I tradycyjnie zgubiło mnie lenistwo+brak czasu+1000 innych pomysłów. Ładnie ruszyłem z "projektem" All NBA Playoffs Team, ale po dwóch seriach spotkań powstała dziura. Nadrobimy ją teraz po całej pierwszej rundzie. Będzie (chyba) łatwiej.
Chris Paul, Derrick Rose, Kevin Durant, Dirk Nowitzki, Dwight Howard
Dziwnie to wygląda, że wskazałem dwóch graczy, którzy już odpadli, ale cóż... Paul wcale nie zawiódł, a wręcz przeciwnie - przeciętny, młody skład Hornets poprowadził do aż dwóch wygranych z obrońcami tytułu Lakers. 22 pkt, 11.5 asysty, 6.7 zbiórki, 183 cm wzrostu. Niesamowite. Howard? Po pierwsze zawiesił sobie za wysoko poprzeczkę dwoma fantastycznymi meczami w Orlando na początku rywalizacji. Potem był świetny, ale nie aż tak bardzo i mieliśmy mały niedosyt po meczach typu 29/17 czy 25/15. Chciałbym takie niedosyty przez cały sezon. Jedyny jego naprawdę przeciętny mecz to 8 pkt i 8 zbiórek w piątym spotkaniu. Tyle tylko, że Magic wygrali wtedy aż 101:76, więc nie miało to większego znaczenia. Wszystkim wychodziło wszystko, Dwight nie był potrzebny.
Rose i Nowitzki to niby tzw. no-brainery, chociaż przez chwilę miałem drobną wątpliwość, czy nie docenić Raya Allena i jego 22 pkt na mecz przy 65% za 3 i 100% z wolnych...
Durant? Jeśli tylko Russell Westbrook nie miał nagle ochoty zostać bohaterem, to KD nie zawodził. Trafiał w decydujących momentach, Thunder wygrywali. Dwa razy więcej niż 40 pkt. Król strzelców pełną gębą.
Second Team: Rajon Rondo, Ray Allen, LeBron James, Zach Randolph, Andrew Bynum
Zacznijmy od końca - niewielu środkowych grało ponadprzeciętnie w pierwszej rundzie. Własciwie tylko Howard, Bynum i Marc Gasol. Bynum był dla podkoszowych Hornets podkoszowym niszczycielem i nic mnie nie obchodzi, że Emeka Okafor okazał się miękki, Aaron Gray jest przerośniętym klockiem, a Carl Landry ma 150 cm w kapeluszu.
Zach Randolph? Wpiszcie na youtubie "Spurs Grizzlies game 6" i wszystko jasne. Decydujące starcie, a tu 16 pkt w ostatniej kwarcie przeciwko Timowi Duncanowi i Antonio McDyessowi.
Ray Allen - patrz wyżej. Rajon Rondo - może to przesada wyróżniać dwóch zawodników za serię wygraną 4-0, ale Rondo właściwie w każdym meczu robił to co należało. A to "skatował" Toneya Douglasa penetracjami, a to oddawał piłki na obwód do hot-hand-Raya, a to rzucił kilka celnych jumperków z półdystansu.
LBJ - z jednej strony dobrze pilnowany przez Andre Iguodalę, momentami bardzo nieskuteczny, wolno się rozkręcający. Ale z drugiej strony statystyki na poziomie 24/10/6 plus przez większość czasu praktycznie wyłączony z gry w ataku Iguodala.
All NBA Playoffs Losers Team
Mike Bibby, Landry Fields, Wilson Chandler, DeJuan Blair, Nenad Krstić
Tu sprawa nie była łatwa. Dawać ciała przez 4-5-6 spotkań to nie jest proste zadanie.
Bibby - Heat na razie mogą mu wybaczyć, bo grali tylko (i piszę to z bólem serca) z 76ers. Ale z silniejszym przeciwnikiem taka postawa Bibby'ego to może być problem. Nie broni, nie trafia rzutów z czystych pozycji, nie podaje, jest bezproduktywny.
Fields - uuuuuuu. Nadspodziewanie dobra runda zasadnicza (średnio 10 pkt, 6 zbiórek) rozbudziła duże nadzieje wobec wybranego w drugiej rundzie draftu gracza, ale w play-offach zagrał na miarę swojego draftowego numeru 39. Albo jeszcze gorzej. W sumie 7 punktów, 20% z gry, 5 zbiórek, 5 asyst, I wszystko jako starter.
Chandler - Nuggets mają równy skład i wielu graczy zdolnych zdobyć powyżej 20 punktów, więc łatwo jest ukryć swój słabszy dzień. Ale Chandler nie miał słabszego dnia tylko po prostu zniknął na półtora tygodnia. Najwyraźniej przysłał swojego nieporadnego brata bliźniaka i wrócił dopiero na ostatni mecz serii z Thunder. Za mało.
Blair - a to dopiero zaskoczenie, bo przecież jeszcze niedawno był pewnym graczem pierwszej piątki Spurs. Tymczasem w serii z Grizzlies "wreszcie" jego wzrost stał się przeszkodą. Pod koniec serii z rotacji wygryzł go nawet Tiago Splitter. Doceniam Brazylijczyka, ale z punktu widzenia Blaira: auć!
Krstić - właściwie powtórzę sie z poprzedniego wpisu, bo niewiele się zmieniło. Pod koniec regular season pierwszopiątkowy center, teraz przyspawany do ławki rezerwowych, mało użyteczny i apatyczny w swoich epizodach. Jeśli nie wróci Shaq O'Neal, to będzie bardzo potrzebny przeciwko Heat. Ale to temat na inny wpis...
P.S.
Następny ANPT gdzieś w połowie półfinałów konferencji. Ale chyba zrobię tak, że będzie dotyczył tylko drugiej rundy. W innym wypadku Chandler, Fields, Howard i Paul nigdy z tej listy nie znikną.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dwight Howard. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dwight Howard. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 1 maja 2011
czwartek, 21 kwietnia 2011
All NBA Playoffs Team po meczach nr 2
Mam problem, bo z drugiej serii pierwszej rundy NBA Playoffs (wyniki, staty i recapy tutaj, tutaj i tutaj) nie widziałem wszystkich spotkań. Gorzej - widziałem ich połowę plus urywki pozostałych (nie te youtube'owe, tylko leaguepassowe własnej roboty). Ale skoro słowo się rzekło, to będzie All NBA Playoffs Team po meczach numer 2. Tym bardziej, że pierwsze zestawienie wywołało lawinę komentarzy;-)
Kto jest na topie po dwóch meczach w każdej parze?
Derrick Rose, Dirk Nowitzki, Dwight Howard. Te nazwiska nie pozostawiają żadnych wątpliwości. Trzej panowie D w dużym stopniu powtórzyli swoje wyczyny z poprzednich spotkań. Okej, byli troszkę mniej błyskotliwi niż wcześniej, ale oceniamy przecież całokształt. Rose (średnio 37.5 punktu, 6 asyst) z drobną pomocą Kyle'a Korvera wygrał dwa mecze z Pacers. Dirk (średnio 30.5 punktu, 8.5 zbiórki) znowu zniszczył Blazers w czwartej kwarcie - tym razem 12 punktów. Dwight był Howardem i Marcinem Gortatem w jednym, bo zagrał całe 48 minut przeciwko Atlanta Hawks. 33 punkty i 19 zbiórek przy jego wcześniejszej 46-punktowej zdobyczy wyglądają blado, ale zastanówcie się jeszcze raz nad tymi liczbami. Facet nie zszedł z parkietu nawet na sekundę i nie miał słabszych momentów. Nie tylko dominował w ataku, ale zmasakrował rywali w obronie. Jason Collins, Josh Powell, Hilton Armstrong i Zaza Paczulia to nie są wirtuozi ataku, ale w sumie z pozycji środkowego mieli tylko 3 punkty i 12 zbiórek. Howard był tego dnia po prostu Supermanem, a jeśli kogoś naprawdę obchodzi moje zdanie, to dodam, że używam tego określenia w stosunku do niego po raz pierwszy. Wcześniej wydawało mi się przesadzone, ale teraz? Może należaloby po prostu nazywać go Maszyna?
Jeśli umiecie liczyć do pięciu, to zorientowaliście się, że powyżej podałem tylko trzy nazwiska. Dlaczego? Dwa pozostałe są małą zagwostką. Zacznijmy od pozycji niskiego skrzydłowego. Z jednej strony mamy Kevina Duranta, z drugiej Carmelo Anthony'ego. KD to 41 punktów i kluczowe akcje w pierwszym meczu oraz ciche drugie spotkanie na poziomie 23/5/5 plus oczywiście 2-0 w wykonaniu Oklahoma City Thunder. Melo to z kolei nadludzki mecz drugi przeciwko Celtics, w którym wyczyniał cuda (42/17/6) i to słowo wcale nie jest przesadą. Ale wcześniejszy występ był średni, by nie powiedzieć wprost: fatalny. I to właściwie on był jednym z głównych powodów pierwszej porażki Knicks z Boston Celtics. No to co? Wybór jest chyba jednak prosty - Kevin Durant.
I pozostała nam jeszcze jedna pozycja obwodowa. Chris Paul po fenomenalnej niedzieli w środę był już zdecydowanie mniej efektowny i efektywny w roli Tańczącego z Jeziorowcami. Russell Westbrook również nieco przycichł w porównaniu z Game 1 Thunder. Kto jeszcze? Ktoś o kim nie śledząc sytuacji na pewno byście nie pomyśleli. To Jason Kidd. Nie żartuję. Średnio 21 punktów, 6 asyst i 56% za 3. To nie 2001 rok, a Kidd jest w Top 3 najlepszych rozgrywających w play-offach. Możecie się sprzeczać, że Paul był bardziej błyskotliwym w wygranej w Staples Center, ale ja stawiam na Kidda. Sentyment.
Pierwsza piątka: Kidd, Rose, Durant, Nowitzki, Howard.
Druga piątka: Westbrook, Paul, Anthony, LaMarcus Aldridge, Chris Bosh
Zniknęli z listy Joe Johnson, który przespał drugi mecz Hawks w Orlando i trener Doc Rivers, który był w zasadzie "dżołkiem" mającym pokazać, kto swoimi decyzjami wygrał mecz nr 1 dla Celtics. Wypadli też Amar'e Stoudemire, bo rozbolały go plecy i Marc Gasol, bo tym razem trafiał tylko z linii rzutów wolnych. O Paulu, Westbrooku i Anthonym już było. Aldridge? Tak, Dirk na razie dominuje go w serii Mavericks - Blazers, ale to dominacja na bardzo wysokim szczeblu. To tak jakby Manute Bol mówił do Rika Smitsa: ty kurduplu. LA "trochę" znika w końcówkach, lecz patrząc na konkurencję nie widzę kogoś, kto mógłby tu być zamiast niego. Kevin Garnett? Nie po tym, co Amar'e zrobił mu w niedzielę. Chris Bosh? On już jest zajęty byciem "piątką" w moim zestawieniu, bo tutaj też mamy lukę. A Bosh - co słusznie zauważył bodaj ESPN - jest MVP Miami Heat w tych play-offach.
W pierwszym wpisie na ten temat był również All NBA Playoffs Losers Team, więc teraz też być musi.
Toney Douglas, Brandon Roy, J.R. Smith, Hedo Turkoglu, Nenad Krstić
O tym, że można z piątki All Losers trafić do piątki All Stars świadczy przykład Melo. Ale tych panów czeka dłuższa droga, bo mają po stronie minusów już dwa mecze.
Douglas - to miał być jego mecz. Chauncey Billups pojawił się w TD Garden w garniturze, więc wieczór należał do Toneya. Jest takie słowo, które młodzież chętnie teraz używa w podobnych sytuacjach: FAIL. 5/16 z gry, 14 punktów i 7 zbiórek to jeszcze nie jest supertragedia, ale to co Douglas zrobił w obronie z Rajonem Rondo (czyli mniej niż nic) zasługuje na laurkę i bombonierkę od kibiców C's
Roy - w zasadzie wszystko na temat "Roy w play-offach" napisano na blogu ZP-1. Ja mogę dorzucić statystyki ubiegłorocznego uczestnika Meczu Gwiazd - w dwóch meczach 34 minuty, 2 punkty, 2 zbiórki, 3 asysty, 1/8 z gry
Smith - jeden z gości, których brakuje w ofensywie Nuggets w serii z Thunder. Bryłki niby mają tylu zawodników do zdobywania punktów, ale bez jego trafień z ławki nie mogą wiele zdziałać Ale wszyscy wiemy jaki jest Smith - teraz ma w 11 punktów i 4/14 z gry, ale już w następnym meczu może być killerem i rzucić +30
Turkoglu - w Orlando zawodzą wszyscy poza Howardem i Jameerem Nelsonem, lecz to Hedo przechodzi samego siebie. Mniej niż 20% z dystansu i mniej niż 25% z gry. Marne pocieszenie, że jest najlepszym podającym Magic w tej serii
Krstić - miałem nie śmiać się z gości, którzy grają po kilka minut, ale po tym jak Krstić w regular season był przyzwoitym starterem, teraz spodziewaliśmy się po nim więcej. Tymczasem Doc Rivers praktycznie nie wypuszcza go na parkiet i Krstić nie zdobył jeszcze punktu w 8 minut. Chyba dobrze wiemy, gdzie wyląduje Nenad, gdy wróci Shaq O'Neal...
Co dalej? W sobotę część par ma mecze nr 3, a część nr 4, więc raczej nie będzie All NBA Playoffs Teams po trzeciej serii. Ale po czwartej powinno być ciekawiej.
Kto jest na topie po dwóch meczach w każdej parze?
Derrick Rose, Dirk Nowitzki, Dwight Howard. Te nazwiska nie pozostawiają żadnych wątpliwości. Trzej panowie D w dużym stopniu powtórzyli swoje wyczyny z poprzednich spotkań. Okej, byli troszkę mniej błyskotliwi niż wcześniej, ale oceniamy przecież całokształt. Rose (średnio 37.5 punktu, 6 asyst) z drobną pomocą Kyle'a Korvera wygrał dwa mecze z Pacers. Dirk (średnio 30.5 punktu, 8.5 zbiórki) znowu zniszczył Blazers w czwartej kwarcie - tym razem 12 punktów. Dwight był Howardem i Marcinem Gortatem w jednym, bo zagrał całe 48 minut przeciwko Atlanta Hawks. 33 punkty i 19 zbiórek przy jego wcześniejszej 46-punktowej zdobyczy wyglądają blado, ale zastanówcie się jeszcze raz nad tymi liczbami. Facet nie zszedł z parkietu nawet na sekundę i nie miał słabszych momentów. Nie tylko dominował w ataku, ale zmasakrował rywali w obronie. Jason Collins, Josh Powell, Hilton Armstrong i Zaza Paczulia to nie są wirtuozi ataku, ale w sumie z pozycji środkowego mieli tylko 3 punkty i 12 zbiórek. Howard był tego dnia po prostu Supermanem, a jeśli kogoś naprawdę obchodzi moje zdanie, to dodam, że używam tego określenia w stosunku do niego po raz pierwszy. Wcześniej wydawało mi się przesadzone, ale teraz? Może należaloby po prostu nazywać go Maszyna?
Jeśli umiecie liczyć do pięciu, to zorientowaliście się, że powyżej podałem tylko trzy nazwiska. Dlaczego? Dwa pozostałe są małą zagwostką. Zacznijmy od pozycji niskiego skrzydłowego. Z jednej strony mamy Kevina Duranta, z drugiej Carmelo Anthony'ego. KD to 41 punktów i kluczowe akcje w pierwszym meczu oraz ciche drugie spotkanie na poziomie 23/5/5 plus oczywiście 2-0 w wykonaniu Oklahoma City Thunder. Melo to z kolei nadludzki mecz drugi przeciwko Celtics, w którym wyczyniał cuda (42/17/6) i to słowo wcale nie jest przesadą. Ale wcześniejszy występ był średni, by nie powiedzieć wprost: fatalny. I to właściwie on był jednym z głównych powodów pierwszej porażki Knicks z Boston Celtics. No to co? Wybór jest chyba jednak prosty - Kevin Durant.
I pozostała nam jeszcze jedna pozycja obwodowa. Chris Paul po fenomenalnej niedzieli w środę był już zdecydowanie mniej efektowny i efektywny w roli Tańczącego z Jeziorowcami. Russell Westbrook również nieco przycichł w porównaniu z Game 1 Thunder. Kto jeszcze? Ktoś o kim nie śledząc sytuacji na pewno byście nie pomyśleli. To Jason Kidd. Nie żartuję. Średnio 21 punktów, 6 asyst i 56% za 3. To nie 2001 rok, a Kidd jest w Top 3 najlepszych rozgrywających w play-offach. Możecie się sprzeczać, że Paul był bardziej błyskotliwym w wygranej w Staples Center, ale ja stawiam na Kidda. Sentyment.
Pierwsza piątka: Kidd, Rose, Durant, Nowitzki, Howard.
Druga piątka: Westbrook, Paul, Anthony, LaMarcus Aldridge, Chris Bosh
Zniknęli z listy Joe Johnson, który przespał drugi mecz Hawks w Orlando i trener Doc Rivers, który był w zasadzie "dżołkiem" mającym pokazać, kto swoimi decyzjami wygrał mecz nr 1 dla Celtics. Wypadli też Amar'e Stoudemire, bo rozbolały go plecy i Marc Gasol, bo tym razem trafiał tylko z linii rzutów wolnych. O Paulu, Westbrooku i Anthonym już było. Aldridge? Tak, Dirk na razie dominuje go w serii Mavericks - Blazers, ale to dominacja na bardzo wysokim szczeblu. To tak jakby Manute Bol mówił do Rika Smitsa: ty kurduplu. LA "trochę" znika w końcówkach, lecz patrząc na konkurencję nie widzę kogoś, kto mógłby tu być zamiast niego. Kevin Garnett? Nie po tym, co Amar'e zrobił mu w niedzielę. Chris Bosh? On już jest zajęty byciem "piątką" w moim zestawieniu, bo tutaj też mamy lukę. A Bosh - co słusznie zauważył bodaj ESPN - jest MVP Miami Heat w tych play-offach.
W pierwszym wpisie na ten temat był również All NBA Playoffs Losers Team, więc teraz też być musi.
Toney Douglas, Brandon Roy, J.R. Smith, Hedo Turkoglu, Nenad Krstić
O tym, że można z piątki All Losers trafić do piątki All Stars świadczy przykład Melo. Ale tych panów czeka dłuższa droga, bo mają po stronie minusów już dwa mecze.
Douglas - to miał być jego mecz. Chauncey Billups pojawił się w TD Garden w garniturze, więc wieczór należał do Toneya. Jest takie słowo, które młodzież chętnie teraz używa w podobnych sytuacjach: FAIL. 5/16 z gry, 14 punktów i 7 zbiórek to jeszcze nie jest supertragedia, ale to co Douglas zrobił w obronie z Rajonem Rondo (czyli mniej niż nic) zasługuje na laurkę i bombonierkę od kibiców C's
Roy - w zasadzie wszystko na temat "Roy w play-offach" napisano na blogu ZP-1. Ja mogę dorzucić statystyki ubiegłorocznego uczestnika Meczu Gwiazd - w dwóch meczach 34 minuty, 2 punkty, 2 zbiórki, 3 asysty, 1/8 z gry
Smith - jeden z gości, których brakuje w ofensywie Nuggets w serii z Thunder. Bryłki niby mają tylu zawodników do zdobywania punktów, ale bez jego trafień z ławki nie mogą wiele zdziałać Ale wszyscy wiemy jaki jest Smith - teraz ma w 11 punktów i 4/14 z gry, ale już w następnym meczu może być killerem i rzucić +30
Turkoglu - w Orlando zawodzą wszyscy poza Howardem i Jameerem Nelsonem, lecz to Hedo przechodzi samego siebie. Mniej niż 20% z dystansu i mniej niż 25% z gry. Marne pocieszenie, że jest najlepszym podającym Magic w tej serii
Krstić - miałem nie śmiać się z gości, którzy grają po kilka minut, ale po tym jak Krstić w regular season był przyzwoitym starterem, teraz spodziewaliśmy się po nim więcej. Tymczasem Doc Rivers praktycznie nie wypuszcza go na parkiet i Krstić nie zdobył jeszcze punktu w 8 minut. Chyba dobrze wiemy, gdzie wyląduje Nenad, gdy wróci Shaq O'Neal...
Co dalej? W sobotę część par ma mecze nr 3, a część nr 4, więc raczej nie będzie All NBA Playoffs Teams po trzeciej serii. Ale po czwartej powinno być ciekawiej.
poniedziałek, 18 kwietnia 2011
All NBA Playoffs Team po meczach nr 1
Pierwsza odsłona pierwszej rundy NBA Playoffs była ekscytująca jak nigdy (wyniki, staty i recapy są tutaj i tutaj). Kto nas zaskoczył, kto nas zawiódł, kto był najlepszy, a o kogo możemy zapytać “yyy, a on grał”? Wybieranie All Playoffs Teams po dwóch dniach to ryzykowny pomysł, ale w sumie kto nam broni? :) Przyznaję, że pierwszy wpadł na to na Twitterze Maciek Kwiatkowski, lecz nie przy wszystkich nazwiskach byliśmy zgodni.
Kto jest na razie na topie?
Chris Paul (New Orleans Hornets), Derrick Rose (Chicago Bulls), Kevin Durant (Oklahoma City Thunder), Dirk Nowitzki (Dallas Mavericks), Dwight Howard (Orlando Magic)
Kolejno 33, 39, 41, 28, 46 punktów. Komplet pięciu wygranych ich drużyn i właściwie nie ma żadnych wątpliwości co do czterech powyższych nazwisk. Jedyny znak zapytania można umieścić przy Dirku. Dlaczego on, a nie Al Horford, Chris Bosh, Amar’e Stoudemire, LaMarcus Aldridge, Zach Randolph. Żaden z nich nie był tak clutch jak Niemiec, mimo że skrzydłowy Mavs nie zdobył punktu w ostatnich dwóch minutach. Ale chwilę wcześniej miał niesamowitą serię 10 punktów w 101 sekund. Od stanu 72:70 dla Blazers sam doprowadził do 80:76 dla Mavs. Dwa wolne, trójka, wolne i akcja 2+1. Jeden z kolegów z PolskiKosz.pl o inicjałach WP pisał kiedyś, że “clutchowatość” i Nowitzki w jednym, to rzecz niemożliwa. Really?
Russell Westbrook, Doc Rivers, Joe Johnson, Amar’e Stoudemire, Marc Gasol
Nadmiar silnych skrzydłowych ze znakomitymi meczami sprawia, że właściwie można by z nich samych złoźyć drugą piątkę. Ale jeśli już mamy pozostać przy pozycjach - Stoudemire był z nich najlepszy. Kevin Garnett nie jest tak znakomitym defensorem 1 na 1 jak dowódcą obrony zespołowej, ale i tak to co STAT robił z KG było niesamowite. Nie będę go karał tylko za to, że w dwóch ostatnich akcjach Knicks woleli dać piłkę Carmelo Anthony’emu i przegrać.
Marc Gasol? To nie pomyłka w imieniu. Widziałem tylko dwie ostatnie minuty meczu Spurs - Grizzlies (zresztą na niemieckiej wersji NBA.com, która daje darmowe transmisje!), ale to w połączeniu ze statystykami 24/9 wystarczyło mi, żeby docenić Hiszpana.
Westbrook? Tak, mecz Thunder wygrał w większym stopniu Durant, ale przez 30 minut to było spotkanie Russella z Nuggets. Nie miejmy mu za złe, że oddał show koledze, bo nawet w “cichej” czwartej kwarcie miał ważne trafienie na 104:101 22 sekundy przed końcem.
Johnson? To właściwie paradoks, bo żadna inna dwójka w całych play-offach nie zagrała lepiej. Owszem D-Wade był killerem w końcówce meczu Miami Heat, a Kobe Bryant rzucił 34 punkty dla Lakers, ale w kluczowym momencie wkozłował sobie piłkę w nogę i siedział na boisku jak Dziewica Orleańska (copyright by Wojciech Michałowicz).
Doc Rivers? Fajny żart co nie? Końcówka w wykonaniu Celtics to głównie jego zasługa. Najpierw znakomicie przygotowane akcja z autu, w której KG zdobyl punkty wsadem, a z zegara ubyło tylko 0.5 (pół!) sekundy. A potem zagrywka na trójkę Raya Allena. Perfekcyjnie zrealizowana - to fakt - ale też perfekcyjnie przygotowana.
Są pochwały, muszą być też i nagany.
All NBA Playoffs Losers Team
Tony Parker, Landry Fields, Carmelo Anthony, Carlos Boozer, Glen Davis
Nie zamierzam się znęcać nad graczami trzeciego czy piątego planu, którzy nic nie dali swojej ekipie (przykładowo Omer Asik, 3 minuty, zbiórka). Moje podstawowe kryterium - czego po nich należało oczekiwać i co pokazali?
Parker - tak, miał 20 punktów. Miał też 4/16 z gry i 1/8 z półdystansu/dystansu, co akurat potwierdziło mój gameplan Grizzlies z zapowiedzi (czyli niech Parker rzuca). Miał też kluczowe pudło w końcówce i niestety nie sprawił, że brak Manu był niewidoczny
Fields - absolutny non-factor w meczu Celtics - Knicks. Idealny występ do zapytania “a on grał?”. Z drugiej strony - jego nieobecność prawie pozwoliła Toneyowi Douglasowi zostać bohaterem w ostatniej minucie
Anthony - dwa faule po dwóch minutach były znamienne. Równie “świetne” dla niego były dwie ostatnie minuty - najpierw ofens, potem airball na wygraną. Skuteczność 5/18 z gry. Amar’e może mieć słusznie pretensje.
Boozer - miał być drugą opcją i największym wsparciem D-Rose’a w Bykach, a co wyszło. Brak aktywności w ofensywie, brak skuteczności w ofensywie i uruchomiony Tyler Hansbrough na półdystansie (8/11 z tej odległości tym razem, w sezonie 40%).
Davis - 1/8 z gry i kiepska obrona. Ciekawie w tej sytuacji wygląda, że w plus/minus miał +12, a starter Jermaine O’Neal (12 pkt, 6/6 z gry) -11.
Na pewno można się spodziewać podobnego wpisu po meczach nr 2 (wtorek-czwartek). Chętnie kontynuowałbym tę zabawę takźe później, tyle, że niestety w dalszej fazie nie będzie już tak wyraźnego podziału. Np. w sobotę dwie pary grają już spotkania nr 3, a dwie inne - nr 4. Szkoda. Ale poza tym jest przecież Wielkanoc, czas m.in. odpoczynku :-)
Kto jest na razie na topie?
Chris Paul (New Orleans Hornets), Derrick Rose (Chicago Bulls), Kevin Durant (Oklahoma City Thunder), Dirk Nowitzki (Dallas Mavericks), Dwight Howard (Orlando Magic)
Kolejno 33, 39, 41, 28, 46 punktów. Komplet pięciu wygranych ich drużyn i właściwie nie ma żadnych wątpliwości co do czterech powyższych nazwisk. Jedyny znak zapytania można umieścić przy Dirku. Dlaczego on, a nie Al Horford, Chris Bosh, Amar’e Stoudemire, LaMarcus Aldridge, Zach Randolph. Żaden z nich nie był tak clutch jak Niemiec, mimo że skrzydłowy Mavs nie zdobył punktu w ostatnich dwóch minutach. Ale chwilę wcześniej miał niesamowitą serię 10 punktów w 101 sekund. Od stanu 72:70 dla Blazers sam doprowadził do 80:76 dla Mavs. Dwa wolne, trójka, wolne i akcja 2+1. Jeden z kolegów z PolskiKosz.pl o inicjałach WP pisał kiedyś, że “clutchowatość” i Nowitzki w jednym, to rzecz niemożliwa. Really?
Russell Westbrook, Doc Rivers, Joe Johnson, Amar’e Stoudemire, Marc Gasol
Nadmiar silnych skrzydłowych ze znakomitymi meczami sprawia, że właściwie można by z nich samych złoźyć drugą piątkę. Ale jeśli już mamy pozostać przy pozycjach - Stoudemire był z nich najlepszy. Kevin Garnett nie jest tak znakomitym defensorem 1 na 1 jak dowódcą obrony zespołowej, ale i tak to co STAT robił z KG było niesamowite. Nie będę go karał tylko za to, że w dwóch ostatnich akcjach Knicks woleli dać piłkę Carmelo Anthony’emu i przegrać.
Marc Gasol? To nie pomyłka w imieniu. Widziałem tylko dwie ostatnie minuty meczu Spurs - Grizzlies (zresztą na niemieckiej wersji NBA.com, która daje darmowe transmisje!), ale to w połączeniu ze statystykami 24/9 wystarczyło mi, żeby docenić Hiszpana.
Westbrook? Tak, mecz Thunder wygrał w większym stopniu Durant, ale przez 30 minut to było spotkanie Russella z Nuggets. Nie miejmy mu za złe, że oddał show koledze, bo nawet w “cichej” czwartej kwarcie miał ważne trafienie na 104:101 22 sekundy przed końcem.
Johnson? To właściwie paradoks, bo żadna inna dwójka w całych play-offach nie zagrała lepiej. Owszem D-Wade był killerem w końcówce meczu Miami Heat, a Kobe Bryant rzucił 34 punkty dla Lakers, ale w kluczowym momencie wkozłował sobie piłkę w nogę i siedział na boisku jak Dziewica Orleańska (copyright by Wojciech Michałowicz).
Doc Rivers? Fajny żart co nie? Końcówka w wykonaniu Celtics to głównie jego zasługa. Najpierw znakomicie przygotowane akcja z autu, w której KG zdobyl punkty wsadem, a z zegara ubyło tylko 0.5 (pół!) sekundy. A potem zagrywka na trójkę Raya Allena. Perfekcyjnie zrealizowana - to fakt - ale też perfekcyjnie przygotowana.
Są pochwały, muszą być też i nagany.
All NBA Playoffs Losers Team
Tony Parker, Landry Fields, Carmelo Anthony, Carlos Boozer, Glen Davis
Nie zamierzam się znęcać nad graczami trzeciego czy piątego planu, którzy nic nie dali swojej ekipie (przykładowo Omer Asik, 3 minuty, zbiórka). Moje podstawowe kryterium - czego po nich należało oczekiwać i co pokazali?
Parker - tak, miał 20 punktów. Miał też 4/16 z gry i 1/8 z półdystansu/dystansu, co akurat potwierdziło mój gameplan Grizzlies z zapowiedzi (czyli niech Parker rzuca). Miał też kluczowe pudło w końcówce i niestety nie sprawił, że brak Manu był niewidoczny
Fields - absolutny non-factor w meczu Celtics - Knicks. Idealny występ do zapytania “a on grał?”. Z drugiej strony - jego nieobecność prawie pozwoliła Toneyowi Douglasowi zostać bohaterem w ostatniej minucie
Anthony - dwa faule po dwóch minutach były znamienne. Równie “świetne” dla niego były dwie ostatnie minuty - najpierw ofens, potem airball na wygraną. Skuteczność 5/18 z gry. Amar’e może mieć słusznie pretensje.
Boozer - miał być drugą opcją i największym wsparciem D-Rose’a w Bykach, a co wyszło. Brak aktywności w ofensywie, brak skuteczności w ofensywie i uruchomiony Tyler Hansbrough na półdystansie (8/11 z tej odległości tym razem, w sezonie 40%).
Davis - 1/8 z gry i kiepska obrona. Ciekawie w tej sytuacji wygląda, że w plus/minus miał +12, a starter Jermaine O’Neal (12 pkt, 6/6 z gry) -11.
Na pewno można się spodziewać podobnego wpisu po meczach nr 2 (wtorek-czwartek). Chętnie kontynuowałbym tę zabawę takźe później, tyle, że niestety w dalszej fazie nie będzie już tak wyraźnego podziału. Np. w sobotę dwie pary grają już spotkania nr 3, a dwie inne - nr 4. Szkoda. Ale poza tym jest przecież Wielkanoc, czas m.in. odpoczynku :-)
czwartek, 14 kwietnia 2011
Dla kogo nagrody w NBA?
Na portalu PolskiKosz.pl przeprowadziliśmy po rundzie zasadniczej NBA sondę wśród osób piszących o tej lidze. Zadaliśmy sześć pytań dotyczących tradycyjnych nagród. Moje typy są poniżej. Jak typowali przedstawiciele innych redakcji? Wystarczy kliknąć i sprawdzić.
1. Kto powinien dostać nagrodę dla MVP sezonu 2010/2011?
Derrick Rose (Chicago Bulls)
Chociaż pół roku temu brzmiałoby to dziwnie - Rose jest najlepszym gracz drużyny z najlepszym bilansem rundy zasadniczej. I to gracz mający indywidualnie niesamowity sezon. Średnio co najmniej 25 punktów, 7.5 asysty i 4 zbiórki notowało tylko 6 innych koszykarzy w historii/
2. Kto powinien dostać nagrodę dla najlepszego debiutanta sezonu 2010/2011?
Blake Griffin (Los Angeles Clippers)
Nie mogło być inaczej i tylko szaleniec mógłby wskazać kogoś innego. Można go nie lubić za zachowanie, można nie doceniać, ale przywitanie z NBA miał tak efektowne, że tę nagrodę po prostu musi zgarnąć. Przy okazji przyznaję się - przed sezonem myślałem, że jego nogi nie wytrzymają jak u Grega Odena.
3. Kto powinien dostać nagrodę dla największego postępu sezonu 2010/2011?
Kevin Love (Minnesota Timbewolves)
Przy tej nagrodzie zawsze jest problem. Czy docenić awans z grona gwiazdeczek do roli supergwiazdy, awans z grona solidnych graczy do grona gwiazdeczek, awans z grona mało istotnych rezerwowych do grona solidnych graczy? Ja spojrzałem na sprawę pytając się kto nas najbardziej zaskoczył swoim postępem. Odpowiedż jest niemal oczywista - Kevin Love. Jego seria double-double, jego występ w All-Star Game, jego pamiętne 30+30...
4. Kto powinien dostać nagrodę dla najlepszego obrońcy sezonu 2010/2011?
Dwight Howard (Orlando Magic)
Wybór oczywisty, za którym przemawiają nie tylko liczby. Jeśli ktoś myśli, że Dwight jest tylko maszynką do bloków, to grubo się myli, bo jego obrona 1 na 1 jest bardzo dobra, coraz lepsza. A poza tym - to najlepsza maszynka do bloków ostatnich kilku lat w NBA
5. Kto powinien dostać nagrodę dla najlepszego trenera sezonu 2010/2011?
Doug Collins (Philadelphia 76ers)
Skoro typowałem go przed sezonem i jest w czołówce głosowania, to teraz nie zmienię zdania. 76ers zaczęli rozgrywki od bilansu 3-13, a potem z miesiąca na miesiąc grali coraz lepiej. I to mimo że nie mieli żadnego superstara w swoim składzie. Zajęli 7. miejsce i są nawet tacy, którzy uważają, że nastraszą Miami Heat w pierwszej rundzie. Przed sezonem należałoby to wyśmiać... No dobra, teraz też, ale nieco ciszej :-)
6. Kto powinien dostać nagrodę dla najlepszego rezerwowego sezonu 2010/2011?
Thaddeus Young (Philadelphia 76ers)
Podejrzewałem, że nikt go nie wskaże, a chciałem, żeby się tu znalazł, bo zasługuje na wspomnienie. Momentami drugi najlepszy gracz w 76ers, a statystyki "z ławki" niewiele gorsze od Odoma, który pewnie zdobędzie tę nagrodę.
1. Kto powinien dostać nagrodę dla MVP sezonu 2010/2011?
Chociaż pół roku temu brzmiałoby to dziwnie - Rose jest najlepszym gracz drużyny z najlepszym bilansem rundy zasadniczej. I to gracz mający indywidualnie niesamowity sezon. Średnio co najmniej 25 punktów, 7.5 asysty i 4 zbiórki notowało tylko 6 innych koszykarzy w historii/
2. Kto powinien dostać nagrodę dla najlepszego debiutanta sezonu 2010/2011?
Nie mogło być inaczej i tylko szaleniec mógłby wskazać kogoś innego. Można go nie lubić za zachowanie, można nie doceniać, ale przywitanie z NBA miał tak efektowne, że tę nagrodę po prostu musi zgarnąć. Przy okazji przyznaję się - przed sezonem myślałem, że jego nogi nie wytrzymają jak u Grega Odena.
3. Kto powinien dostać nagrodę dla największego postępu sezonu 2010/2011?
Przy tej nagrodzie zawsze jest problem. Czy docenić awans z grona gwiazdeczek do roli supergwiazdy, awans z grona solidnych graczy do grona gwiazdeczek, awans z grona mało istotnych rezerwowych do grona solidnych graczy? Ja spojrzałem na sprawę pytając się kto nas najbardziej zaskoczył swoim postępem. Odpowiedż jest niemal oczywista - Kevin Love. Jego seria double-double, jego występ w All-Star Game, jego pamiętne 30+30...
4. Kto powinien dostać nagrodę dla najlepszego obrońcy sezonu 2010/2011?
Wybór oczywisty, za którym przemawiają nie tylko liczby. Jeśli ktoś myśli, że Dwight jest tylko maszynką do bloków, to grubo się myli, bo jego obrona 1 na 1 jest bardzo dobra, coraz lepsza. A poza tym - to najlepsza maszynka do bloków ostatnich kilku lat w NBA
5. Kto powinien dostać nagrodę dla najlepszego trenera sezonu 2010/2011?
Skoro typowałem go przed sezonem i jest w czołówce głosowania, to teraz nie zmienię zdania. 76ers zaczęli rozgrywki od bilansu 3-13, a potem z miesiąca na miesiąc grali coraz lepiej. I to mimo że nie mieli żadnego superstara w swoim składzie. Zajęli 7. miejsce i są nawet tacy, którzy uważają, że nastraszą Miami Heat w pierwszej rundzie. Przed sezonem należałoby to wyśmiać... No dobra, teraz też, ale nieco ciszej :-)
6. Kto powinien dostać nagrodę dla najlepszego rezerwowego sezonu 2010/2011?
Podejrzewałem, że nikt go nie wskaże, a chciałem, żeby się tu znalazł, bo zasługuje na wspomnienie. Momentami drugi najlepszy gracz w 76ers, a statystyki "z ławki" niewiele gorsze od Odoma, który pewnie zdobędzie tę nagrodę.
Etykiety:
Blake Griffin,
Derrick Rose,
Doug Collins,
Dwight Howard,
Kevin Love,
koszykówka,
NBA,
Thaddeus Young
środa, 5 maja 2010
Gortat lepszym obrońcą od Howarda?
Tytuł musi prowokować. Jeśli już kogoś sprowokował, to uprzedzam, że nie stawiam tezy, iż Marcin Gortat jest lepszym defensorem od Dwighta Howarda, uznanego najlepszym obrońcą obecnego sezonu NBA. To tylko ciekawa - mam nadzieję - analiza statystyk.
Do oceny defensywy służy nam niewiele podstawowych statystyk - tylko przechwyty i bloki, które nie zawsze odzwierciedlają, jak zawodnik sobie radzi w pod własnym koszem. Takie portale jak np. hoopdata.com tworzą skomplikowane obliczenia na temat obrony. Ja postanowiłem pójść prostą drogą i porównać, jak przeciwko Gortatowi i Howardowi grali ich bezpośredni rywale. Wziąłem pod lupę serię pierwszej rundy play-off NBA z Charlotte Bobcats wygraną 4-0 przez Magików. Na pozycji środkowego w Bobcats grali Tyson Chandler (59 minut), Nazr Mohammed (48 minut), Theo Ratliff (48 minut), Tyrus Thomas (32 minuty) i ... Boris Diaw (5 minut). Poniższe statystyki pokazują zdobycze centrów z Charlotte w momencie pobytu Gortata i Howarda na boisku. Oczywiście nie jest to idealny sposób, bo nie wszystkie rzuty oddawali po akcjach 1 na 1, a przede wszystkim nie są to wirtuozi ofensywy, ale coś te dane jednak pokazują.
Przeciwko Howardowi
Mecz I - 27:50 minut, 2 pkt, 1/6 za 2, 0/1 za 3, 2 przechwyty, zbiórka, asysta, 7 fauli
Mecz II - 28:34 minut, 10 pkt, 5/6 za 2, 2 zbiórki, przechwyt, straty, bloki, 9 fauli
Mecz III - 26:10 minut, 8 pkt, 4/5 za 2, 11 fauli, 1 asysta, 3 zbiórki, 1 blok, 2 straty
Mecz IV - 23:26 minut, 12 pkt, 3/8 za 2, 6/7 za 1, 9 fauli, 4 zbiórki, 1 blok
W sumie rywale: 106 minut, 32 pkt, 13/25 za 2, 0/1 za 3, 6/7 za 1, 36 fauli, 3 przechwyty, 2 asysty, 3 straty, 3 bloki, 10 zbiórek, eval 33
W sumie Howard: 106 minut, 39 pkt, 13/27 za 2, 13/35 za 1, 22 faule, 3 przechwyty, 9 asyst, 13 strat, 20 bloków, 37 zbiórek
Bilans Howarda: +7 w punktach, +27 w zbiórkach
Przeciwko Gortatowi
Mecz I - 20:10 minut, 9 pkt, 4/6 za 2, 3 zbiórki, 2 straty, 1 faul, przechwyt, blok, asysta
Mecz II - 19:26 minut, 6 pkt, 3/6 za 2, 0/1 za 1, 8 zbiórki, blok, 2 straty, asysta, 6 fauli
Mecz III - 21:50 minut, 6 pkt, 2/5 za 2, 2/2 za 1, 0/1 za 3, 4 zbiórki, 3 straty, 1 przechwyt, 1 blok, 5 fauli
Mecz IV - 24:34 minut, 11 pkt, 5/6 za 2, 1/2 za 1, 7 zbiórki, 4 faule, 1 strata, 1 asysta
W sumie rywale: 86 minut, 32 pkt, 14/23 za 2, 0/1 za 3, 3/5 za 1, 16 fauli, 2 przechwyty, 3 bloki, 8 strat, 3 asysty, 22 zbiórki, eval 42
W sumie Gortat: 86 minut, 15 pkt, 6/10 za 2, 3/4 za 1, 9 fauli, 1 przechwyt, 2 bloki, 1 strata, 2 asysty, 21 zbiórek
Bilans Gortata: -17 w punktach, -1 w zbiórkach
Poszczególni gracze:
Chandler:
Minuty 59, Punkty 14, Zbiórki 10, Bloki 3. Przechwyty 2, Straty 4, Faule 16, Za 2 - 6/11, Za 1 - 2/3
Ratliff:
Minuty 48, Punkty 7, Zbiórki 3, Bloki 0, Przechwyty 2, Straty 2, Faule 15, Za 2 - 3/8, Za 1 - 1/2
Mohammed:
Minuty 48, Punkty 24, Zbiórki 8, Bloki 2, Przechwyty 1, Straty 1, Faule 13, Za 2 - 11/19, Za 1 - 2/3
Thomas:
Minuty 32, Punkty 19, Zbiórki 15, Bloki 1, Przechwyty 1, Straty 3, Faule 8, Za 2 - 7/12, Za 1 - 5/6
Diaw:
Minuty 5, Punkty 0, Zbiórki 1, Bloki 0, Przechwyty 0, Straty 1, Faule 2, Za 3 - 0/3
Co możemy wyczytać z tych liczb? Głównie to, że Gortat nie jest aktywny w ataku, ale to już wiemy. Jeśli chodzi o obronę, to można dojść do interesującychwniosków. Howard ma mnóstwo bloków, ale większość z pomocy na niższych graczach, co stwarza niebezpieczeństwo w postaci niepilnowanego środkowego. Ma także o wiele więcej przewinień niż Gortat. A to oznacza, że dużo ryzykuje. I nawet jeśli punkty zdobyte przeciwko obu graczom i skuteczność rywali są podobne, to przecież faule Howarda stwarzają szansę na łatwe punkty z linii rzutów wolnych. Nawet jeśli nie od razu (bo nie są to faule przy rzucie), to jednak w dalszej perspektywie powoduje to, że limit jest przekraczany szybciej. Czyli najlepszy obrońca sezonu "daje" przeciwnikowi więcej punktów niż jego zmiennik? Hmm...
Rzecz jasna jedna seria play-off, na dodatek z takim rywalem, nie jest odpowiednią próbką, ale daje ciekawe obserwacje. Zobaczymy jak to będzie wyglądało przeciwko Alowi Horfordowi i Atlanta Hawks. O nim już nie będzie można powiedzieć, że w ataku grać nie umie.
A może ktoś gdzieś widział takie statystyki z całego sezonu?
Etykiety:
Atlanta Hawks,
Dwight Howard,
koszykówka,
Marcin Gortat,
NBA,
NBA play-off,
Orlando Magic
sobota, 20 marca 2010
Brawo Marcin
Marcin Gortat przyzwyczaił nas, że im bliżej końca sezonu, tym lepsza jest jego dyspozycja. Dwa lata temu zaczynał rozgrywki na końcu ławki, by kilka miesięcy później zasłużyć na krótkie epizody. Rok temu grywał krótko na początku, a w play-off był już kluczowym podkoszowym zmiennikiem.
Teraz wydawało się, że Gortat jest w sytuacji bez wyjścia i "przezimuje" ten sezon. Zza pleców Dwighta Howarda przecież się nie wydostanie niezależnie od tego co się wydarzy. Ale Polak spisuje się w ostatnich spotkaniach tak, jakby go to zupełnie nie obchodziło. Zdarzyły mu się w tym miesiącu nawet dwa mecze, w których był lepszy od podstawowego środkowego Magików. Gra dużo (ponad 20 minut), dobrze, skutecznie, efektownie (dwa razy w Top 5 najlepszych akcji w marcu), świetnie w obronie, o czym przekonał się nawet Tim Duncan. Magic wygrywaja wysoko, a złośliwi sugerują, że dobre statystyki Gortata to zasługa dużej przewagi jego zespołu, która pozwala trenerowi Stanowi Van Gundy'emu na wypuszczenie "słabeuszy" na parkiet. A to nieprawda, bo Gortat bywa ostatnio jednym z tych, którym drużyna zawdzięcza okazałe prowadzenie.
Co to zmienia w jego roli? Nic. W pierwszej piątce nie zagra poza sytuacją, w której Howard przekroczy limit przewinień technicznych (brakuje jednego). Ale i tak - brawo Marcin.
Teraz wydawało się, że Gortat jest w sytuacji bez wyjścia i "przezimuje" ten sezon. Zza pleców Dwighta Howarda przecież się nie wydostanie niezależnie od tego co się wydarzy. Ale Polak spisuje się w ostatnich spotkaniach tak, jakby go to zupełnie nie obchodziło. Zdarzyły mu się w tym miesiącu nawet dwa mecze, w których był lepszy od podstawowego środkowego Magików. Gra dużo (ponad 20 minut), dobrze, skutecznie, efektownie (dwa razy w Top 5 najlepszych akcji w marcu), świetnie w obronie, o czym przekonał się nawet Tim Duncan. Magic wygrywaja wysoko, a złośliwi sugerują, że dobre statystyki Gortata to zasługa dużej przewagi jego zespołu, która pozwala trenerowi Stanowi Van Gundy'emu na wypuszczenie "słabeuszy" na parkiet. A to nieprawda, bo Gortat bywa ostatnio jednym z tych, którym drużyna zawdzięcza okazałe prowadzenie.
Co to zmienia w jego roli? Nic. W pierwszej piątce nie zagra poza sytuacją, w której Howard przekroczy limit przewinień technicznych (brakuje jednego). Ale i tak - brawo Marcin.
Etykiety:
Dwight Howard,
koszykówka,
Marcin Gortat,
NBA,
Orlando Magic
Subskrybuj:
Posty (Atom)





