11 grudnia: 95 punktów Energi Czarnych, 55% skuteczności z gry, efektywność obrony Anwilu 133,0.
18 marca: 64 punkty Energi Czarnych, 35% skuteczności z gry, efektywność obrony Anwilu 91,6.
Podaję te statystyki, żeby symbolicznie pokazać jak bardzo zmieniła się drużyna Anwilu Włocławek w drugiej części sezonu po objęciu jej przez Emira Mutapcicia. Oczywiście w pierwszej części rozgrywek nie zawsze Anwil bronił tak kiepsko jak przeciwko Czarnym, a w tamtym spotkaniu decydowały też inne czynniki (i co ważne - lider Czarnych Cameron Bennerman był zdrowy), ale ten przykład jest bardzo jaskrawy. Z zespołu chętnie biegającego, lubiącego tzw. early offense (czyli kontrataki w drugie tempo) i mającego dziurawą defensywę wicemistrzowie Polski stali się drużyną preferującą długie akcje z jedną z najlepszych obron w lidze.
Jedną z najlepszych? Najlepszą! Biorąc pod uwagę ostatnie pięć spotkań (z Zastalem, Siarką, PBG Basketem, Treflem i Czarnymi) średnia punktów traconych na 100 posiadań Anwilu to znakomite 93,4! Lepiej niż Asseco Prokom Gdynia w całym sezonie (97,8), lepiej nawet niż Prokom tylko pod trenerem Tomasem Pacesasem (95,5).
Z jednej strony możemy nie doceniać tych statystyk i zwalać wszystko na rywali (poza Czarnymi nie są to ekipy świetne ofensywnie). Ale z drugiej - Anwil ma kilku graczy wybitnie niewybitnych w obronie, o których mówiło się, że z nimi na parkiecie nie sposób grać dobrej defensywy. A jednak! To fakt, że Mutapcić częściej niż wcześniej chowa Andrzeja Plutę na ławce rezerwowych, ale taki Nikola Jovanović z pięciu wymienionych meczów jeden opuścił z powodu kontuzji (z PBG), w pozostałych grał średnio 22.5 minuty. Zespół przez to nie cierpi. Owszem, Serbowi nadal zdarza się zostać ogranym w pojedynczej akcji 1 na 1, ale poza tym ukrywa się w obronie zespołowej. Team defence - to klucz do sukcesu w każdej lidze.
A to nakazuje pamiętać, by Anwilu w play-off nie lekceważyć, oj nie lekceważyć...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cameron Bennerman. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cameron Bennerman. Pokaż wszystkie posty
piątek, 18 marca 2011
środa, 16 marca 2011
Kto jest go-to guyem w Tauron Basket Lidze?
Miałem gotowy cały wpis z danymi liczbowymi i... musiałem nanieść sporo poprawek po świetnym finiszu meczu Asseco Prokomu Gdynia z PGE Turowem Zgorzelec (73:72).
Nie ukrywam, że statystyki prowadzone przez NBA/przy okazji meczów NBA są dla mnie w pewnym sensie wzorem. Fajnie byłoby kiedyś mieć od ręki tyle analiz, rankingów i danych dotyczących polskiej ekstraklasy. Na razie pozostaje mi (nam) przenoszenie niektórych pomysłów na polski grunt i twórcza praca nad nimi.
Tym razem za inspirację posłużył mi ten wpis Johna Schumanna na NBA.com. O co chodzi? O to, jak zawodnicy radzą sobie z presją w decydujących chwilach meczów. Schumann policzył statystyki rzutowe graczy w ostatnich 30 sekundach, w sytuacji, w której ich drużyna przegrywa różnicą 1-3 punktów lub remisuje. Dlaczego w takiej? Bo to oznacza, że ich celny rzut ratuje zespół przed porażką lub daje zwycięstwo. Ja ograniczyłem czas do 24 sekund. Dlaczego? Bo tyle trwa jedna akcja i jeśli zawodnik trafia w ostatnich 24 sekundach, to jest to potencjalnie ostatnia akcja jego drużyny w ataku. Rywale mają jeszcze (albo nie mają, jeśli to buzzer-beater) jedną szansę na odpowiedż. Oczywiście wiem, że często przed 24 sekundy dzieje się dużo więcej, ale przecież gracz rzucając nie może tego przewidzieć.
Przeanalizowałem mecze dotychczasowych 20 kolejek Tauron Basket Ligi i czego się dowiedziałem? Dziewięciu graczy oddało w takiej sytuacji więcej niż jeden rzut. Konrad Wysocki, David Jackson oraz Ivan Zigeranović z Turowa Zgorzelec, a także Filip Dylewicz (fot nr 2, figurski.com.pl) z Trefla Sopot pudłowali dwukrotnie. Cameron Bennerman z Energi Czarnych Słupsk, Ted Scott z Kotwicy Kołobrzeg i Marko Brkić z Turowa Zgorzelec mają 50% skuteczności. Najwięcej szans miał Daniel Ewing (fot nr 1, figurski.com.pl) z Asseco Prokomu Gdynia, ale wykorzystał tylko jedną z trzech prób. (uwaga! - poprawka) Tylko Walter Hodge z Zastalu Zielona Góra trafił dwa rzuty na dogrywkę/zwycięstwo. Pierwszy dał remis w końcówce meczu w Poznaniu, drugi wygraną z Kotwicą Kołobrzeg. Niezależnie od wyczynu Hodge'a - trudno o jakiekolwiek indywidualne rankingi, więc spójrzmy na sprawę szerzej.
Skuteczność całej ligi wynosi 36% (18/50). Niespodziewanie lepiej radzą sobie Polacy - 43% (6/14). Obcokrajowcy trafili 33% rzutów (12/36). Warto jednak rozgraniczyć sytuacje, w których zawodnik rzuca przy remisie i sytuacje, w których rzuca, gdy jego drużyna przegrywa. W tej pierwszej ma komfort psychiczny, bo pudło nie jest tragedią, zostaje szansa w dogrywce. W drugiej - staje się antybohaterem, tym, który zawalił. I tu widzimy różnicę. Polscy koszykarze mają aż 50% (2/4) skuteczności przy remisie, ale tylko 40% (4/10) przegrywając. Obcokrajowcy odwrotnie - 12%! (1/8) przy remisie i 39% (11/28) przegrywając.
Kto z Polaków pokazywał brak nerwów w końcówce? Nie biorę tu pod uwagę Konrada Wysockiego, Igora Milicicia i Mantasa Cesnauskisa. Mają polskie paszporty, ale to nie jest polska szkoła koszykówki. Sześć udanych akcji biało-czerwonych w ostatnich 24 sekundach to "trójka" Daniela Walla (Siarka Tarnobrzeg) przy remisie przeciwko Polpharmie Starogard Gdański, dobitka Pawła Leończyka (Energa Czarni Słupsk) przy remisie przeciwko Zastalowi Zielona Góra, punkty Piotra Stelmacha (PBG Basket Poznań) przeciwko Turowowi Zgorzelec dające drużynie prowadzenie, rzut Bartosza Bochny (Turów Zgorzelec) z półdystansu kilka sekund póżniej, indywidualna akcja Łukasza Wiśniewskiego (PBG Basket) dająca prowadzenie przeciwko Polonii w Warszawie oraz dzisiejszy rzut Michała Gabińskiego (Turów Zgorzelec) na prowadzenie w Gdynu. Nie widziałem zagrania Walla, a z pozostałych tylko Wiśniewski i Gabiński mieli set plays ustawione pod siebie. Różnica jest taka, że Gabińskiego po prostu pozostało trafić sam na sam z koszem, Wiśniewski miał bardziej skomplikowane zadanie. W pozostałych przypadkach po prostu "tak wyszło". Czy to oznacza, że nikt nie ustawia akcji pod Polaków w końcówkach? Niekoniecznie. Trefl dał szansę Dylewiczowi w obu meczach przeciwko Asseco Prokomowi Gdyni, ale bez powodzenia. W spotkaniu z PBG Basketem rozgrywający Marcin Nowakowski też odważnie zagrał pod siebie, ale nie trafił. Na szczęście dobił Harding Nana.
Polonia (5 rzutów-5 graczy), Turów (10-6), Siarka Tarnobrzeg (5-5) i niespodziewanie tedoscottowa Kotwica Kołobrzeg (5-4) mają wyjątkowo duży podział rzutów w końcówkach. Większość zespołów nie ma go-to-guya, któremu daje piłkę w kluczowym momencie. Wyjątek to na pewno Zastal (Hodge), Czarni (Cameron Bennerman), być może Trefl (Dylewicz) i tu miało być napisane "być może Prokom (Ewing), choć mam spore wątpliwości, bo po pierwsze np. w Pucharze Polski ostatnia akcja była pod Tommy'ego Adamsa, a po drugie powrót Qyntela Woodsa może zmienić sytuację." Dzisiejszy mecz z Turowem zdecydowanie wyklucza Prokom z tej listy. Z trzech akcji w ostatnich 24 sekundach tylko pierwszą (zablokowaną) kończył Ewing. Potem trafiali Filip Widenow i Adams.
Wnioski? Jeśli gra Anwil Włocławek, to mecz nie rozstrzygnie się w ostatniej akcji. Włocławianie ani razu nie oddali rzutu na remis/zwycięstwo w takiej sytuacji, a tylko Polonia miała okazję wyrównać/wygrać przeciwko wicemistrzom Polski. Jeśli Trefl zmierzy się z Prokomem w play-offach, to niech unika Dylewicza w ostatniej akcji. Jeśli jest remis w końcówce, to nie dawajcie piłki obcokrajowcom. Jeśli grasz przeciwko Czarnymi, to pilnuj Bennermana. Jeśli mierzysz się z Prokomem, to pamiętaj, że ma najwięcej strzelb, bo trzech różnych gdynian trafiało rzuty na zwycięstw.
P.S.
W ramach przeprosin za zjedzenie Hodge'a wpis bonusowy wideo.
Nie ukrywam, że statystyki prowadzone przez NBA/przy okazji meczów NBA są dla mnie w pewnym sensie wzorem. Fajnie byłoby kiedyś mieć od ręki tyle analiz, rankingów i danych dotyczących polskiej ekstraklasy. Na razie pozostaje mi (nam) przenoszenie niektórych pomysłów na polski grunt i twórcza praca nad nimi.
Tym razem za inspirację posłużył mi ten wpis Johna Schumanna na NBA.com. O co chodzi? O to, jak zawodnicy radzą sobie z presją w decydujących chwilach meczów. Schumann policzył statystyki rzutowe graczy w ostatnich 30 sekundach, w sytuacji, w której ich drużyna przegrywa różnicą 1-3 punktów lub remisuje. Dlaczego w takiej? Bo to oznacza, że ich celny rzut ratuje zespół przed porażką lub daje zwycięstwo. Ja ograniczyłem czas do 24 sekund. Dlaczego? Bo tyle trwa jedna akcja i jeśli zawodnik trafia w ostatnich 24 sekundach, to jest to potencjalnie ostatnia akcja jego drużyny w ataku. Rywale mają jeszcze (albo nie mają, jeśli to buzzer-beater) jedną szansę na odpowiedż. Oczywiście wiem, że często przed 24 sekundy dzieje się dużo więcej, ale przecież gracz rzucając nie może tego przewidzieć.
Przeanalizowałem mecze dotychczasowych 20 kolejek Tauron Basket Ligi i czego się dowiedziałem? Dziewięciu graczy oddało w takiej sytuacji więcej niż jeden rzut. Konrad Wysocki, David Jackson oraz Ivan Zigeranović z Turowa Zgorzelec, a także Filip Dylewicz (fot nr 2, figurski.com.pl) z Trefla Sopot pudłowali dwukrotnie. Cameron Bennerman z Energi Czarnych Słupsk, Ted Scott z Kotwicy Kołobrzeg i Marko Brkić z Turowa Zgorzelec mają 50% skuteczności. Najwięcej szans miał Daniel Ewing (fot nr 1, figurski.com.pl) z Asseco Prokomu Gdynia, ale wykorzystał tylko jedną z trzech prób. (uwaga! - poprawka) Tylko Walter Hodge z Zastalu Zielona Góra trafił dwa rzuty na dogrywkę/zwycięstwo. Pierwszy dał remis w końcówce meczu w Poznaniu, drugi wygraną z Kotwicą Kołobrzeg. Niezależnie od wyczynu Hodge'a - trudno o jakiekolwiek indywidualne rankingi, więc spójrzmy na sprawę szerzej.
Skuteczność całej ligi wynosi 36% (18/50). Niespodziewanie lepiej radzą sobie Polacy - 43% (6/14). Obcokrajowcy trafili 33% rzutów (12/36). Warto jednak rozgraniczyć sytuacje, w których zawodnik rzuca przy remisie i sytuacje, w których rzuca, gdy jego drużyna przegrywa. W tej pierwszej ma komfort psychiczny, bo pudło nie jest tragedią, zostaje szansa w dogrywce. W drugiej - staje się antybohaterem, tym, który zawalił. I tu widzimy różnicę. Polscy koszykarze mają aż 50% (2/4) skuteczności przy remisie, ale tylko 40% (4/10) przegrywając. Obcokrajowcy odwrotnie - 12%! (1/8) przy remisie i 39% (11/28) przegrywając.
Kto z Polaków pokazywał brak nerwów w końcówce? Nie biorę tu pod uwagę Konrada Wysockiego, Igora Milicicia i Mantasa Cesnauskisa. Mają polskie paszporty, ale to nie jest polska szkoła koszykówki. Sześć udanych akcji biało-czerwonych w ostatnich 24 sekundach to "trójka" Daniela Walla (Siarka Tarnobrzeg) przy remisie przeciwko Polpharmie Starogard Gdański, dobitka Pawła Leończyka (Energa Czarni Słupsk) przy remisie przeciwko Zastalowi Zielona Góra, punkty Piotra Stelmacha (PBG Basket Poznań) przeciwko Turowowi Zgorzelec dające drużynie prowadzenie, rzut Bartosza Bochny (Turów Zgorzelec) z półdystansu kilka sekund póżniej, indywidualna akcja Łukasza Wiśniewskiego (PBG Basket) dająca prowadzenie przeciwko Polonii w Warszawie oraz dzisiejszy rzut Michała Gabińskiego (Turów Zgorzelec) na prowadzenie w Gdynu. Nie widziałem zagrania Walla, a z pozostałych tylko Wiśniewski i Gabiński mieli set plays ustawione pod siebie. Różnica jest taka, że Gabińskiego po prostu pozostało trafić sam na sam z koszem, Wiśniewski miał bardziej skomplikowane zadanie. W pozostałych przypadkach po prostu "tak wyszło". Czy to oznacza, że nikt nie ustawia akcji pod Polaków w końcówkach? Niekoniecznie. Trefl dał szansę Dylewiczowi w obu meczach przeciwko Asseco Prokomowi Gdyni, ale bez powodzenia. W spotkaniu z PBG Basketem rozgrywający Marcin Nowakowski też odważnie zagrał pod siebie, ale nie trafił. Na szczęście dobił Harding Nana.Polonia (5 rzutów-5 graczy), Turów (10-6), Siarka Tarnobrzeg (5-5) i niespodziewanie tedoscottowa Kotwica Kołobrzeg (5-4) mają wyjątkowo duży podział rzutów w końcówkach. Większość zespołów nie ma go-to-guya, któremu daje piłkę w kluczowym momencie. Wyjątek to na pewno Zastal (Hodge), Czarni (Cameron Bennerman), być może Trefl (Dylewicz) i tu miało być napisane "być może Prokom (Ewing), choć mam spore wątpliwości, bo po pierwsze np. w Pucharze Polski ostatnia akcja była pod Tommy'ego Adamsa, a po drugie powrót Qyntela Woodsa może zmienić sytuację." Dzisiejszy mecz z Turowem zdecydowanie wyklucza Prokom z tej listy. Z trzech akcji w ostatnich 24 sekundach tylko pierwszą (zablokowaną) kończył Ewing. Potem trafiali Filip Widenow i Adams.
Wnioski? Jeśli gra Anwil Włocławek, to mecz nie rozstrzygnie się w ostatniej akcji. Włocławianie ani razu nie oddali rzutu na remis/zwycięstwo w takiej sytuacji, a tylko Polonia miała okazję wyrównać/wygrać przeciwko wicemistrzom Polski. Jeśli Trefl zmierzy się z Prokomem w play-offach, to niech unika Dylewicza w ostatniej akcji. Jeśli jest remis w końcówce, to nie dawajcie piłki obcokrajowcom. Jeśli grasz przeciwko Czarnymi, to pilnuj Bennermana. Jeśli mierzysz się z Prokomem, to pamiętaj, że ma najwięcej strzelb, bo trzech różnych gdynian trafiało rzuty na zwycięstw.
P.S.
W ramach przeprosin za zjedzenie Hodge'a wpis bonusowy wideo.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

