowie Wielkopolskim, a taki Marko Popović w Kazaniu. Przyzwoicie wypadli takze Szymon Szewczyk, Krzysztof Roszyk i Adam Wójcik.
Co jeszcze cieszy? Polacy dobrze współpracują ze sobą. Owszem, Lampe miewa indywidualne akcje 1 na 1, a David Logan dostaje piłkę i ma "sobie rzucić". Ale często zdobywamy punkty po kilku podaniach, niejednokrotnie kombinacyjnych. To dobry znak. Zły jest taki, ze broniliśmy falami. Kilka minut dobrze, kilka fatalnie.
A kto wypadł ponizej oczekiwań indywidualnie? Zdecydowanie Logan mimo celnej "trójki" o tablicę w końcówce. Ale Katzurin go broni mówiąc, iz wszyscy nastawiają się właśnie na niego. Drugi minus to Michał Ignerski, który nadal nie moze się odnaleźć. Moze to przez niedawny uraz? Łukasza Koszarka tu nie wymieniam, bo grał lepiej niz ostatnio. Mam nadzieję, że to stały progres.
I jedna dziwna rzecz - to miał być sprawdzian dla Roberta Skibniewskiego, ale nie było w dwunastce meczowej, podobnie jak Pawła Kikowskiego. Ten ostatni chyba powoli jest "na wylocie"...
Jutro o 16.30 z Macedonią. Patrząc na grę tej druzyny, to powinniśmy ich pokonać.
Jutro o 16.30 z Macedonią. Patrząc na grę tej druzyny, to powinniśmy ich pokonać.
środa, 12 sierpnia 2009
Chorwackie koty za płoty
Reprezentacja Polski koszykarzy jest już po dwóch pierwszych meczach towarzyskich w trakcie przygotowań do mistrzostw Europy. Z Chorwatami raz wygraliśmy, raz przegraliśmy i chociaz rezultaty nie były najważniejsze, to zwycięstwo z tak silnym przeciwnikiem na pewno jest powodem do zadowolenia.
Chorwacja to szósta drużyna ostatnich igrzysk olimpijskich. W ubiegłym roku pokonaliśmy wicemistrzów z Aten Włochów, lecz do dyspozycji z 2004 roku wiele naszym rywalom brakowało. Chorwaci to jeden z faworytów wrześniowego EuroBasketu w Polsce. W środę w ich składzie nie było Zorana Planinica, ale to i tak bardzo silny zespół.
Co cieszy w naszej grze? Dobra współpraca Marcina Gortata z Maciejem Lampem. Ten drugi później dołączył do kolegów i nie wypadł oszałamiająco, ale widać było zrozumienie między dwójką koszykarzy pochodzących z Łodzi. Miejmy nadzieję, że poza ich rodzinnym miastem będzie szło im jeszcze lepiej.
Gortat narzekał, że słabo wypadł w ataku, ale nie było aż tak źle. On zresztą i tak najważniejszy jest w obronie. Jego długie ręce, olbrzymi zasięg ramion, ruchliwość robią dużo dobrego pod własną obręczą. Pozytywnie należy też ocenić Davida Logana. Miał słabą skuteczność, ale na tle klasowych chorwackich obrońców wszystkie jego pozytywne cechy było widać – łatwość podejmowania decyzji rzutowych i brak strachu przez odpowiedzialnością. W końcówce jego dwa rzuty wpadły i także dzięki temu wygraliśmy. A były obawy, ze na tym poziomie rozgrywek sobie nie poradzi...
Trener Muli Katzurin dużo eksperymentował. Łukasz Koszarek przebywał na parkiecie z Loganem i Krzysztofem Szubargą, ale może to akurat odpowiedź na niski skład Chorwatów? Michał Chyliński występował jako niski skrzydłowy, Michał Ignerski jako silny skrzydłowy, a Logan jako rozgrywający. Z tego wszystkiego najlepiej wyglądał eksperyment z Ignerskim, który nad większością wysokich przeciwnika będzie miał przewagę szybkości i sprawności.
Najciekawsze jest jednak to, że ani jednej minuty na parkiecie nie spędził Paweł Kikowski. Rewelacyjny rzucający obrońca z Kotwicy Kołobrzeg miał być pewniakiem do składu nawet obywatelstwie dla Logana, a tymczasem przesiedział dwa mecze na ławce rezerwowych. Może dostatnie szansę w kolejnych turniejach?
Chorwacja to szósta drużyna ostatnich igrzysk olimpijskich. W ubiegłym roku pokonaliśmy wicemistrzów z Aten Włochów, lecz do dyspozycji z 2004 roku wiele naszym rywalom brakowało. Chorwaci to jeden z faworytów wrześniowego EuroBasketu w Polsce. W środę w ich składzie nie było Zorana Planinica, ale to i tak bardzo silny zespół.
Co cieszy w naszej grze? Dobra współpraca Marcina Gortata z Maciejem Lampem. Ten drugi później dołączył do kolegów i nie wypadł oszałamiająco, ale widać było zrozumienie między dwójką koszykarzy pochodzących z Łodzi. Miejmy nadzieję, że poza ich rodzinnym miastem będzie szło im jeszcze lepiej.
Gortat narzekał, że słabo wypadł w ataku, ale nie było aż tak źle. On zresztą i tak najważniejszy jest w obronie. Jego długie ręce, olbrzymi zasięg ramion, ruchliwość robią dużo dobrego pod własną obręczą. Pozytywnie należy też ocenić Davida Logana. Miał słabą skuteczność, ale na tle klasowych chorwackich obrońców wszystkie jego pozytywne cechy było widać – łatwość podejmowania decyzji rzutowych i brak strachu przez odpowiedzialnością. W końcówce jego dwa rzuty wpadły i także dzięki temu wygraliśmy. A były obawy, ze na tym poziomie rozgrywek sobie nie poradzi...
Trener Muli Katzurin dużo eksperymentował. Łukasz Koszarek przebywał na parkiecie z Loganem i Krzysztofem Szubargą, ale może to akurat odpowiedź na niski skład Chorwatów? Michał Chyliński występował jako niski skrzydłowy, Michał Ignerski jako silny skrzydłowy, a Logan jako rozgrywający. Z tego wszystkiego najlepiej wyglądał eksperyment z Ignerskim, który nad większością wysokich przeciwnika będzie miał przewagę szybkości i sprawności.
Najciekawsze jest jednak to, że ani jednej minuty na parkiecie nie spędził Paweł Kikowski. Rewelacyjny rzucający obrońca z Kotwicy Kołobrzeg miał być pewniakiem do składu nawet obywatelstwie dla Logana, a tymczasem przesiedział dwa mecze na ławce rezerwowych. Może dostatnie szansę w kolejnych turniejach?
niedziela, 2 sierpnia 2009
Czy warto kupować od rywali?
David Logan - to nazwisko nasunęło mi się pierwsze na myśl o najlepszym letnim transferze (pod linkiem ranking) w Polskiej Lidze Koszykówki. Zawodnik, który w Polpharmie Starogard Gdański wyglądał tylko na jednego z wielu amerykańskich "combo guardów" (czyli graczy mogących występować na obu pozycjach obrońców) w Turowie Zgorzelec stał się największą gwiazdą ligi.
Nie będę tu przypominał wszystkich jego osiągnięć i całej historii pobytu w Polsce. Można to przeczytać w kalendarium, które niedawno było na sports.pl. Napiszę o czymś innym. Przejście Logana do Turowa budziło wiele wątpliwości. Przede wszystkim kwestionowano jego umiejętność gry w systemie narzuconym przez trenera. Traktowano go jako szalonego strzelca. Tymczasem Logan świetnie współpracował z Saso Filipovskim i pod jego okiem został MVP rozgrywek. To pokazuje, że Logan może nie mieć problemów z podporządkowaniem się taktyce Muliego Katzurina w reprezentacji.
To także dowód na to, by nie szufladkować zawodnika po jednym sezonie (albo nawet połowie) i spodziewać się nawet tego niespodziewanego. Koszykarze różnie funkcjonują w różnych warunkach. Kto przewidział, że Paul Miller w Anwilu stanie się postrachem wszystkich środkowych w lidze i stworzy świetnie rozumiejący się duet z Łukaszem Koszarkiem, że Iwo Kitzinger w Polpharmie wywalczy sobie miejsce w reprezentacji Polski i że Dainius Adomaitis spędzi we Wrocławiu aż trzy sezony będąc podstawą dwóch tytułów mistrzowskich? Ten ostatni przypadek jest szczególnie ciekawy, bo Litwina przeciętny kibic kojarzy tylko i wyłącznie ze Śląskiem. A przecież w Polsce znalazł się najpierw we Włocławku za sprawą chorwackiego trenera Daniela Jusupa...
Oczywiście nie zawsze wszystko wygląda tak różowo. Czasem decydując się na kogoś kto błyszczał w zakończonych właśnie rozgrywkach szybko okazuje się, że popełniliśmy błąd. Albo gra słabo, albo doznaje kontuzji. Przypadek Patricka Okafora jest najbardziej znamienny. W Polpharmie kandydat do miana MVP sezonu, w Anwilu kompletnie nie potrafił się odnaleźć. Lepsza drużyna, większe oczekiwania, ale też mniej minut na parkiecie i rola rezerwowego. Do tego nie umiał się przyzwyczaić. Donald Copeland to z kolei nieudany transfer, ale z nieco innego powodu. Problemy zdrowotne zmusiły działaczy Turowa do rozstania się z nim, chociaż to akurat drużynie ostatecznie wyszło na dobre, bo przecież pojawił się w składzie Tyus Edney.
Czasami transfer jest nieudany głównie z punktu widzenia zawodnika. Tomasz Świętoński w Prokomie nigdy nie dostał dużej ilości minut i nie rozwinął się tak jak można było się tego spodziewać. Ale roli głębokiego rezerwowego spodziewać się mógł przecież jak najbardziej.
W całym rankingu dobrze wypada Polpharma Starogard Gdański, która jest w nim jako udanie przejmujący od rywali (Hernol Hall, Kitzinger) albo wynajdujący i oddający dalej z lepszym (Logan, George Reese) lub gorszym (Okafor, Copeland) skutkiem. Co ciekawe mało jest Polpaku Świecie, który miał "nosa" do obcokrajowców, ale koszykarze z tej drużyny robią bardziej międzynarodowe kariery. Mało mamy sopockiego (teraz juz gdynskiego) Prokomu (poza dwoma "klopsami"), a Turów Zgorzelec, Anwil Włocławek i Stal Ostrów Wielkopolski figurują w czołówce i tu i tu. Czyli próbowali często, ale nie zawsze im wychodziło.
Nie będę tu przypominał wszystkich jego osiągnięć i całej historii pobytu w Polsce. Można to przeczytać w kalendarium, które niedawno było na sports.pl. Napiszę o czymś innym. Przejście Logana do Turowa budziło wiele wątpliwości. Przede wszystkim kwestionowano jego umiejętność gry w systemie narzuconym przez trenera. Traktowano go jako szalonego strzelca. Tymczasem Logan świetnie współpracował z Saso Filipovskim i pod jego okiem został MVP rozgrywek. To pokazuje, że Logan może nie mieć problemów z podporządkowaniem się taktyce Muliego Katzurina w reprezentacji.
To także dowód na to, by nie szufladkować zawodnika po jednym sezonie (albo nawet połowie) i spodziewać się nawet tego niespodziewanego. Koszykarze różnie funkcjonują w różnych warunkach. Kto przewidział, że Paul Miller w Anwilu stanie się postrachem wszystkich środkowych w lidze i stworzy świetnie rozumiejący się duet z Łukaszem Koszarkiem, że Iwo Kitzinger w Polpharmie wywalczy sobie miejsce w reprezentacji Polski i że Dainius Adomaitis spędzi we Wrocławiu aż trzy sezony będąc podstawą dwóch tytułów mistrzowskich? Ten ostatni przypadek jest szczególnie ciekawy, bo Litwina przeciętny kibic kojarzy tylko i wyłącznie ze Śląskiem. A przecież w Polsce znalazł się najpierw we Włocławku za sprawą chorwackiego trenera Daniela Jusupa...
Oczywiście nie zawsze wszystko wygląda tak różowo. Czasem decydując się na kogoś kto błyszczał w zakończonych właśnie rozgrywkach szybko okazuje się, że popełniliśmy błąd. Albo gra słabo, albo doznaje kontuzji. Przypadek Patricka Okafora jest najbardziej znamienny. W Polpharmie kandydat do miana MVP sezonu, w Anwilu kompletnie nie potrafił się odnaleźć. Lepsza drużyna, większe oczekiwania, ale też mniej minut na parkiecie i rola rezerwowego. Do tego nie umiał się przyzwyczaić. Donald Copeland to z kolei nieudany transfer, ale z nieco innego powodu. Problemy zdrowotne zmusiły działaczy Turowa do rozstania się z nim, chociaż to akurat drużynie ostatecznie wyszło na dobre, bo przecież pojawił się w składzie Tyus Edney.
Czasami transfer jest nieudany głównie z punktu widzenia zawodnika. Tomasz Świętoński w Prokomie nigdy nie dostał dużej ilości minut i nie rozwinął się tak jak można było się tego spodziewać. Ale roli głębokiego rezerwowego spodziewać się mógł przecież jak najbardziej.
W całym rankingu dobrze wypada Polpharma Starogard Gdański, która jest w nim jako udanie przejmujący od rywali (Hernol Hall, Kitzinger) albo wynajdujący i oddający dalej z lepszym (Logan, George Reese) lub gorszym (Okafor, Copeland) skutkiem. Co ciekawe mało jest Polpaku Świecie, który miał "nosa" do obcokrajowców, ale koszykarze z tej drużyny robią bardziej międzynarodowe kariery. Mało mamy sopockiego (teraz juz gdynskiego) Prokomu (poza dwoma "klopsami"), a Turów Zgorzelec, Anwil Włocławek i Stal Ostrów Wielkopolski figurują w czołówce i tu i tu. Czyli próbowali często, ale nie zawsze im wychodziło.
sobota, 25 lipca 2009
Próbując rozgryźć Logana
Miał być w czwartek rano. Nie było go. Miał być w piątek rano. Pojawiła się informacja, ze ponoć jego samolot ma opóźnienie. A potem wiadomość na temat awarii i powrotu do Nowego Jorku. Nagle okazało się, ze przyleciał. Sam przebukował bilety i dotarł do Warszawy przez Frankfurt. Kto? David Logan. (fot. PZKosz)

Samo przebukowanie biletów pokazuje, że mu zależy na grze w reprezentacji i się nie miga. Na lotnisku nie chciał z nikim rozmawiać i w zasadzie mu się nie dziwię. Sam przebyłem tego dnia długą drogę samochodem i pociągiem i nie miałem na nic ochoty. Logan spędził kilkanaście godzin w samolocie i na lotniskach, a na dodatek zaginął mu bagaż. Obiecał dostępność dla mediów trzy godziny później w Spale i słowa dotrzymał. Odpowiedział na każde pytanie każdego z dziennikarzy. Skończył rozmowy, gdy wszyscy wyczerpali już swoje tematy. Obszerna rozmowa z Davidem Loganem w dzisiejszym Przeglądzie Sportowym. Przy okazji także kalendarium Logana.
Z Loganem miałem taką dłuższą styczność po raz pierwszy. Jakie wnioski? Przede wszystkim jest niesamowicie małomówny, o czym zresztą już wiedziałem od kolegów. Nie jest to raczej typ sportowca, który zbywa dziennikarzy. On po prostu ma taki charakter. Nie lubi dużo gadać. Co wynika z jego momentami bardzo zdawkowych wypowiedzi? Ano to, że facet zagra w polskiej kadrze, bo dostał taką propozycję. Traktuje to jak występy w kolejnym klubie. Paszport? Był tylko środkiem do celu. Ma zupełnie inne podejście do tego niż my w Polsce. Nie zamierza nagle osiedlać się na stałe w Polsce. Lubi grać w koszykówkę, dostał możliwość, by pograć dwa miesiące dłużej w roku, to z niej skorzystał. Stwierdzenie: "Mógłbym zdobywać punkty dla Afganistanu" jest najlepszym dowodem na tą tezę. I tyle. To zupełnie inny typ motywacji niż Josepha McNaulla (szczególnie), Jeffa Nordgaarda czy nawet Erika Elliotta.
Czy taki gracz pomoże kadrze? Jeśli chodzi o umiejętności sportowe to na pewno tak. Koledzy z kadry też go przyjmą zapewne bez problemu, chociaż złudne jest jego stwierdzenie, że dogadają się, bo "wszyscy mówią po angielsku". Niby tak, ale w prywatnych rozmowach raczej będą używać polskiego.
Czy paszport dla Logana był dobrym pomysłem? Jeśli osiągniemy sukces na EuroBaskecie to będziemy mogli powiedzieć, że cel uświęca środki. Ale osobiście wolałbym, żeby to nie Logan był pierwszoplanową postacią reprezentacji. Niech nam pomoże, dorzuci parę punktów, ale rolę gwiazdy zostawi dla np. Marcina Gortata. I mam nadzieję, że on to rozumie. Przynajmniej takie sprawia wrażenie.
Etykiety:
David Logan,
Eric Elliott,
Jeff Nordgaard,
Joseph McNaull,
koszykówka,
Marcin Gortat,
reprezentacja
Subskrybuj:
Posty (Atom)




