Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marcin Gortat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marcin Gortat. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 7 maja 2012

Sezon 11/12: Tydzień XXXIII w 24 sekundy

30.4-6.5.2012

1. Wbrew początkowym obawom pierwszy mecz półfinału w Gdyni był bardzo emocjonujący i chyba tylko raczej senna atmosfera na trybunach psula pozytywne wrażenie. Zastal potrafił się podnieść, a okres od początku drugiej kwarty do piątego przewinienia Waltera Hodge’a w czwartej części wygrał 64:48.

2. Piotr Stelmach mówił przed spotkaniem, że ma sposób na Donatasa Motiejunasa i... chyba faktycznie go ma. Litwin rzucił tylko 9 punktów, a w całym sezonie 2 z 3 najgorszych występów zaliczył właśnie przeciwko Zastalowi.

3. Mam szacunek dla będącego na kuracji antybiotykowej Kirka Archibeque’a i szczególnie Kamila Chanasa za to, co pokazali na parkiecie w Gdyni podczas pierwszego meczu w niedzielę. Tym bardziej, że “Hasan” jeszcze dwa dni wcześniej średnio mógł chodzić z powodu krwiaka na nodze, a w niedzielę kręcił piruety między obrońcami rywali. Jestem ciekaw, czy znajdzie się chociażby w szerokim składzie reprezentacji. Rozgrywa życiowy sezon, ale z drugiej konkurencja jest duża. I ma już 27 lat.

4. Nawiazanie do ostatniego meczu ćwierćfinału pomiędzy Zastalem a Czarnymi. Pisałem wcześniej, że Walter Hodge chcąc być Kobem Bryantem z Zielonej Góry musi przejąć ten mecz. Przejął, zdobył zwycięskie punkty. Czego chcieć więcej od swojego lidera? No dobra, może nie powinien faulować po raz piąty w połowie czwartej kwarty przeciwko Prokomowi, ale więcej winy w tej akcji należało do Stelmacha. Mówiąc potocznie: wpakował go na minę.

5. W ostatnim dziesięcioleciu tylko raz najlepszemu strzelcowi PLK udało się awansować do półfinału (a nawet finału i zdobyć mistrzostwo). To Qyntel Woods z Prokomu w sezonie 2008/2009. Teraz udało się Hodge’owi.

6. Tu miała być wzmianka o drugiej parze półfinałowej, ale czas okazał się nieubłagalny i Trefl z Turowem właśnie grają. Dlatego ograniczę się tylko do krótkiego typu - 3-2 dla Turowa. Pewnie nie uwierzycie, ale tak przewidywałem także godzinę temu.

7. Dariusz Wyka z Siarki Tarnobrzeg stał się bohaterem finału grupy C II ligi, bo dzięki współpracy z UMKS Kielce mógł zagrać w tym pierwszym klubie. I w ten sposób kielczanie zaskoczyli PWiK Piaseczno w pierwszym meczu.

8. Trzeba pochwalić PZKosz za rozmaite pomysły mające zwiększyć liczbę minut (i turniejów) rozgrywanych przez młodych zawodników, chociaż momentami wygląda to trochę dziwnie. Kacper Borowski (rocznik 1994) w mistrzostwach Polski do lat 20 grał w barwach Trefla Sopot, a później w mistrzostwach Polski do lat 18 wystąpił w barwach Czarnych Słupsk walcząc z kilkoma kolegami z poprzedniej drużyny. Czy to aby nie przesada?

9. Dotarła do mnie plotka, że Igor Griszczuk, były zawodnik i trener Anwilu Włocławek, ma w przyszłym sezonie poprowadzić SIDEn Toruń. To ten sam wróbelek, który ćwierkał o odejściu Tomasa Pacesasa z Prokomu.

10. Marcin Harasimowicz napisał tekst pod tytułem ”Łapy precz od Gortata”. Odpowiedzi pojawiły się na PolskiKosz.pl i na blogu Łukasza Ceglińskiego.

11. Cały czas mam wrażenie, że część osób komentujących nie rozgranicza dwóch rzeczy - Gortat-zawodnik i Gortat-człowiek. Większość krytyków łodzianina nie deprecjonuje jego osiągnięć na parkiecie, ale nie podoba im się jego postawa poza nim. I nie tylko “Ubezpieczenie-gate”, ale także takie zachowania jak wpisy na Twitterze z obraźliwymi słowami w stosunku do fanów. 

12. Gortat w ten sposób przegrywa część polskich kibiców i być może ma niewiele czasu, by to nadrobić. Za dwa-trzy lata sytuacja może wyglądać tak: Gortat bez będącego na emeryturze Nasha gra przeciętnie w slabiutkiej drużynie Suns, a Polska ma w NBA dwóch nieźle radzących sobie debiutantów, być może uczących się na błędach kolegi z Phoenix. Już nawet pomijam to, że możemy mieć wtedy w NBA także Macieja Lampego, bo nie zdziwię się, że po kolejnym znakomitym sezonie w silnej lidze dostanie kontrakt w USA. Oczywiście istnieje również inny scenariusz: Gortat zostaje All Starem, a nasze młode nadzieje kończą w pierwszej lidze w Łańcucie (z całym szacunkiem).

13. Rozmaite żródła - w tym zainteresowany - mówią i sugerują, że tego lata Gortat na 99,9% zagra w reprezentacji. Podobnie twierdziły też rok temu, ale tym razem jakoś bardziej im wierzę.

14. Akademickie Mistrzostwa Polski odbyły się w ten weekend w Warszawie i... nie mogłem nie zajrzeć na chociażby jeden mecz.

15. W finale Akademia Leona Kożmińskiego mająca w składzie m.in. Łukasza Wilczka, Patryka Pełkę i Michała Nowakowskiego z ekstraklasowej Politechniki rozgromiła Uniwersytet Szczeciński, w którym występowali głównie zawodnicy ze Spójni Stargard Szczeciński i Wilków Morskich Szczecin, a także np. niejaki Michał Trypuć, ponoć rozwijający obecnie... karierę sędziowską.

16. Podczas AMP funkcjonuje kilka różnych klasyfikacji m.in. uniwersytetów i szkół niepublicznych, więc dwie najlepsze drużyny odebrały... po dwa komplety medali. Dziwne natomiast, że nie zdecydowano się na wyróżnienie MVP i/lub najlepszej piątki.

17. Prestiż rozgrywek akademickich jest tak niski, że AMP nie dorobiła się porządnej strony internetowej, zespoly grają po dwa spotkania dziennie, na trybunach siedzą tylko krewni i znajomi, a media praktycznie o nich nie piszą. W składach drużyn nie brakowało zawodników z I i II ligi, pojawiło się także kilka wspomnianych nazwisk z ekstraklasy. Na pewno można tę imprezę odpowiednio wypromować. Pytanie brzmi - czy Akademickiemu Związkowi Sportowemu na tym zależy? Chyba niekoniecznie, więc zawody z boku bardziej niż poważny turniej przypominały coś w rodzaju mistrzostw Polski dziennikarzy. Na wyższym poziomie, ale z podobną, wesołą atmosferą.  

18. Drużyna Kożmińskiego zaprezentowała najfajniejszą koszykarską “cieszynkę”, jaką widziałem. Zawodnicy stworzyli koło, a Patryk Pełka stanął w środku i powalił ich... serią z wyimaginowanego karabinu. Świetne. Nie spodziewałem się tego, więc nie dysponuję wideo, ale widziałem kilka osób filmujących zdarzenie. Czekam na nagranie na youtube.

19. Maciej Adamkiewicz ze Szczecina skręcił kostkę - sytuacja, jakich na parkietach oglądamy mnóstwo. Ciekawsze było jednak to, że za moment jego koledzy wdali się w kłótnię z panią z obsługi medycznej dotyczącą pierwszej pomocy w takim wypadku. Pani uważała, że należy zdjąć but, gracze - że lepiej usztywnić nogę...

20. Hala Wydziału Zarządzania UW będzie mi się długo kojarzyła głównie z kontuzjami. Poprzednio gościłem tam na meczu żeńskiej I ligi, który jedna z zawodniczek opuściła w karetce.

21. Finał AMP, mecze czołówki II ligi, finał MP do lat 20 i i turniej streetballowy Madball Classic - cztery rozmaite koszykarskie światy. Który prezentuje najwyższy poziom? Sam sobie wymyśliłem takie pytanie i nie znam odpowiedzi. Teoretycznie odpowiedż powinna brzmieć: II liga. Ale “czarnym koniem” na tej liście może być warszawski streetball, gdzie występowali tacy zawodnicy jak Michael Ansley, Harding Nana czy Łukasz Koszarek. I - może poza tym ostatnim - grali na 110%.

22. Mladen Starcević nie będzie już pracował z polską kadrą, ale nie wyklucza, że wróci do naszego kraju w przyszłym sezonie, nawet do Warszawy.

23. Nie jestem przekonany, czy kolejna próba wskrzeszenia basketu w stolicy przez Jarosława Popiołka to dobry pomysł, bo skoro nie udało się znaleźć “mitycznych” pieniędzy przez cały sezon, to dlaczego miałoby się udać teraz? Ale proszę bardzo. Próbujcie panowie, próbujcie, tylko może najpierw posprzątajcie bałagan z obecnych rozgrywek. Czyli spłaćcie zaległości, bo - to powiedzonko Starcevicia - “jeść trzeba”. 

24. Dla mnie osobiście Mladen Starcević to jedna z bardziej wyrazistych postaci wśród trenerów w Polsce w ostatnich latach. Facet oddany sprawie (czytaj: drużynie i zawodnikom) jak mało kto w naszej koszykówce. Szkoda byłoby, gdyby Chorwat miał się z nami rozstać, bo zrobił naprawdę wiele dobrego, a efekty są widoczne w postaci zawodników, którzy przewinęli się przez jego ręce. Oby znalazł się nowy pracodawca. Już gdzieniegdzie mówiło się np. o Włocławku, ale to baaaardzo luuuuźne informacje, których nawet nie próbowałem potwierdzać/dementować.


poniedziałek, 26 września 2011

Sezon 11/12: Tydzień I w 24 sekundy

(19-25.09.2011)

1. Rubryka 24 sekundy powraca. Tym razem nie EuroBasketowo z Litwy, ale będzie równie ciekawie. Ta forma zamieszczania (także zakulisowych) informacji/ciekawostek/spostrzeżeń moim zdaniem przyjęła się bardzo dobrze, więc postanowiłem kontynuować jej stosowanie również w nowym koszykarskim sezonie 2011/2012. Jak to będzie wyglądało? Planuję wrzucać 24 sekundy zawsze w poniedziałek. O czym chcę pisać? Tego jeszcze nie wiem;-) Poważnie: głównie o meczach/wydarzeniach koszykarskich, których byłem naocznym świadkiem. Ruszam teraz, bo ruszył koszykarski sezon w Polsce. W ostatni weekend pierwszą kolejkę rozegrali drugoligowcy.
2. O drugiej lidze później. Niech będzie chronologicznie. We wtorek byłem we Włocławku na Meczu Wieńczącym Karierę Reprezentacyjną i Klubową Andrzeja Pluty. Uff, pisałem z pamięci, mam nadzieję, że bez błędów. Włocławek to dobre miejsce na przywitanie z Polską po EuroBaskecie na Litwie. Dlaczego? Bo człowiek czuje się tam chyba najbardziej koszykarsko w Polsce i wie, że większość mijanych na ulicy osób wie, że dzisiaj jest mecz tego Pluty i że gra Anwil itd. itp. Gdy na dodatek wszedłem do Reala i zobaczyłem na dzień dobry wielki kosz, to pierwszą moją myślą było: yyy to Real czy Akropolis w Kownie?
3. Sam mecz był świetnym pomysłem, ale mam wątpliwości, czy sensowne było sprowadzanie Asseco Prokomu. Podejrzewam, że organizatorzy chcieli połączyć pożegnanie Pluty (pierwsza połowa) z normalnym meczem (druga połowa). Ale może lepiej byłoby zaprosić do gry kolegów pana Andrzeja z parkietu?
4. Cytat dnia. Prezes PZKosz Grzegorz Bachański: "Andrzej zawsze pozostanie w naszych sercach!"
5. Przed spotkaniem pojawiła się plotka "Gortat nie zagra w koszulce Anwilu!". Nie zagrał, wystapił w koszulce w podobnych kolorach, ale z napisem "Mecz Pluty" zamiast "Anwil".
6. Obawialiśmy się, że Gortat "ukradnie" show Plucie. Na szczęście tak się nie stało, chociaż w przerwie doszło do zabawnej/dziwnej sytuacji. Konferansjer zapraszał rozmaite osoby do wręczenia prezentów Plucie, wyczytał też Gortata, który był wtedy w szatni zmieniając strój koszykarski na cywilny. Za chwilę wyszedł na środek parkietu. Bez prezentu, za to wziął mikrofon i podziękował kibicom, że tak miło... go przyjęli. Na szczęście za chwilę wychwalał Plutę pod niebiosa. Aż do przesady.
7. Drugi raz Gortat wygrał z Plutą po meczu. Kółeczko kibiców zainteresowanych autografem od Gortata było zdecydowanie większe od tego "okołoplutowego". Można to oczywiście wytłumaczyć tym, że Plutę mieli codziennie...
8. Wystarczył jeden EuroBasket i Adam Łapeta już jest gwiazdą. Najpierw zaatakował go starszy pan z wnuczkiem z piątej klasy podstawówki, który już mierzy grubo powyżej 190 centymetrów i chce urosnąć tak jak Adam. A potem czarnoskóra małżonka jednego z koszykarzy Anwilu zaproponowała: "Can you take me a picture with this very tall guy? I wanna see his height on the picture!".
9. Z dwóch gdyńskich Amerykanów zdecydowanie bardziej podobał mi się Alonzo Gee, chociażby dlatego, że ma “windę w nogach” i powinien być stałym dostarczycielem akcji do Top 10 Euroligi. Devin Brown nawet w kontrze przypominał szybkiego chodziarza i można było odnieść wrażenie, że przyjechał z nadwagą. Nie miał też zbyt wiele do powiedzenia poza tym, że jest w Polsce, żeby “stay in shape”. Powtórzył to chyba z sześć razy.
10. Sobota, wreszcie poważne ligowe granie. Inauguracja II ligi we Wrocławiu, na parkiecie dwóch potentatów grupy B: miejscowy Śląsk i Stal Ostrów Wielkopolski. Nigdy wcześniej nie byłem w Kosynierce i w zasadzie nie wiem, czego spodziewałem się po wyglądzie tej hali, chyba właśnie takiej “klitki”. Spodziewałem się też, że kibice będą “wisieli z sufitu”, a tu pojawiły się nawet wolne miejsca. Niewiele, ale jednak. Wyglądało to zabawnie biorąc pod uwagę, że za oknem naprzeciw trybuny stał rządek kibiców obserwujących mecz za darmo.



11. Komisarzem z ramienia PZKosz był Marek Kalwasiński. Trenerem Śląska jest Rafał Kalwasiński, ale w protokole nie wiadomo dlaczego wpisano Grzegorz Krzak. Jakim cudem WGiD PZKosz dopuszcza do takich “śmierdzących” sytuacji?
12. Trzy niezależne osoby z Wrocławia niezagadywane na ten temat samodzielnie stwierdziły, że kibice Stali zagłuszyli kibiców Śląska.
13. Wyjaśnienie dlaczego mecz odbył się w Kosynierce, a nie w Orbicie jest proste. Kosynierka jest za darmo, Orbita kosztuje. Dużo za dużo.
14. Zupełnie przypadkiem w przerwie zakupiłem taką pozycję.

Wszystkie wyniki ME od 1935 do 2007 roku, statystyki, ciekawostki. Ponoć krąży po kraju od dawna, ja widziałem po raz pierwszy.
15. Przy zakupie powyższej książki dostałem ulotkę ze sklepu internetowego www.in-game.pl a w nim w dziale koszykówka... replika koszulki Marcina Gortata z reprezentacji Polski za 46 zł.
16. W niedzielę miałem niewątpliwą przyjemność oglądać ostatni dzień Mazovia Cup w Legionowie. Widziałem w statystykach, że oficjalnie na meczach było 100 widzów. Myślę, że to zawyżone dane. Policzcie sami, z naszej strony na trybunie nikt nie siedział.


17. W Legionowie zaobserwowano Piotra Szybilskiego, byłego koszykarza, obecnie biznesmena. Śmiem twierdzić, że trochę mu ubyło, chociaż nadal jest duuuuży.
18. Niewątpliwie MVP Mazovia Cup był spiker, który mógł zaimponować modulacją głosu, ciekawostkami i fantazją. Dowiedzieliśmy się, że Dariusz Szczubiał grał kiedyś z Murzynem z Misia, spiker przypomniał, jak to ZSRR po rzucie w ostatniej sekundzie pokonało USA w Monachium, a także pochwalił się, że oglądał na Discovery Channel dokument pod tytułem “Pistolet”.
19. Spiker szczególnie upodobał sobie rozgrywającego Siarki Tarnobrzeg Josha Wendella Millera, który w niedzielę miał na dodatek dzień konia i zdobył 24 punkty w czwartej kwarcie. Amerykanin chyba nakręcał się też dzięki spikerowi. Nie mógł rozumieć, co pan mówi przez mikrofon, ale krzyki “Weeeeeeeeeendeeeeeell Milleeeeeeeeeeer” były jednoznaczne. Na koniec przy wręczaniu nagrody MVP, dla najlepszego strzelca i piątki turnieju (Miller dostał trzy sztuki) rozemocjonowany spiker stwierdził wprost: “nie znam języka angielskiego, ale stary, byłeś dzisiaj bohaterem!”
20. Pomijając całe zamieszanie z Millerem w Legionowie - ten koszykarz kompletnie nie przypomina... koszykarza. 168 centymetrów wzrostu i strasznie krótkie ręce. Widząc go przed rozgrzewką zastanawiałem się jak on może w ogóle grać...



21. AZS Koszalin testował Kevina Wysockiego, brata Konrada z Turowa. Kevin nie figurował nawet w protokole i statystykach, ale przeciwko ŁKS-owi zagrał niecałe 5 minut. Zdobył 6 punktów. Zaraz po wejściu dostał piłkę pod koszem i... nie trafił. Dobił znowu niecelnie, ale za trzecim razem wreszcie się udało. Za chwilę w podobnej sytuacji został sfaulowany i wykorzystał jeden rzut wolny. Następnie wykonał akcję wzdłuż linii końcowej i faulowany trafił z odchylenia metr od obręczy na wprost kosza. Potem mógł zostać bohaterem, ale przeszarżował. W ostatniej minucie AZS gonił ŁKS i przechwycił piłkę na połowie rywala przy dwupunktowej stracie. Kamil Łączyński podał do Wysockiego, a Wysocki zamiast samemu kończyć akcję posłał petardę (dosłownie) w kierunku George’a Reese’a, który po pierwsze nie spodziewał się podania, a po drugie nie miał prawa jej złapać. Ogólne wrażenie dotyczące Wysockiego nie jest jednak złe. Po jego ubiegłorocznych nieudanych epizodach w w kilku klubach PLK spodziewałem się tragedii, a Wysocki junior pokazał sie w tym krótkim fragmencie jak kopia Konrada “dla ubogich”. Nieszablonowy w ataku, agresywny, żywiołowy, “elektryczny”.
22. Siarka testowała JT Tillera, który ostatnio grał w NBDL. Przyleciał trzy dni wcześniej, widać było, że bardzo zależy mu na dobrym występie, mocno przeżył piąty faul już w czwartej kwarcie. Tiller to mocna fizycznie dwójka, która chętnie dzieli się piłką z kolegami. Nie wiem czy tego w Siarce oczekują, może woleliby raczej typowego strzelca? O jego przyszłości trener Dariusz Szczubiał ma zdecydować po sparingach z ŁKS-em Łódź w najbliższy weekend.
23. Michał Michalak około 17.30 zakończył mecz w Legionowie, a już o 19 w hali AWF-u zaczął spotkanie drugiej ligi w barwach rezerw Politechniki. Ciekawe czy to będzie stała praktyka? Oby nie, nawet jeśli weźmiemy pod uwagę, że Michalak ma dużą konkurencję na pozycjach 2-3 w ekstraklasie.
24. Naszła mnie dość smutna myśl, że jeszcze niedawno Mazovia Cup była duża imprezą rozgrywaną w dwóch halach w stolicy z udziałem 8 drużyn, w tym także gości z zagranicy. Teraz jej prestiż “trochę” się obniżył...

poniedziałek, 5 września 2011

Litwa 2011: Dzień VI w 24 sekundy

1. Śniło mi się, że Polska przegrała z Wielką Brytanią, ale to niemożliwe, no nie? A jednak...
2. Marek Cegliński pojawił się na meczu w zwycięskiej czerwonej koszulce z napisem Spała 2004. Teraz w końcu może ją wyprać.
3. Średnia oglądalność meczów Polaków w TVP: Hiszpania (401 tys.), Litwa (834 tys.), Portugalia (715 tys.), Turcja (934 tys.).
4. Podczas rozgrzewki na wielkim telebimie puszczono Top Plays z poprzedniego dnia. Numer 1 - Dardan Berisha 2+1 po odbiciu piłki od pleców Hedo Turkoglu. Wszyscy Polacy oglądali z uśmiechem. Chyba ostatnim tego dnia.
5. Co się będziemy oszukiwać? Już przed meczem szukaliśmy transportu do Wilna i noclegu. Ale np. nie zaznaczyłem sobie w tabelce wygranej Polski. Zawiodłem. Przepraszam.
6. Z zapowiedzi przed turniejem na tym blogu: Boję się sytuacji, w której sprawimy sensację, a potem potkniemy się na - odpukać - Portugalii. Albo po prostu nie sprostamy presji w ostatnim meczu z Wielką Brytanią."
7. Szukając przyczyn: może jakieś znaczenie miała też atmosfera na hali. Polskich kibiców było może z 50 (wczoraj 500), a pozostali dopingowali Brytyjczyków.
8. Arkadiusz Koniecki powiedział w studiu TVP Sport: "Marcin Gortat wystąpił w programie Kocham Cię Polsko, ale nie potrafił pokochać polskiej reprezentacji." Podejrzewam, że teraz Gortat usłyszy więcej takich wypowiedzi.
9. Luol Deng spotkał kolegę z Chicago Bulls Omera Asika w korytarzu: "You owe me big time, I want vacation in Turkey!"
10. Joel Freeland trafił wszystkie 12 rzutów z gry w zaledwie 29 minut i miał 11 zbiórek. Niezła lekcja dla naszych podkoszowych po zjedzeniu Asika dzień wcześniej. Ale jest też powód do radości.Wygraliśmy walkę o zbiórki 20:16. Pod własnym koszem. Tak, to nie żart, Brytyjczycy mieli 16 zbiórek w ataku.
11. Thomas Kelati: "Biorę odpowiedzialność na siebie." Szymon Szewczyk: "Zawiodłem kolegów."
12. Cały czas się zastanawiam, która akcja była kluczowa w czwartej kwarcie: czy trójka Lenzly'ego, gdy Szewczyk dał mu kilometr wolnego miejsca czy może spartolona przez Kelatiego i Berishę kontra?
13. Marcin Gortat na Twitterze: "Chlopaki(mlodzi) wiedza juz teraz jak sie gra na wysokim poziomie i nic innego jak powinnni ciezko trenowac. a za rok powrocic 2razy lepsi."
14. Ales Pipan: "Umówiliśmy się, że te mistrzostwa będą pierwszym etapem mojej pracy, po którym zostanę oceniony. Ja na razie potrzebuję trochę odpoczynku, chciałbym jeszcze raz zastanowić się, co zrobiłem dobrze, a co źle. Żeby dalej współpracować potrzebne są dwa warunki: federacja musi być zadowolona, a ja muszę być przekonany, że dam radę pomóc."
15. Czy Pipan powinien zostać? Mimo rozczarowania ostatnim spotkaniem i brakiem awansu, mimo jego różnych wad moja odpowiedź brzmi: tak. Nie wygląda na to, by nagle było nas stać na Sergio Scariolo lub chociaż Bogdana Tanjevicia, a zamiana Pipana na kogoś z jego półki nie ma sensu. Po co zaczynać coś od nowa? Niezależnie od tego jaką PZKosz podejmie decyzję wydaje się wręcz obowiązkiem wyjaśnienie tej sytuacji w ciągu maksymalnie najbliższego miesiąca. Niech praca rozpocznie się jak najszybciej.
16. Spotkania w Poniewieżu obserwował Sasza Nikitović, asystent trenera Dusana Ivkovicia w reprezentacji Serbii. Codziennie wieczorem brał płyty DVD i oglądał mecze Litwy, Turcji i Hiszpanii pod kątem drugiej rundy. Wczoraj wieczorem trochę przerażony prosił o spotkania Polaków. Dzisiaj pochwalił się, że co prawda płyty z Polakami wziął, ale wstrzymał się z analizą, więc nie stracił całej nocy.
17. Odpadamy razem z Chorwacją, Czarnogórą i Włochami. To pocieszające? Tylko trochę.
18. Najbardziej zasmucony porażką był jeden z moich kolegów po fachu, który zupełnie przypadkiem poznał dwa dni temu w nocym klubie będącą przejazdem w Poniewieżu mieszkankę Wilna. Nie podam jego nazwiska, ale nietrudno zgadnąć, prawda?
19. Zdarzało wam się zapewne widywać w polskich marketach karpie pływające w wielkich akwariach kilka dni przed Wigilią? Mi tak. Mamy 5 września, a na Litwie już takie widoki:


20. Jedyny plus dzisiejszego dnia - dostałem plakat Sarasa z autografem specjalnie dla Jakuba.
21. Porównałem sobie bilans grup eliminacyjnych z ubiegłego roku na tym turnieju po pięciu kolejkach. Grupa A (Włochy, Izrael, Czarnogóra, Łotwa, Finlandia): 6-19. Grupa B (Wielka Brytania, Macedonia, Ukraina, Bośnia): 10-10. Grupa C (Polska, Gruzja, Belgia, Bułgaria, Portugalia): 6-19. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę, że w grupie B grały Węgry (które jako jedyne nie dostały się na EuroBasket), to i tak stoi ona najlepiej.
22. Porównałem także jak radziły sobie drużyny z poszczególnych koszyków przed losowaniem. W grupie A końcowa kolejność koszyków: 1, 3, 2, 5, 4, 6. Grupa B: 1, 2, 3, 4, 5, 6. Grupa C: 4, 1, 6, 2, 5, 3. Grupa D: 2, 1, 4, 5, 6, 3. Czyli co? A i B raczej planowo, D w miarę, C najbardziej wymieszana.
23. Co nas czeka za rok? W kwalifikacjach do EuroBasketu 2013 zagra 30 drużyn. 7 ekip występujących na igrzyskach (lub w dodatkowym turnieju przed igrzyskami) ma pewny awans podobnie jak gospodarz Słowenia. Pozostałe drużyny to 16 uczestników obecnego EuroBasketu, najsłabsi w dywizji A Węgrzy oraz 13 ekip z dywizji B. W losowaniu powstanie 6 grup po 5 zespołów. Awans wywalczą dwie najlepsze drużyny z każdej grupy plus cztery z trzecich miejsc. W którym koszyku znajdzie się Polska? Jeśli weźmiemy pod uwagę wyniki z tylko jednego turnieju (a tak można wyczytać w regulacjach FIBA) to zapewne w drugim. Nasza grupa może wyglądać tak: Chorwacja (lub np. Francja czy... Turcja - w zależności od wyników 2. rundy), Polska, Czarnogóra, Czechy, Białoruś. Może też tak: Finlandia, Polska, Szwecja, Azerbejdżan, Albania.
24. Jutro nie będzie kolejnej rubryki 24 sekundy. Miała być, ale nie będzie. Zamiast niej jest wielki kac. Nie potrzeba do niego nawet kropelki alkoholu.

poniedziałek, 11 kwietnia 2011

Zapomniany faul w ataku?

Zupełnie przypadkiem trafiłem dzisiaj na takie zdjęcie z niedawnego meczu Phoenix Suns z Chicago Bulls. Z lewej z piłką Carlos Boozer, z prawej Marcin Gortat.


Nie wiem jaka była decyzja sędziowska w tej sytuacji, ale według przepisów NBA chyba powinien zostać odgwizdany faul ofensywny Boozera. Piszę chyba, bo zdjęcie nie pokazuje nam całego zdarzenia i być może to Gortat wcześniej spowodował kontakt ciałem.

A co by było w Europie? Czy przepisy mówią podobnie?

33.2 Zasada pionowości

(...)

Zawodnik atakujący pozostający na podłożu lub będący w wyskoku nie może spowodować zetknięcia z obrońcą będącym w przepisowej pozycji obronnej poprzez:
• Użycie ramion w celu stworzenia dla siebie dodatkowej przestrzeni (przez przesunięcie obrońcy),
• Rozstawienie nóg lub ramion, aby spowodować kontakt podczas rzutu lub natychmiast po rzucie do kosza z gry.


Rzadko zdarza się na polskich parkietach, by sędziowie stosowali się do tego przepisu. W NBA co jakiś czas trafia się ofensywny faul, gdy zawodnik przy rzucie z dystansu wystawia nogę do przodu i zahacza rywala (próbowałem znależć przykład na youtube.com, ale bezskutecznie. swoją drogą przy większości kombinacji z "offensive foul" w wyszukiwarce na czele wyskakuje akcja Blake'a Griffina nad Gortatem). U nas? Nie przypominam sobie takiego gwizdka. Przyznam się nawet, iż jeszcze kilka chwil temu przypuszczałem, że w przepisach FIBA ta zasada nie istnieje. A jednak.

Czy np. charakterystyczny off-balance rzut Davida Logana (przykład poniżej od 0:08, chociaż ten wydaje mi się akurat łagodny) nie powinien być - w świetle powyższego przepisu - często odgwizdywanymi jako faul ofensywny? Może jakiś sędzia się wypowie w komentarzach?

niedziela, 13 marca 2011

Głosujmy na Lampego!

Maciej Lampe może zostać trzecim naszym koszykarzem, który wystąpi w zagranicznej w lidze podczas Meczu Gwiazd. Michał Ignerski w tym sezonie nieudanie walczył w Turcji w konkursie trójek, a kilka lat temu Marcin Gortat spisał się w konkursie wsadów w Niemczech właśnie tak:



Lampe ma szansę być pierwszym prawdziwym polskim All Starem i zagrać 26 marca w Niżnym Nowogrodzie w głównym meczu z udziałem największych gwiazd ligi rosyjskiej. Zawodnik UNIKS-u Kazań pewnie prowadzi wśród środkowych drużyny Reszty Świata, ale nie zaszkodzi mu pomóc. Głosowanie trwa do 21 marca, a swoje piątki można wskazywać tutaj. Wśród kandydatów jest także inny reprezentant Polski Thomas Kelati z BK Chimki.

piątek, 25 lutego 2011

Słoneczny transfer za pięć "dwunasta"

Goran Dragić wyleciał z Phoenix jako gracz Suns, wylądował w Toronto jako koszykarz Houston Rockets. O tym transferze już pisałem, a wspominam jeszcze raz, bo fajnie kulisy całej akcji opisuje Arizona Central.

Shortly after the Suns' flight landed in Toronto on Wednesday, Steve Nash told Goran Dragic that he had been traded.

Nash had flipped on his phone first, saw news that the Suns traded Dragic and a first-round pick to Houston for Aaron Brooks and caught Dragic before he saw his phone's messages.

Dragic said he was "shocked." Suns President of Basketball Operations Lon Babby was surprised too, having believed Wednesday morning that there was no chance of a trade. Then, Houston called and the Suns closed the deal five minutes before Thursday's 1 p.m. deadline.


I jest jeszcze akapit o transferach z udziałem Suns, które ostatecznie nie doszly do skutku.

The Suns also inquired about Oklahoma City point guard Eric Maynor but did not want to give up Robin Lopez, who was also a piece with Mickael Pietrus in talks with Utah to get Paul Millsap.

Those talks for a three-way deal never came close to consummation.


Nie ma nic o Marcinie Gortacie, chociaż wcześniej można było znaleźć plotki o tym, że Rockets podpytywali też o Polaka. Najwidoczniej od razu usłyszeli, że nie ma mowy.

Nowy rozgrywający dla Gortata

Pół roku temu Aaron Brooks był największym postępem ligi. Teraz Houston Rockets bez większego żalu oddali go do Phoenix Suns do roli zmiennika Steve'a Nasha. W zamian dostaną Gorana Dragicia.

Z punktu widzenia Suns ten ruch jest ryzykowny. Dragić nie był oczywiście w takiej formie jak w ubiegłorocznym play-offach (pomijam już niedawną kontuzję) i nie jest takim kreatorem jak Nash. Ale Brooks to zdecydowanie bardziej strzelec niż pass-first PG. Czy aby na pewno Suns potrzebują kogoś takiego? Być może to zbyt Gortatocentryczne spojrzenie, ale wydawać by się mogło, że zmiennikiem Nasha powinien być ktoś w typie Kanadyjczyka. Ktoś kto dobrze współpracuje z wysokimi. O Brooksie nie można tego powiedzieć. A jego umiejętności strzeleckich w Phoenix nie potrzebują "na gwałt". W rezerwowej piątce na obwodzie ma kto zdobywać punkty - jest chociażby Jared Dudley, a i zdrowy Dragić sobie z tym radził. Ponoć Brooks ma przyspieszyć grę drugiego składu. Interesujące.

Jedno jest pewne - Zabian Dowdell, tymczasowy zastępca kontuzjowanego Dragicia może sobie kupić maść na odciski, bo posiedzi na końcu ławki rezerwowych do końca sezonu. Dowdell miał kilka ciekawych występów, Suns przedłużyli z nim kontrakt i nawet po powrocie Dragicia trener Alvin Gentry dawał mu minuty. Wątpię, by wygrał z Brooksem. Już nawet pomijając to, że aktualnie się rozchorował. Może na wieść o wymianie?

Jest jeszcze jedna kiepska informacja dla Suns - ich zespół oddał wybór w pierwszej rundzie tegorocznego draftu. "Ciekawy" ruch dla ekipy, która ma bardzo wiekowy skład i mogłaby liczyć na kogoś ciekawego w naborze. Np. takiego Jana Veselego z Partizana Belgrad, czeskiego SF-a. Przecież Grant Hill nie będzie grał wiecznie... Swoją drogą to pomyślałem o Veselym, sprawdziłem jak wysoko jest w mocku i na nbadraft.net idzie z trzynastką do Suns :-)

Jeden z komentarzy do transferu na stronie gazety Arizona Central - "Can we trade Robert Sarver?" Sarver to właściciel Suns. Nie dziwię się. W Phoenix doskonale pamiętają to:

czwartek, 3 lutego 2011

Nasz człowiek w NBA

Marcin Gortat nie jest jedynym Polakiem, który w tym sezonie pokazał się światu dzięki NBA.


Łukasz Cegliński z Gazety Wyborczej przepytywany w trakcie meczu Phoenix Suns - Milwaukee Bucks przez reportera stacji Fox Sports Arizona, która realizowała ten mecz dla NBA International League Pass.

Brawo Cegieu!

wtorek, 25 stycznia 2011

2+2=76

Przed meczem Philadelphia 76ers - Phoenix Suns na Twitterze:

Wojczyn Jakub Wojczyński
@MGortat jako polski fan 76ers mam propozycję - zrób dzisiaj 20+20, ale niech Philly wygra

MGortat Marcin Gortat
@Wojczyn a co powiesz 2+2 ale my wygramy


Zabawnie wyszło prawda?

Ale kibicom Suns do śmiechu nie jest. Niech was nie zmyli seria wygranych z potentatami typu Washington Wizards, Cleveland Cavaliers i New Jersey Nets. Dołek ain't over.

piątek, 11 czerwca 2010

Co przyniosła ślina Gortata Marcina?

- You saw me the first two months of the season when I was totally mentally broken. I wasn’t able to play and perform at the highest level. So I am really considering quitting this year, if I am going to have the same results next year - brzmiała wypowiedź Marcina Gortata dla strony Orlando Magic dotycząca występów w kadrze. Czyli po prostu: Gortat poważnie rozważa rezygnację z kadry.

I nagle okazuje się, że wcale nie o to Gortatowi chodziło. - Bardzo chcę pomóc reprezentacji podczas eliminacji do mistrzostw Europy. Moja wypowiedź dla oficjalnej strony Orlando Magic została trochę źle zrozumiana. Mówiąc o odpoczynku nie miałem na myśli rezygnacji z gry w reprezentacji Polski, tylko o zmęczeniu, jakie występuje po przygotowaniach do EuroBasketu, samych mistrzostwach Europy i długim sezonem w NBA - tłumaczy Gortat.

Nie wiem, czy autor wywiadu dla strony Magic przekręcił wypowiedź Gortata. Nie sądzę, by tak było, choć nie wykluczam.

Zastanawiające jest jednak co innego - który to już raz wypowiedzi Gortata powodują jakąś sprzeczność? Podczas EuroBasketu pisałem, że Gortat zaprzeczał sam sobie mówiąc o reprezentacji Serbii. Minęło kilka miesięcy i co? I np. całkiem niedawno Gortat stwierdzil w jednym z wywiadów, że w finale Konferencji Wschodniej jego Magic zagrają z Cleveland Cavaliers. A w innym wywiadzie powiedział, że rywalem będą Boston Celtics. Nikt nic nie przekręcił, wszystko jest nagrane.

Mam wrażenie, że albo Gortat nie zastanawia się nad wypowiedziami i mówi, co mu ślina na język (a czasami pisze na Twitterze) przyniesie. Albo po prostu mówi to, co rozmówca chce usłyszeć. W Orlando chcieli usłyszeć, że rozważa rezygnację z kadry. W Polsce, że chce grać w kadrze.

I jedno, i drugie wytłumaczenie nie świadczą o nim dobrze...

środa, 5 maja 2010

Gortat lepszym obrońcą od Howarda?

Tytuł musi prowokować. Jeśli już kogoś sprowokował, to uprzedzam, że nie stawiam tezy, iż Marcin Gortat jest lepszym defensorem od Dwighta Howarda, uznanego najlepszym obrońcą obecnego sezonu NBA. To tylko ciekawa - mam nadzieję - analiza statystyk.

Do oceny defensywy służy nam niewiele podstawowych statystyk - tylko przechwyty i bloki, które nie zawsze odzwierciedlają, jak zawodnik sobie radzi w pod własnym koszem. Takie portale jak np. hoopdata.com tworzą skomplikowane obliczenia na temat obrony. Ja postanowiłem pójść prostą drogą i porównać, jak przeciwko Gortatowi i Howardowi grali ich bezpośredni rywale. Wziąłem pod lupę serię pierwszej rundy play-off NBA z Charlotte Bobcats wygraną 4-0 przez Magików. Na pozycji środkowego w Bobcats grali Tyson Chandler (59 minut), Nazr Mohammed (48 minut), Theo Ratliff (48 minut), Tyrus Thomas (32 minuty) i ... Boris Diaw (5 minut). Poniższe statystyki pokazują zdobycze centrów z Charlotte w momencie pobytu Gortata i Howarda na boisku. Oczywiście nie jest to idealny sposób, bo nie wszystkie rzuty oddawali po akcjach 1 na 1, a przede wszystkim nie są to wirtuozi ofensywy, ale coś te dane jednak pokazują.

Przeciwko Howardowi

Mecz I - 27:50 minut, 2 pkt, 1/6 za 2, 0/1 za 3, 2 przechwyty, zbiórka, asysta, 7 fauli
Mecz II - 28:34 minut, 10 pkt, 5/6 za 2, 2 zbiórki, przechwyt, straty, bloki, 9 fauli
Mecz III - 26:10 minut, 8 pkt, 4/5 za 2, 11 fauli, 1 asysta, 3 zbiórki, 1 blok, 2 straty
Mecz IV - 23:26 minut, 12 pkt, 3/8 za 2, 6/7 za 1, 9 fauli, 4 zbiórki, 1 blok

W sumie rywale: 106 minut, 32 pkt, 13/25 za 2, 0/1 za 3, 6/7 za 1, 36 fauli, 3 przechwyty, 2 asysty, 3 straty, 3 bloki, 10 zbiórek, eval 33
W sumie Howard: 106 minut, 39 pkt, 13/27 za 2, 13/35 za 1, 22 faule, 3 przechwyty, 9 asyst, 13 strat, 20 bloków, 37 zbiórek

Bilans Howarda: +7 w punktach, +27 w zbiórkach

Przeciwko Gortatowi

Mecz I - 20:10 minut, 9 pkt, 4/6 za 2, 3 zbiórki, 2 straty, 1 faul, przechwyt, blok, asysta
Mecz II - 19:26 minut, 6 pkt, 3/6 za 2, 0/1 za 1, 8 zbiórki, blok, 2 straty, asysta, 6 fauli
Mecz III - 21:50 minut, 6 pkt, 2/5 za 2, 2/2 za 1, 0/1 za 3, 4 zbiórki, 3 straty, 1 przechwyt, 1 blok, 5 fauli
Mecz IV - 24:34 minut, 11 pkt, 5/6 za 2, 1/2 za 1, 7 zbiórki, 4 faule, 1 strata, 1 asysta

W sumie rywale: 86 minut, 32 pkt, 14/23 za 2, 0/1 za 3, 3/5 za 1, 16 fauli, 2 przechwyty, 3 bloki, 8 strat, 3 asysty, 22 zbiórki, eval 42
W sumie Gortat: 86 minut, 15 pkt, 6/10 za 2, 3/4 za 1, 9 fauli, 1 przechwyt, 2 bloki, 1 strata, 2 asysty, 21 zbiórek

Bilans Gortata: -17 w punktach, -1 w zbiórkach

Poszczególni gracze:

Chandler:
Minuty 59, Punkty 14, Zbiórki 10, Bloki 3. Przechwyty 2, Straty 4, Faule 16, Za 2 - 6/11, Za 1 - 2/3

Ratliff:
Minuty 48, Punkty 7, Zbiórki 3, Bloki 0, Przechwyty 2, Straty 2, Faule 15, Za 2 - 3/8, Za 1 - 1/2

Mohammed:
Minuty 48, Punkty 24, Zbiórki 8, Bloki 2, Przechwyty 1, Straty 1, Faule 13, Za 2 - 11/19, Za 1 - 2/3

Thomas:
Minuty 32, Punkty 19, Zbiórki 15, Bloki 1, Przechwyty 1, Straty 3, Faule 8, Za 2 - 7/12, Za 1 - 5/6

Diaw:
Minuty 5, Punkty 0, Zbiórki 1, Bloki 0, Przechwyty 0, Straty 1, Faule 2, Za 3 - 0/3

Co możemy wyczytać z tych liczb? Głównie to, że Gortat nie jest aktywny w ataku, ale to już wiemy. Jeśli chodzi o obronę, to można dojść do interesującychwniosków. Howard ma mnóstwo bloków, ale większość z pomocy na niższych graczach, co stwarza niebezpieczeństwo w postaci niepilnowanego środkowego. Ma także o wiele więcej przewinień niż Gortat. A to oznacza, że dużo ryzykuje. I nawet jeśli punkty zdobyte przeciwko obu graczom i skuteczność rywali są podobne, to przecież faule Howarda stwarzają szansę na łatwe punkty z linii rzutów wolnych. Nawet jeśli nie od razu (bo nie są to faule przy rzucie), to jednak w dalszej perspektywie powoduje to, że limit jest przekraczany szybciej. Czyli najlepszy obrońca sezonu "daje" przeciwnikowi więcej punktów niż jego zmiennik? Hmm...

Rzecz jasna jedna seria play-off, na dodatek z takim rywalem, nie jest odpowiednią próbką, ale daje ciekawe obserwacje. Zobaczymy jak to będzie wyglądało przeciwko Alowi Horfordowi i Atlanta Hawks. O nim już nie będzie można powiedzieć, że w ataku grać nie umie.

A może ktoś gdzieś widział takie statystyki z całego sezonu?

sobota, 20 marca 2010

Brawo Marcin

Marcin Gortat przyzwyczaił nas, że im bliżej końca sezonu, tym lepsza jest jego dyspozycja. Dwa lata temu zaczynał rozgrywki na końcu ławki, by kilka miesięcy później zasłużyć na krótkie epizody. Rok temu grywał krótko na początku, a w play-off był już kluczowym podkoszowym zmiennikiem.

Teraz wydawało się, że Gortat jest w sytuacji bez wyjścia i "przezimuje" ten sezon. Zza pleców Dwighta Howarda przecież się nie wydostanie niezależnie od tego co się wydarzy. Ale Polak spisuje się w ostatnich spotkaniach tak, jakby go to zupełnie nie obchodziło. Zdarzyły mu się w tym miesiącu nawet dwa mecze, w których był lepszy od podstawowego środkowego Magików. Gra dużo (ponad 20 minut), dobrze, skutecznie, efektownie (dwa razy w Top 5 najlepszych akcji w marcu), świetnie w obronie, o czym przekonał się nawet Tim Duncan. Magic wygrywaja wysoko, a złośliwi sugerują, że dobre statystyki Gortata to zasługa dużej przewagi jego zespołu, która pozwala trenerowi Stanowi Van Gundy'emu na wypuszczenie "słabeuszy" na parkiet. A to nieprawda, bo Gortat bywa ostatnio jednym z tych, którym drużyna zawdzięcza okazałe prowadzenie.

Co to zmienia w jego roli? Nic. W pierwszej piątce nie zagra poza sytuacją, w której Howard przekroczy limit przewinień technicznych (brakuje jednego). Ale i tak - brawo Marcin.

czwartek, 11 marca 2010

Siedem momentów Prokomu

Dzisiaj Asseco Prokom Gdynia zagra z Unicają Malaga na zakończenie Top 16 Euroligi. Dla Prokomu to mecz bez znaczenia, bo awans do ćwierćfinału już ma. Ale spotkanie będzie szczególne, bo to setny występ Prokomu w Eurolidze.

6 sezonów, 99 meczów, 32 wygrane, 67 porażek. Cztery awanse do Top 16, jeden awans do ćwierćfinału. Czy to dobry bilans czy zły? Sami oceńcie. Więcej statystyk (kto zdobył najwięcej punktów, z kim Prokom ma najlepszy bilans, kto najwięcej razy wygrywał w Trójmieście itd.) na sports.pl.

Prokom miał w tym okresie wzloty oraz upadki i na pewno dostarczył wielu wrażeń. Było kilka spotkań, które warto zapamiętać. Ja wybrałem siedem (a właściwie osiem).

Prokom Trefl Sopot - Estudiantes Madryt 78:74 (sezon 2004/2005)

Mecz warty wspomnienia, bo gości prowadził Pepu Hernandez, a w składzie byli Sergio Rodriguez i Carlos Jimenez. Eugeniusz Kijewski ogrywający ekipę trenera mistrzów świata? Tomas Pacesas dominujący późniejszego wicemistrza olimpijskiego? Niemożliwe, a stało się. Na dodatek akurat ta wygrana dała Prokomowi pierwszy awans do Top 16.

Armani Jeans Mediolan - Prokom Trefl Sopot 71:92 (sezon 2005/2006)

Trzecia kolejka rundy zasadniczej i znakomity mecz Prokomu we Włoszech. Siedem "trójek" Gorana Jagodnika, świetny występ Adama Wójcika. Po tej wygranej mistrzowie Polski mieli bilans 2-1 i wydawało się, że Prokom może w tamtym sezonie sporo osiągnać. Niestety przegrali kolejne sześć spotkań...

Prokom Trefl Sopot - RheinEnergie Koeln 72:61 (sezon 2006/2007)

Jedno nazwisko zasługuje na szczególną uwagę w zespole gości - to Marcin Gortat, który kilka miesięcy później był już zawodnikiem Orlando Magic. W Olivii miał double-double (12 punktów i 13 zbiórek), ale chyba nie był to rewelacyjny mecz w jego wykonaniu. Piszę "chyba", bo przyznaję, że nie pamiętam tego występu dokładnie.

Efes Pilsen Stambuł - Prokom Trefl Sopot 67:71 (sezon 2006/2007)
(2xfoto z euroleague.net)

Efes Pilsen był w pierwszych sezonach gry w Eurolidze prawdziwym koszmarem dla koszykarzy Prokomu. W trzy lata grali z tym zespołem dziesięć razy przegrywając pierwsze osiem konfrontacji. I niespodziewanie wygrali na wyjeździe w drugiej kolejce Top 16. O meczu mówi Pacesas: - Musieliśmy grać dogrywkę, bo sędziowie nie zaliczyli punktów zdobytych przez Michaela Andersena, po wsadzie równo z syreną. W tamtej akcji podawał mu Rashid Atkins. Było zamieszanie, bo już wyszliśmy z hali, poszliśmy do szatni, a trzeba było wracać i grać dalej. Ale wreszcie przyszła wygrana w Top 16.

Prokom Trefl Sopot - Olympiacos Pireus 63:59 (sezon 2007/2008)

Po serii sześciu porażek Prokom niespodziewanie się przełamał w meczu z Olympiacosem i miał jeszcze iluzoryczne szanse na awans do Top 16. Ten mecz jest godny uwagi ze względu na Qyntela Woodsa, który wtedy grał w Olympiacosie i nie będzie wspominał najlepiej pierwszej wizyty w Sopocie. W niecałe 14 minut nie zdobył punktu. To był jego najgorszy występ w całym sezonie. W składzie drużyny z Pireusu byli Ioannis Bouroussis, Loukas Mavrokefalides, Panagiotis Vasilopoulos i Milos Teodosić, którzy teraz zagrają przeciwko Prokomowi w ćwierćfinale. W Prokomie został do teraz tylko Adam Łapeta, ale wtedy nie wyszedł na parkiet nawet na moment. Trenerzy będą ci sami - Panagiotis Giannakis i Tomas Pacesas.

Asseco Prokom Sopot - SLUC Nancy 91:62 (sezon 2008/2009)

Strzelanina, która potem, mimo porażek w Kownie i Nancy, pozwoliła Prokomowi na awans do Top 16 z bilansem 2-8. Daniel Ewing zdobył 32 punkty, a David Logan grał całe 40 minut i udało się. Skład podobny, ale jakże inny był to Prokom od obecnego...

Asseco Prokom Gdynia - Real Madryt 82:76 oraz Unicaja Malaga - Asseco Prokom Gdynia 50:70 (sezon 2009/2010)

Prokom tylko trzykrotnie wygrywał z drużynami z ligi hiszpańskiej, czyli najsilniejszej w Europie. Każda miała duże znaczenie nie tylko prestiżowe. Najpierw była wymieniona wyżej wygrana z Estudiantes, a w tym sezonie triumf u siebie nad Realem, który bardzo przybliżył Prokom do Top 16 oraz demolka Unicaji w Maladze będąca milowym krokiem do ćwierćfinału. Nie mogłem się zdecydować, który z tych dwóch meczów dodać do tej listy z obecnego sezonu, więc wpisałem dwa. Mam nadzieję, że po ćwierćfinale z Olympiacosem nie będzie wątpliwości, który mecz był najważniejszy.

środa, 16 września 2009

EuroBasket: Smutna prawda o Polsce

Czy to początek lepszych czasów czy smutna prawda o polskiej koszykówki? Takie pytanie należy sobie postawić po dzisiejszej porażce z Hiszpanią na koniec EuroBasketu.

Wynik 68:90 z mistrzem świata to żadna tragedia, bo ten rywal jest od nas dwie klasy lepszy. Zajęliśmy w całej imprezie 9. miejsce ex aequo z Macedonią. Zagraliśmy po raz pierwszy od dłuższego czasu w pełnym składzie, a przynajmniej ze wszystkimi naszymi zawodnikami na europejskim poziomie (Marcin Gortat, Maciej Lampe, Michał Ignerski), a nawet dokooptowaliśmy do tego grona Davida Logana. Mieliśmy turniej u siebie i wszystko podporządkowaliśmy tej imprezie. Mimo to nie udało nam się awansować do ćwierćfinału, o czym marzyliśmy i wywalczyć kwalifikacji do przyszłorocznych mistrzostw świata. Słyszę opinie, że ta drużyna może grać tylko lepiej, jeśli nadal będzie spotykała się w tym składzie. Lampe, Gortat, Logan, Ignerski, Łukasz Koszarek będą lepiej się rozumieli i osiągną lepsze wyniki.

Nie odbieram naszym szansy na progres i chcę w to wierzyć. Ale bardziej obawiam się tego, że w eliminacjach kolejnego EuroBaskecie na Litwie znowu kogoś zabraknie i (odpukać!) skończymy jak Portugalia, który była dziewiąta w 2007 roku, a teraz ogląda mistrzostwa w telewizji. Rzecz jasna potencjał koszykówki polskiej i portugalskiej trochę się różni, ale bardzo łatwo jest wypaść z obiegu na dłuższy czas. Gdybyśmy dostali sie do czołowej siódemki, to mielibyśmy pewnie mistrzostwa świata 2010 i mistrzostwa Europy 2011. Teraz o pierwszych trzeba zapomnieć (dzika karta jest nierealna), o drugie walczyć.

Wracając do początkowego pytanie - osobiście bardziej skłaniam się przy stwierdzeniu, że ten wynik obrazuje stan polskiej koszykówki. Jesteśmy europejskim średniakiem, który nawet w bardzo sprzyjających warunkach na własnym parkiecie i wobec sporych osłabień większości rywali nie umie przeskoczyć pewnego poziomu. W ćwierćfinale nie ma zespołów przypadkowych. Wszystkie są bezsprzecznie od nas lepsze. Teoretycznie można dyskutować na temat Rosji, ale pamiętajmy, że u nich nie ma trzech najlepszych koszykarzy (JR Holden, Andrej Kirilenko, Wiktor Chriapa) i zastanówmy się, jak wyglądalibyśmy bez Logana, Lampego i Gortata. Trener Muli Katzurin po meczu z Hiszpanią jednoznacznie dał do zrozumienia, że nic więcej się nie dało osiągnąć. I ma rację. Każda wygrana więcej byłaby niespodzianką biorąc pod uwagę potencjały nasze, Słowenii, Serbii, Turcji, Hiszpanii. Cieszmy się, że Litwa przyjechała w tak kiepskim składzie i formie...

wtorek, 15 września 2009

EuroBasket: Gortat zaprzecza sam sobie

Wczoraj dopiero usłyszałem, co środkowy naszej reprezentacji Marcin Gortat stwierdził po sobotnim przegranym 72:77 meczu z Serbią. Piszę o tej sprawie dzisiaj, bo musiałem przesłuchać nagranie i upewnić się na 100%.

Zespół Serbii miał nie rzucać za trzy, a tu już w pierwszej połowie trafia sześć takich rzutów. Nie wiem, czy ktoś nas w błąd nie wprowadza z tymi raportami, ale dojdę do tego w najbliższym czasie - powiedział dziennikarzom Gortat.

Czy nasz sztab szkoleniowy nie umie prowadzić scoutingu? - zapyta większość postronnych obserwatorów. A ja się pytam - Marcinie czy masz słabą pamięć?

W piątek przed spotkaniem z Serbią razem z Maćkiem Kwiatkowskim z Wirtualnej Polski rozmawialiśmy z Marcinem o najsilniejszych stronach naszych rywali (treść była w PS, a w necie jest tutaj na WP). Gortat zauważył m.in.: Trzeba zatrzymać zawodników obwodowych, którzy rzucają za trzy jak nakręceni.

Może nasz mistrz kontaktów z mediami chciał kontynuować swoje przedstawienie i dać pożywkę dziennikarzom i trochę się zagalopował? Inaczej tego wytłumaczyć nie potrafię.

poniedziałek, 14 września 2009

EuroBasket: Ciągle krok za Słoweńcami

To trzecie kolejne zmagania o mistrzostwo Europy (dwa turnieje i jedne eliminacje), w trakcie których nie potrafimy sobie poradzić ze Słowenią. Niby jest to zespół nie z grona tych najlepszych na naszym kontynencie, nie zdobywa medali na największych imprezach, ale dla nas ciągle jest za silny. Pierwszy europejski szereg to Hiszpania, Francja, Grecja, Litwa (chociaż nie w tym roku). Słoweńcom do tego grona trochę zawsze brakowało. A nam brakuje do nich...

W 2004 roku w eliminacjach we Wrocławiu zespół prowadzony przez Andrzeja Kowalczyka uległ Słowenii 71:80. U nas występowali z obecnego składu Krzysztof Roszyk, Michał Ignerski, Marcin Gortat, Maciej Lampe. W zespole rywali Jaka Laković, Bostjan Nachbar, Primoz Brezec, a także Beno Udrih, którego z tegorocznego EuroBasketu wyeliminowała w ostatniej chwili kontuzja.

W 2007 roku na mistrzostwach w Hiszpanii drużyna trenera Andreja Urlepa przegrala ze Słowenią 52:70. W polskiej ekipie z uczestników imprezy tegorocznej byli Robert Witka, Robert Skibniewski, Adam Wójcik, Szymon Szewczyk, Łukasz Koszarek. W słoweńskiej - Laković, Goran Dragić, Uros Slokar, Jaka Klobucar, Goran Jagodnik, Domen Lorbek i Erazem Lorbek.

Teraz przegraliśmy 60:76 w meczu, który jako żywo przypominał ten sprzed dwóch lat. Twardy początek, a potem niemoc strzelecka. Niby nasz zespół jest zdecydowanie silniejszy od poprzednich dwóch, a Słoweńcy poważnie osłabieni (Rasho Nesterović, Beno Udrih, Matjaz Smodis, Sasza Vujacić), ale nadal są krok lub dwa przed nami. Dlaczego? Pomijając już wszystkie kwestie szkolenia w obydwu krajach - sprawa jest prosta: skład Słowenii (i większości ekip) ewoluuje powoli z roku na rok. Nasz obecny został zebrany niemalże z łapanki - Maciej Lampe z Marcinem Gortatem nie grali razem od kilku lat, David Logan większość zawodników zna od niedawna i tak można wymieniać dalej. Czego nam potrzeba? Niby cierpliwości. Tyle tylko, że taki turniej jak obecny powinniśmy rozegrać w 2007 roku budując i sprawdzając zespół na 2009 na EuroBasket w Polsce. A nie w 2009 w Polsce sprawdzać zespół na 2011 rok na Litwę...

środa, 9 września 2009

EuroBasket: Dzień pochmurny

Po dwóch dniach słonecznych przyszedł jeden pochmurny. Polscy koszykarze wysoko przegrali z Turcją na zakończenie pierwszej rundy EuroBasketu. Co się stało? Rywale po prostu świetnie wiedzieli jak gramy i umieli wyeliminować nasze atuty.

Oczywiście w pewnym stopniu powodem niepowodzenia było też zmęczenie. W poprzednich dwóch spotkaniach podstawowa piątka spędzała na parkiecie bardzo dużo czasu - Marcin Gortat i Maciej Lampe blisko 40 minut. Może dlatego Gortat tak łatwo dawał się oszukiwać pod koszem Omerowi Asikowi, młodemu, utalentowanemu srodkowemu Fenerbahce Ulker Stambuł. Jego przynależność klubową od wczoraj znam na pamięć, bo spotkałem dwóch kibiców tej właśnie drużyny, którzy grzecznie, ale stanowczo wytłumaczyli mi, że Turcja wygra dzisiaj wysoko. Dobrze, że w ogóle chcieli rozmawiać, po tym jak kolega widząc tureckie barwy przywitał ich przyśpiewką dotyczącą Galatasaray. A jak wiemy oba stambulskie zespoły lubią się tak bardzo jak Śląsk Wrocław i Anwil Włocławek. Przy okazji warto dodać, że więcej przedstawicieli Turcji nie dało się zauważyć w przeciwieństwie do Litwinów, których były dziesiątki. I wszyscy przyznawali, że ich trener Ramunas Butautas do niczego się nie nadaje.

Wracając do tematu - wspomniany Asik zaskoczył tak świetną grą przeciwko Gortatowi, ale jego wcześniejsze poczynania w sparingach już były dobrym proroctwem przed EuroBasketem. Można było się spodziewać, że ten turniej będzie dla niego udany. O ile w ataku robił z Gortatem co chciał, to w defensywie podkoszowi tureccy mieli z naszym środkowym duże problemy. Podpowiedzi przyjaciela Marcina z Orlando Magic, Hedo Turkoglu na niewiele się zdały. Zresztą tak samo wyglądała sytuacja w drugą stronę. Gortat i jego koledzy dobrze wiedzieli, czego się spodziewać po Turkoglu, a mimo tego Turek pozbawił nas złudzeń w czwartej kwarcie. Dużo krzywdy zrobił nam też Ersan Ilyasova - zupełnie tak jak przewidywałem to po meczu Polska - Izrael i problemach biało-czerwonych z bardzo podobnym do Ilyasovy Liorem Eliyahu. Czy w zespole Serbii, Słowenii, Hiszpanii jest ktos podobny do nich stylem gry? Hmm, na szczęście nie, no może Novica Velicković?

Największym naszym problemem była jednak nie obrona, a ofensywa. Turcy kompletnie ograniczyli grę Polaków z kontrataku. Nie pozwolili im robić tego, co przynosiło efekty w spotkaniach z Litwą i Bułgarią. Nasi w ten sposób zdobyli zaledwie 4 punkty. Nie mogąc szybko biegać do kontry, trzeba było szukać innych rozwiązań. "Najprostszym" była próba wykorzystania naszych podkoszowych. Tyle tylko, że rywale byli przygotowani na to, że Marcin Gortat i Maciej Lampe będą dostawać dużo piłek do gry 1 na 1. O ile Gortat jeszcze robił dużo dobrego w ataku przez całe spotkanie, to Lampe zdobył większość swoich punktów po przerwie. Także dlatego, że szybko popełnił dwa przewinienia i usiadł na ławce rezerwowych. Zawiodła nas też skuteczność z dystansu. Do 19 minuty trafiliśmy tylko 2 z 11 prób, a wtedy przewaga Turcji była już kilkunastopunktowa. W drugiej połowie w ważnych momentach nasi mylili się na obwodzie. To takie przypomnienie starej koszykarskiej prawdy, że "trójkami" meczów się nie wygrywa...
P.S.
Na koniec tradycyjnie zapraszam na kompletnie niepowazne Wokół EuroBasketu.

wtorek, 8 września 2009

EuroBasket: Czy ktoś wierzył w 2-0?

Chyba nie ma przyjemniejszej rzeczy niż zwycięstwo z drużyną reprezentującą kraj, w którym każdy żyje koszykówka, a ta dyscyplina jest bez wątpienia narodową. Nawet jeśli Litwini byli poważnie osłabieni, to i tak jest tam tylko świetnych graczy, że ich pokonanie jest niesamowitym sukcesem. Największym sukcesem od wielu lat.

Gdyby ktoś przed turniejem powiedział mi, że po dwóch dniach rywalizacji we wrocławskiej grupie Polska będzie miała bilans 2-0, a Litwa 0-2, to brałbym to w ciemno. Tym bardziej, że kilka dni temu Litwa ograła przecież w świetnym stylu Hiszpanię. Tyle tylko, że tamten mecz rozgrywała w roli gospodarza, a takim przecież ściany pomagają. My dobrze o tym wiemy, bo Hala Stulecia w stolicy Dolnego Śląska była bez wątpienia szóstym zawodnikiem biało-czerwonych. Po poniedziałkowych spotkaniach można było mieć wątpliwości, czy polscy kibice sobie poradzą z dopingiem mając naprzeciw siebie olbrzymią rzeszę przybyszów z Litwy. Poradzili sobie świetnie. Brawo.

Jest bardzo dobrze, ale mogłoby być jeszcze lepiej. Bo przecież rotacja naszej drużyny nadal jest wąska, a podstawowi zawodnicy przebywają na parkiecie po 40 minut. Maciej Lampe czy Marcin Gortat mają prawo czuć się zmęczeni. Ten pierwszy w trzeciej kwarcie prosił dzisiaj o zmianę, a środkowy Orlando Magic śmiał się, że przed kolejnym spotkaniem wypije kilka Red Bulli i wyjdzie na parkiet. On teoretycznie jest przyzwyczajony do dużej intensywności, bo w NBA grywa co dzień lub dwa. Ale przecież tam wychodzi na boisko na kilka, kilkanaście minut. Tu musi biegać przez całe spotkanie. Czy jego organizm sobie z tym poradzi? To może być duży problem trenera Muliego Katzurina, bo pierwsza piątka będzie bardzo wyeksploatowana, a rezerwowym będzie brakować ogrania. Z zespołów z naszej połówki drabinki tylko my mamy taką sytuację. Litwini, Hiszpanie, Słoweńcy, Serbowie, nawet Brytyjczycy często się zmieniają. Nawet kosztem tego, że gracze zastępujący podstawowych prezentują niższy poziom.

Jutro czeka nas konfrontacja z Turcją i patrząc teraz na grę tej drużyny można się przestraszyć. Bułgarię właśnie demoluje, a Ersan Ilyasova i Hedo Turkoglu robią, co chcą z piłką i rywalami. Z drugiej strony nikt tutaj nie zna Hedo tak dobrze jak Marcin Gortat, co udowodnił opowiadając kilkadziesiąt minut temu o wszystkich jego silnych i słabych stronach. Czy to wystarczy? Pokonanie Turków byłoby o tyle ważne, że do drugiej rundy weszlibyśmy z dwoma zwycięstwami i bylibyśmy niemal pewni miejsca w ćwierćfinale. Ufff.... Sam nie wierzyłem jeszcze niedawno, że będziemy teraz snuli takie rozważania.
P.S.
Tradycyjnie zapraszam na Wokół EuroBasketu na sports.pl

poniedziałek, 7 września 2009

EuroBasket: Zaczyna się..

Czujecie to? EuroBasket w Polsce już za kilka godzin stanie się faktem.

Szczerze mówiąc myślałem, że przed inauguracją będę bardziej poddenerwowany. Może to nasz pierwszy rywal, czyli Bułgaria nie wzbudza aż takich dużych emocji? Chociaż przecież teoretycznie powinno być odwrotnie. To przeciwnik, którego musimy pokonać, a porażka będzie oznaczała wielką klapę i sytuacja, z której ciężko będzie wybrnąć. Jeśli przegramy, to trzeba będzie pokonać Litwę (która ma za sobą mnóstwo kibiców) i Turcję, czyli zdecydowanie silniejszych rywali.

Nie ma co jednak martwić się na zapas, tym bardziej, że patrząc na Polaków można mieć optymistyczne myśli. Rzecz jasna nie aż tak bardzo jak Marcin Gortat, który stwierdził, że on i jego koledzy rozpoczynają drogę ku historii i wspominał o mistrzostwie. Pisałem parę dni temu, że nasz jedynak w NBA świetnie radzi sobie w kontaktach z mediami, ale teraz mam wrażenie, że trochę przesadza. Oczywiście, jeśli biało-czerwoni osiągną jakiś wielki sukces, to będzie mógł powiedzieć, że już wcześniej wierzył w zespół. Ale jakże inaczej brzmią jego wypowiedzi od jednego z liderów Bułgarów, Filipa Widenowa. On z kolei przyznał, iż nie wie, co się wydarzy i po prostu chce awansować do drugiej rundy. Z Polaków bije duża pewność siebie. Szczególnie z Gortata, ale inni też wyglądają na pozytywnie nastawionych do tej imprezy. Oby nie musieli po meczach chować głowy w piasek...

Co muszą Polacy dzisiaj zrobić w meczu z Bułgarią, by zwyciężyć? Przede wszystkim nie pozwolić przeciwnikom "wstrzelić" się z dystansu. Jeśli nie rzutami z obwodu Todora Stojkowa, Filipa Widenowa, braci Iwanowów, to czym ma ewentualnie wygrać zespół Piniego Gershona? Wielu atutów nie ma, a ja liczę, że Marcin Gortat i Maciej Lampe zdominują grę pod koszem i nie będziemy musieli bardzo polegać na Davidzie Loganie i jego indywidualnych akcjach.

Swoje uwagi będę zamieszczał też na bieżąco na Twitterze, ale nie tak często, jak w przypadku meczów towarzyskich, których nie pokazywała TVP. Zapraszam też na Sports.pl, PolskiKosz.pl, do kupowania Przeglądu Sportowego i odwiedzania tego bloga. Podczas EuroBasketu codziennie co najmniej jeden nowy wpis.

poniedziałek, 31 sierpnia 2009

Gortat - mistrz kontaktów z mediami

Nie ma w polskim sporcie chyba innego zawodnika, który tak świetne kierowałby swoim medialnym wizerunkiem jak Marcin Gortat. To wcale nie jest przesada. Środkowy Orlando Magic i naszej kadry wie, jak zachować się, by było o nim głośno. Wie co i kiedy ma powiedzieć.Nie bez przyczyny trener Muli Katzurin nazywa go rzecznikiem naszej kadry.

Przykłady? Bardzo proszę. Konferencja prasowa Gortata podczas organizowanego przez niego campu w Łodzi. Opowiada o tym, jak będzie wyglądała przyszłość wspieranego przez niego ŁKS-u. "Władze miasta oczywiście też nam pomogą" - stwierdza tworząc w świetny sposób presję na obecnych na sali przedstawicielach łódzkiego magistratu. Nawet jeśli nic mu jeszcze nie obiecali, to powstają pozory, jakby taka decyzja już zapadła. I jak w tej sytuacji mają się wycofać? Jak odmówić pomocy, skoro najsłynniejszy sportowiec z tego miasta daje niejako bezinteresownie pieniądze z własnej kieszeni?

2008 rok. Jeden z przegranych meczów towarzyskich polskiej reprezentacji poza granicami kraju. Nieistotne, które to spotkanie, ale ciekawa scenka rozgrywa się ponoć po nim. Gortat sam zgłasza dziennikarzowi: "napisz, że biorę tą porażkę na siebie". Frustracja? Raczej nie. Prędzej chęć pokazania, że zależy mu na tej reprezentacji, co było bardzo ważne, bo przecież pojawił się w niej po dłuższej przerwie.

Przegrany 83:88 mecz z reprezentacją Hiszpanii w Saragossie. Kilku polskich dziennikarzy czeka pod szatnią na zawodników. Mimo porażki wszyscy - nawet Maciej Lampe, który zagrał fatalnie - wypowiadają się dla mediów. Odmawia tylko David Logan. A Gortat rzuca krótkie "nie ma nic do powiedzenia". Jak to? Ten gadatliwy, chętnie opowiadajacy o koszykówce i nie tylko człowiek nie ma nic do powiedzenia po takim spotkaniu? Nie ma, bo wie, ze samo takie stwierdzenie to już duże pole do interpretacji dla piszących w gazetach i je czytających. Ludzie będą się zastanawiać, o co mu chodziło, a w mniejszym stopniu zainteresuje ich to, co przez kilka minut opowiadał np. Krzysztof Szubarga.

31 sierpnia 2009. Otwarty trening kadry. Po treningu wokół niego tłoczy się najwięcej przedstawicieli prasy. Tym razem Gortat nie mówi, że nie ma nic do powiedzenia. Wie, że zostałoby to odebrane jako zachowanie gbura. Żartuje, skrywa się przed fotografami za ręcznikiem sugerując, że to będzie fajne zdjęcie. Opowiada kolejne ciekawe historie ze swojej kariery koszykarskiej. A mogłoby się wydawać, że już wszystko nam zdradził. Tak to wygląda przynajmniej, gdy się słucha niektórych innych zawodników w kółko mówiących to samo. Gortat wygląda na człowieka, który dawkuje nam swoje historyjki. Najwyraźniej specjalnie.

Gortat zapowiedział na łamach mediów, że stać nas na medal na EuroBaskecie. To byłby oczywiście wynik ponad stan i jestem przekonany, że Gortat o tym wie. Kibice piszą komentarze: "Zwariował". Nie zwariował. Świadomie stawia wysoko poprzeczkę. Dobrze wie, że biorąc pod uwagę nasz potencjał realnie sukcesem byłby ćwierćfinał. Ale patrząc globalnie na nasze drużynowe dyscypliny, to dobre osiągnięcie to medal. Wystarczy spojrzeć na piłkarzy ręcznych i siatkarzy. Jak przy ich wynikach można wmówić społeczeństwu, że np. 8. miejsce jest przyzwoitym wynikiem? Trzeba iść na całość. Jeśli największa gwiazda naszej kadry mówi o medalu, to przyciąga zainteresowanie mediów.