piątek, 15 stycznia 2010

Oscar Robertson mówi, czyli z czeluści twardego dysku

Oscar Robertson w Polsce był podczas EuroBasketu, a grupka przedstawicieli mogła go wysłuchać. Spisałem to, co powiedział, ale nigdzie tego nie opublikowałem z kilku przyczyn. Pomijając to, że (niestety) nikogo taka legenda nie zainteresowała, to mojego udziału w tej rozmowie było niewiele. Po prostu siedziałem i słuchałem. Pytali (choć większość pytań nie była zbyt wyszukana, a nawet oczywista w przypadku Robertsona) głównie koledzy z zagranicy, bodaj dwa zadał Łukasz Cegliński. Chyba nikt tego w polskich mediach nie wypuścił, więc mam nadzieję, że ŁC się nie obrazi, jeśli zamieszczę pytania i odpowiedzi poniżej:


Co znaczy dla pana wybór do FIBA Hall of Fame i czy można to porównać z podobnym wyróżnieniem w NBA?

OSCAR ROBERTSON (jeden z najlepszych koszykarzy w historii NBA): To na pewno wielki zaszczyt. Od czasu wyboru do Hall of Fame w NBA minęło już sporo czasu i ciężko to porównać. Ale to największa nagroda w międzynarodowej koszykówce jaką można dostać. A międzynarodowa koszykówka bardzo się rozwija i bardzo mnie to cieszy, bo oznacza to, iż ta dyscyplina znaczy wiele nie tylko w USA.

Kojarzy pan nazwiska zawodników spoza USA, przeciwko którym grał pan w trakcie swojej kariery?

Pamiętam wielu z nich, ale ciężko mi teraz wymienić nazwiska. Był taki leworęczny, świetny koszykarz z Jugosławii (Radivoj Korac - przyp. red.), wielu dobrych zawodników z Rosji, taki wysoki Janis Krumins. Graliśmy przeciwko Brazylijczykom, Włochom, Japończykom, to było strasznie dawno temu i konkretnych postaci nie pamiętam.

W sezonie 1961/1962 miał pan jako jedyny zawodnik w historii średnio triple-double - 30.8 pkt, 12.5 zbiórki, 11.4 asysty.

Szczerze mówiąc wtedy kompletnie nie zdawałem sobie z tego sprawy. Dopiero w czasach Magica Johnsona zaczęto więcej o tym mówić i zdałem sobie sprawę, że wiele straciłem. Ale warto zauważyć, że gdy grali Bill Russell czy Wilt Chamberlain nikt nie liczył bloków, a oni mieli ich mnóstwo.

Czy teraz jest możliwe takie osiągnięcie?

Ja byłem obrońcą, rozgrywającym, który miał ustawiać grę, ale wychodziło na to, że musiałem też dużo rzucać. Grałem bardzo długo, prawie całe mecze, po 46-47 minut. Teraz nie wiem, czy awodnicy daliby radę przebywać tak długo na parkiecie. Myślę, że nie mają takiej wytrzymałości. Zobaczcie jak niewielu graczy ma ponad 10 zbiórek na mecz - tylko środkowi. Dwight Howard ma 13, ale to jego główne zadanie i ma 7 stóp wzrostu.

Czym się różni NBA w 1970 roku od tej w 2009?

Przede wszystkim teraz jest więcej zespołów i do ligi trafiają zawodnicy, którzy w college’u mają 7 punktów na mecz. W naszych czasach selekcja była ostrzejsza. 90% graczy w college’u było wybieranych do All-American Team. By dostać się do NBA musiałeś mieć średnio ponad 20 punktów na studiach.

Widzi pan obecnie koszykarza podobnego do pana stylem gry?

Nie wydaje mi się, żeby można porównywać tak zawodników do siebie. Jordan był wielki, Magic był wielki, Kareem Abdul-Jaabar był wielki, LeBron James jest wielki, Dwight Howard też. Ale każdy z nich jest zupełnie inny, ma swój własny styl. Nie wszystko zależy też od predyspozycji, ale także od mentalności i trenerów z jakimi się pracuje i tego, na co ci pozwalają.

Co sprawia, że zawodnika można nazwać wielkim?

To ktoś taki, który potrafi zdobywać punkty, zbierać, podawać, gdy trzeba. Nie można tego dokładnie zdefiniować, podać jakichś kryteriów. Problem obecnych czasów jest taki, że jeśli ktoś nie umie wsadzać, to nie jest według widzów wielki. A ktoś inny może kompletnie nie potrafić grać, ale świetnie pakować i już jest drugim wcieleniem Jezusa.

Dlaczego Amerykanie ciągle mają najlepszych koszykarzy na świecie?

Wszystko z powodu rywalizacji na wczesnych szczeblach kariery. W USA są teraz tysiące szkół średnich, w których zawodnicy grają poważne mecze jako nastolatkowie i zdobywają doświadczenie. I widzą, że Shaq czy LeBron zarabiają 20 miliony dolarów na rok. Kazdy by tyle chciał.

To skąd się wzięły porażki reprezentacji USA na MŚ czy igrzyskach?

Bo w składzie nie byli najlepsi. Był Allen Iverson, ale żadnych innych wielkich gwiazd. Komisarz David Stern stwierdził w końcu – panowie, obudźcie się. Teraz już nie będzie tak łatwo, bo razem zagrają Kobe Bryant, Dwyane Wade, LeBron James, Dwight Howard. Dwaj ostatni byli wcześniej w kadrze, ale teraz są zupełnie innymi graczami. W Pekinie Hiszpania była blisko USA, ale nie o to chodzi. Możesz być blisko, ale co z tego, skoro przegrywasz? Są gracze, jak Kobe, którzy wiedzą kiedy trafiać najważniejsze rzuty i nie pozwolą ci zwyciężyć. A w przyszłości chce zagrać też Kevin Garnett. To pokazuje, że Amerykanom teraz zależy zdecydowanie bardziej.

Kogo lubi oglądać pan teraz na parkiecie?

LeBrona, Kobego Bryanta i wielu innych. Najbardziej cieszą mnie jednak nie indywidualne popisy, ale dobra współpraca zespołu, akcje całej drużyny.

Skąd się wzięła moda na pseudonimy dla gwiazd NBA – pana nazwano Big-O, Earvina Johnsona – Magikiem, Julius Ervinga – Doctorem J i tak dalej.

Mój wymyślił jakiś dziennikarz, gdy byłem jeszcze w college’u. A pozostałe powstały zdecydowanie później. Ja byłem pierwszy (śmiech)

Co dała panu koszykówka?

Koszykówka była całym moim życiem. Gdy dorastałem, nie miałem zbyt dużo pieniędzy, a moi rodzice się rozwiedli. W tamtych czasach jako czarnoskóry mogłeś robić wiele różnych złych rzeczy z powodu sytuacji rasowej, ale ja pozostałem w swojej okolicy i grałem w koszykówkę.Wiedziałem, że tylko tak mogę coś osiągnąć. Obecnie jest inaczej. Dzieciaki zajmujące się basketem nie mają takich trudnych warunków i nie mają woli, by trenować i poprawiać swoje umiejętności i przede wszystkim, by wygrywać. Jeśli dorastasz biedny i grasz codziennie z sąsiadami w baseball, koszykówkę, football, ta chęć rywalizacji przychodzi sama.

A co pan sądzi o graczach, którzy bardzo wcześnie, jako nastolatkowie trafiają do NBA?

Nie wiem czy to dobre dla nich. Spójrzcie na tego Ricky’ego Rubio. Dobrze, że został w Europie, bo dla niego byłoby za wcześnie. Problem jest w tym, że nie jest wystarczająco silny fizycznie. Okej, ma wielkie umiejętności, ale w NBA każdy umie to, co on. Musi być silniejszy.

Był pan kiedyś w Polsce?

W latach 60-tych byliśmy tutaj i rozegraliśmy kilka spotkań w Polsce, a potem Jugosławii, Rumunii i Egipcie. W Polsce rozegraliśmy 6-7 spotkań, pamiętam, że byliśmy w Krakowie, ale więcej nazw teraz nie potrafię wymienić.

wtorek, 29 grudnia 2009

Ile punktów zdobył Pluta?

Mariusz Bacik i Andrzej Pluta mają dzisiaj szansę po raz kolejny przejść do historii. Ten pierwszy może awansować na czwarte miejsce w klasyfikacji najlepszych strzelców w historii naszej ekstraklasy i tu nie ma żadnych wątpliwości co do jego zdobyczy. Ma 8660 punktów i jeśli rzuci 11 w meczu Polonii Warszawa z AZS-em Koszalin, to wyprzedzi i Macieja Zielińskiego i Mieczysława Młynarskiego.

Większy problem jest z Plutą. Według oficjalnych danych Polskiej Ligi Koszykówki (ogłoszonych w ubiegłym sezonie) oraz prywatnych obliczeń Adama Romańskiego ma obecnie 7986 punktów. Pluta twierdzi, że prowadzi obliczenia w zeszycie i ma 7996 punktów. Tak czy siak dzisiaj może przekroczyć 8000 w meczu z Polonią 2011 Warszawa. Jeśli rzuci więcej niż 14 lub mniej niż 4 to sprawa będzie jasna. A jeśli zdobędzie 8? Czy to będzie historyczny mecz? Kto ma rację, a kto źle policzył? I czy w ogóle możemy to sprawdzić na 100%?

poniedziałek, 28 grudnia 2009

poniedziałek, 21 grudnia 2009

Top 10 NBA zagrań nieistotnych

Ile zagrań z parkietów ligi NBA utkwiło wam w pamięci, chociaż tak naprawdę nie miały większego znaczenia dla losów sezonu, serii czy nawet meczu? Zapewne mnóstwo. Dlaczego? Zazwyczaj dlatego, że nikt inny nie wykonał podobnej akcji albo ze względu na nietypowość zagrania dla tego konkretnego gracza. Ja wybrałem swoje Top 10 "nieistotnych zagrań":

10. Qyntel Woods



9. Shaq O'Neal (zaczyna się od o:15)



8. Zoran Planinić



7. Isaiah Rider



6. Michael Jordan



5. Shaq O'Neal



4. David Vaughn i Michael Jordan



3. Mark Jackson (zaczyna się od 1:50)



2. Jason Williams



1. Allen Iverson



A na deser coś czego w NBA nie wymyślili nawet New York Knicks w czasach "największej głupoty" - Courtney Eldridge i Aaron Pettway:

sobota, 19 grudnia 2009

Sixers zdobyli Boston

Udało się i to bez lekko kontuzjowanego Allena Iversona. Philadelphia 76ers pokonali Celtics w Bostonie 98:97. Andre Iguodala pudłował przez 2,5 kwarty, w trzeciej i szczególnie czwartej miał kilka znakomitych zagrań. Ale rządzili dwaj inni panowie:

Marreese Speights w poprzednim meczu z Cleveland Cavaliers wrócił po ponad miesięcznej przerwie i potwierdza znakomitą dyspozycję z początku sezonu. Przeciwko Kawalerzystom miał 14 punktów i 4 zbiórki, teraz 17 punktów oraz 10 zbiórek, w tym 9 i 6 w ostatniej kwarcie. Dla mnie jeden z kandydatów do nagrody Most Improved Player. 7 sekund przed końcem oddał rzut na zwycięstwo nad Kendrickiem Perkinsem, spudłował, ale dobił ten pan:
Elton Brand. Dla 30-latka ten sezon to wzloty i upadki i tym razem był zdecydowanie w górze. 23 punkty to najlepszy wynik w obecnych rozgrywkach. I nie przeszkadzało rozpoczęcie meczu na ławce rezerwowych, na co narzekał wcześniej.
Brawo.

PZKosz sobie robi jaja

Polski Związek Koszykówki czasem działa lepiej, czasem gorzej. Jak każda organizacja. Czasami można prezesa Romana Ludwiczuka krytykować, innym razem należy go pochwalić. Ale procedura wyboru szkoleniowca kadry koszykarzy nie jest tylko zła czy godna krytyki. To po prostu jakieś jaja.

PZKosz ogłosił konkurs na trenera męskiej i żeńskiej reprezentacji Polski. A jeśli jest konkurs, to zazwyczaj jest zwycięzca tego konkursu. Nie tym razem. Komisja oceniająca nie zarekomendowała żadnego z 11 (10?, 12? - ilu było ich oficjalnie?) zgłoszonych kandydatów. W uzasadnieniu można było usłyszeć, że trener kadry powinien mieć aktualne doświadczenie na europejskim poziomie i musi mieć "znane nazwisko w Europie". Komisja zapowiedziała, że rekomenduje listę swoich kandydatur.

To ja się pytam w takim razie - dlaczego w ogłoszeniu o konkursie nie było napisane nic o aktualnym doświadczeniu na europejskim poziomie? A zresztą nawet jeśli byłoby, to czy w PZKosz ktokolwiek naprawdę liczył, że trener ze "znanym nazwiskiem w Europie" wyślę pocztą lub e-mailem CV, plan pracy z kadrą i inne dokumenty? Nawet Antanas Sireika i Slobodan Subotić wyrazili ponoć tylko chęć trenowania reprezentacji. A co dopiero trenerzy, którzy aktualnie mają do czynienia "z europejskim poziomem".

Taki Joan Plaza (w poprzednich latach Real Madryt, teraz Cajasol Sewilla) też nie wysłał zgłoszenia, po prostu dał swojemu agentowi zielone światło na rozmowy z PZKosz i potwierdził, że słyszał o takiej propozycji. Z tego wynika, że propozycja ze strony PZKosz była w jego stronę wystosowana. To akurat jak najbardziej słusznie, bo tak należy szukać trenera, należy samemu wychodzić z inicjatywą. Tylko skoro propozycja dla Plazy była - i to zanim minął termin zgłaszania kandydatur do konkursu - to po co ta farsa w postaci konkursu? I dlaczego prezes Ludwiczuk mówi, że "jeżeli na liście komisji będzie trener Plaza, to najprawdopodobniej z nim będziemy się kontaktowali"?

I druga sprawa "związkowa" z ostatnich dni.

"Trener roku 2009, Koszykarska osobowość roku, Drużyna roku - objawienie roku 2009, Najlepszy młodzieżowy klub 2009, Miasto partner koszykówki męskiej 2009, Miasto partner koszykówki kobiecej 2009, Najlepszy sponsor roku w PLK, Najlepszy sponsor roku w PLKK, Najlepszy sponsor koszykówki młodzieżowej, Sponsor PZKosz, Partner medialny."

To lista kategorii, w których PZKosz wręczy nagrody za 2009 rok. Sam pomysł gali nie jest głupi. Ale termin jej ogłoszenia (niecały tydzień przed), godzina jej organizowania (gala o 13.00???) i kategorie to znowu pomyłka. Mogliśmy wyróżnić najlepszych koszykarzy, koszykarki, graczy na poszczególnych pozycjach, a będzie poklepywanie się po plecach działaczy i sponsorów. Cóż.

wtorek, 8 grudnia 2009

Iverson wrócił

Wrócił. Allen Iverson ponownie zagrał w koszulce Philadelphia 76ers.


Jeśli ktoś miał wątpliwości czy AI będzie zależało na grze w 76ers, to chyba już nie ma. Debiut był przeciętny (11 punktów, 4/11 z gry, 5 zbiórek i 6 asyst) i przegrany 93:103 z Denver Nuggets, ale kilka wniosków można wyciągnąć.

1. Jego obecność działa bardzo motywująco na kolegów - Andre Iguodala i Samuel Dalembert byli mocno nabuzowani. Sammy po 17 minutach miał już 6 bloków! Iguodala w pierwszej kwarcie 14 punktów.
2. Jego forma fizyczna pozostawia wiele do życzenia i na pewno będzie z tym lepiej. Pytanie brzmi: o ile lepiej i w jakim tempie będą postępy?
3. Bez Lou Williamsa i Maurice'a Speightsa Sixers mają bardzo wąski skład, tym bardziej, że kontuzjowany jest też Jrue Holiday. Sixers stracili prowadzenie i pozwolili Nuggets odskoczyć na przełomie 3. i 4. kwarty, gdy na parkiecie była rezerwowa piątka. Trener Eddie Jordan zdecydowanie szybciej zrobić powrotne zmiany.
4. Jeśli Sixers nie odniosą sukcesu sportowego, to na pewno marketingowy. Fans still love him.

W środę mecz z kolejną byłą drużyną Iversona - Detroit Pistons. Wygrają?

piątek, 20 listopada 2009

Hej Stal! Hej Śląsk!

Oficjalnie to nie derby, ale przez ostatnie ponad 10 lat mecze tych ekip w ekstraklasie zawsze wywoływały emocje. Teraz spotkają się w II lidze. Niestety...

Już jutro Stal podejmie w Ostrowie Wielkopolskim Śląsk Wrocław. Gospodarze z bilansem 1-5 są na 12. miejscu w grupie B, goście z takim samym na 13. pozycji. Zwycięzca odbije się od dna. Od kogo to odbicie będzie zależało? W Stali najskuteczniejsi na razie są Marcin Dymała (18,8 punktu, 4,5 zbiórki i 3,3 asysty) oraz Grzegorz Małecki (14 punktów przeciętnie w trzech meczach, pamięta mecze Stal - Śląsk w ekstraklasie, a teraz - mam nadzieję, że chwilowo - wylądował w II lidze). W Śląsku jedyny gracz, który ma dwucyfrową średnią to Jan Zalewski (14,8 punktu). 9,7 punktu oraz 6,7 zbiórki ma Jakub Parzeński, syn Dariusza, legendy Stali i Śląska. Oprócz Małeckiego w PLK przeciwko Śląskowi grał jeszcze pod koniec XX wieku Łukasz Ptak. W Śląsku nikt nie ma doświadczeń z ekstraklasy. Kto wygra? Zobaczymy. A kto wygrywał do tej pory? "Odrobina" wspomnień:

Sezon 1998/1999:

Runda zasadnicza 5.09.98r. Zepter Śląsk Wrocław - Stal Ostrów Wlkp. 78-56 (42-31)
Runda zasadnicza 19.12.98r. Stal Ostrów Wlkp. - Zepter Śląsk Wrocław 66-69 (30-31)

Sezon 1999/2000:

Runda zasadnicza 7.11.99r. Wega Stal Ostrów Wlkp. - Zepter Śląsk Wrocław 65-67 (36-37)
Runda zasadnicza 4.03.00r. Zepter Śląsk Wrocław - Wega Stal Ostrów Wlkp. 71-60 (35-30)

Półfinał play-off 11.04.00r. Zepter Śląsk Wrocław - Wega Stal Ostrów Wlkp. 95-69 (45-34)
Półfinał play-off 12.04.00r. Zepter Śląsk Wrocław - Wega Stal Ostrów Wlkp. 89-51 (46-27)
Półfinał play-off 15.04.00r. Wega Stal Ostrów Wlkp. - Zepter Śląsk Wrocław 61-74 (31-33)



Sezon 2000/2001:

Runda zasadnicza 11.10.00r. Zepter Śląsk Wrocław - Degusta Malfarb Stal Ostrów Wlkp. 89-71 (52-32)

Runda zasadnicza 20.03.01r. Degusta Malfarb Stal Ostrów Wlkp. - Zepter Idea Śląsk Wrocław 66-73 (27-44)

Sezon 2001/2002:

Runda zasadnicza 27.10.01r. Gipsar Stal Ostrów Wlkp. - Idea Śląsk Wrocław 81-87 (40-46)
Runda zasadnicza 10.02.02r. Idea Śląsk Wrocław - Gipsar Stal Ostrów Wlkp. 97-86 (39-32,79-79)

Szóstki 16.03.02r. Idea Śląsk Wrocław - Gipsar Stal Ostrów Wlkp. 94-79 (41-41)

Szóstki 7.04.02r. Gipsar Stal Ostrów Wlkp. - Idea Śląsk Wrocław 69-84 (38-44)
Półfinał play-off 28.04.02r. Idea Śląsk Wrocław - Gipsar Stal Ostrów Wlkp. 98-73 (41-39)
Półfinał play-off 29.04.02r. Idea Śląsk Wrocław - Gipsar Stal Ostrów Wlkp. 73-62 (33-31)
Półfinał play-off 4.05.02r. Gipsar Stal Ostrów Wlkp. - Idea Śląsk Wrocław 86-72 (40-41)
Półfinał play-off 5.05.02r. Gipsar Stal Ostrów Wlkp. - Idea Śląsk Wrocław 74-91 (43-41)

Sezon 2002/2003:

Runda zasadnicza 26.10.02r. Idea Śląsk Wrocław - Gipsar Stal Ostrów Wlkp. 85-75 (31-39)

Runda zasadnicza 8.02.03r. Gipsar Stal Ostrów Wlkp. - Idea Śląsk Wrocław 90-69 (43-38)




Szóstki 12.03.03r. Gipsar Stal Ostrów Wlkp. - Idea Śląsk Wrocław 79-95 (38-42)
Szóstki 12.04.03r. Idea Śląsk Wrocław - Gipsar Stal Ostrów Wlkp. 102-100 (39-46)


Sezon 2003/2004:

Runda zasadnicza 11.10.03r. Gipsar Stal Ostrów Wlkp. - Idea Śląsk Wrocław 79-73 (42-36)
Runda zasadnicza 11.01.04r. Idea Śląsk Wrocław - Gipsar Stal Ostrów Wlkp. 91-69 (49-34)

Sezon 2004/2005:

Runda zasadnicza 6.11.2004r. Gipsar Stal Ostrów Wlkp. - Deichmann Śląsk Wrocław 75-97 (28-50)
Runda zasadnicza 5.02.2005r. Deichmann Śląsk Wrocław - Gipsar Stal Ostrów Wlkp. 80-89 (37-48)




Sezon 2005/2006:

Runda zasadnicza 26.11.2005r. Gipsar Stal Ostrów Wlkp. - Śląsk Wrocław 77-69 (46-36)
Runda zasadnicza 11.03.2006r. Śląsk Wrocław - Gipsar Stal Ostrów Wlkp. 58-60 (34-25)







Sezon 2006/2007:

Runda zasadnicza 2.12.06r. Gipsar Stal Ostrów Wlkp. - Bergson Śląsk Wrocław 82-79 (53-38)
Runda zasadnicza 17.03.07r. ASCO Śląsk Wrocław - Gipsar Stal Ostrów Wlkp. 82-72 (46-28)




Sezon 2007/2008:

Runda zasadnicza 16.11.07r. ASCO Śląsk Wrocław - Atlas Stal Ostrów Wlkp. 94-62 (46-32)
Runda zasadnicza 16.02.08r. Atlas Stal Ostrów Wlkp. - ASCO Śląsk Wrocław 73-64 (26-30)
Ćwierćfinał 16.04.08r. ASCO Śląsk Wrocław - Atlas Stal Ostrów Wlkp. 80-85 (32-41, 75-75)
Ćwierćfinał 17.04.08r. ASCO Śląsk Wrocław - Atlas Stal Ostrów Wlkp. 84-75 (46-39)
Ćwierćfinał 20.04.08r. Atlas Stal Ostrów Wlkp. - ASCO Śląsk Wrocław 63-71 (27-30)
Ćwierćfinał 21.04.08r. Atlas Stal Ostrów Wlkp. - ASCO Śląsk Wrocław 75-85 (39-53)


Sezon 2008/2009:

Runda zasadnicza 27.09.08r. Atlas Stal Ostrów Wlkp. - Basco Śląsk Wrocław 84-77 (41-44) (mecz anulowany, Śląsk wycofał się z rozgrywek.



W sumie 31 meczów - 8 wygranych Stali, 23 wygrane Śląska. A jak będzie 21 listopada 2009?

wtorek, 10 listopada 2009

Jacy są Sixers 09/10?

Praktycznie każda osoba interesująca się koszykówką ma swoją ulubioną drużynę NBA. Można nie kibicować nikomu w polskiej lidze, ale na NBA nikt nie pozostaje obojętny. No dobra, przesadziłem, bo sam mam jednego kolegę, który wygibasy zza oceanu ma ogólnie w nosie i właściwie obchodzą go tam tylko Stojakovicie, Pavlovicie i inne -icie z Bałkanów. Uznajmy więc, że 99% kibiców koszykówki ma swój zespół NBA. Mój numer 1 to Philadelphia 76ers., co zresztą wielokrotnie wyrażałem na tym blogu.

Jak można się domyślać (albo i nie) zamiłowanie do 76ers wzięło się od Allena Iversona, ale nie oznacza to, że po jego odejściu porzuciłem Szóstki. W ostatnich play-offach byłem w trudnej sytuacji - z jednej strony moja ekipa, z drugiej Orlando Magic i Polak Marcin Gortat. Mam nadzieję, że już nie będzie takich dylematów :-)

Jacy są Sixers 2009/2010? Teoretycznie personalnie słabsi niż kilka miesięcy temu, bo przecież latem zespół opuścił jeden z liderów, podstawowy rozgrywający Andre Miller, a w jego miejsce nikogo nie pozyskano. Ale w Filadelfii jest grupach młodych rozwijających się z sezonu na sezon graczy, co rodzi nadzieję, że i w tym sezonie będzie play-off. O kim mówię? Przede wszystkim Louis Williams oraz Thaddeus Young, a wygląda na to, że także Marreese Speights i Jason Smith.

Dwaj pierwsi to gracze wyjściowej piątki wraz z Andre Iguodalą, Eltonem Brandem i Samuelem Dalembertem. Trochę się ona zmieniła. Williams, ubiegłoroczny rezerwowy zastąpił Millera, a wracający po kontuzji Brand rzucającego obrońcę Williego Greena - Iguodala z Youngiem przesunęli się z pozycji 3/4 na 2/3. Wspomniany Green i Williams to gracze, których warto porównać. Obaj zaczynali jeszcze w "czasach Iversona". Willie był wtedy kreowany na jego następcą, Lou przesiadywał na ławce rezerwowych i często w ogóle nie wychodził na parkiet. Po odejściu AI obydwaj zaczęli dostawać więcej minut i robić postępy. Green zatrzymał się w rozwoju dwa lata temu, Williams jest coraz lepszy. Z sezonu na sezon ma systematycznie więcej minut, punktów, zbiórek, asyst. Cztery lata temu było to odpowiedno 4.8, 1.9, 0.6, 0.3. Obecnie - 34.4, 15, 4.5 i 4.9. Young, uniwersalny leworęczny skrzydłowy miał świetne poprzednie rozgrywki grając dużo jako "czwórka". Wszystko przez to, że w styczniu zakończył się sezon dla Branda. Teraz Młody Tadeusz nie ma już takiej przewagi szybkości nad bezpośrednimi rywalami i może dlatego jego liczby są nieco mniej okazałe.

Jeśli już wspomniałem Branda, to szczerze przyznaję, że po kontuzji już go skreśliłem i nie bardzo wierzyłem, że wróci na parkiet w dobrej dyspozycji. Cóż, nie gra rewelacyjnie, do najlepszych lat mu brakuje sporo, jest trochę misiowaty, ale ma 10 pkt i 6 zbiórek na mecz. Wystarczy, by zasłużyć na starting five u boku Samuela Dalemberta, który jest klasycznym filadelfijskim środkowym, królem bloków - jak dawniej Dikembe Mutombo i Theo Ratliff.


Co z rezerwami? Znakomity sezon ma drugoroczniak Speights. Już jako debiutant zaskakiwał w pojedynczych meczach i pojedynczymi zagraniami, a teraz gra świetnie na codzień. Ostatniej nocy rzucił 20 punktów Phoenix Suns ogrywając w czwartej kwarcie raz za razem Amare Stoudemire'a. Średnio ma 14.4 punktu i 6.9 zbiórki. Speights radzi sobie mimo, że jego warunki fizyczne i styl gry oparty w dużej mierze na rzutach z półdystansu bardziej przypominają pozycję silnego skrzydłowego, a gra głównie jako środkowy. Rolę zmiennika na pozycji nr 4 pełni bowiem Jason Smith - biały, wysoki, dobrze rzucający z półdystansu i niezły obrońca. Na ławce jest jeszcze miejsce dla wspomnianego Greena, pozyskanego latem króla trójek Jasona Kapono, Rodneya Carneya i dwójki rozgrywających. Carney wrócił po rocznym pobycie w Minnesota Timberwolves, ale dostaje mało minut i mało zaufania od trenera (chociaż akurat przeciwko Suns był w decydujących momentach na boisku). A rezerwowi rozgrywający to największy problem 76ers. Royal Ivey to gracz, który przez 6 sezonów w NBA nie wybił się poza rolę mało istotnego zmiennika i tylko na taką zasługuje niestety. Jrue Holiday to debiutant, jedyny w tegorocznej ekipie z Pensylwanii i przed meczem z Suns powiedziałbym, że pewnie przesiedzi sezon na ławie. Ale niespodziewanie zagrał 15 minut i wypadł przyzwoicie. Zdobył 8 punktów, rozdał kilka asyst. Pokazał, że nie należy go skreślać. Zresztą przecież Lou Williams w pierwszym sezonie był właśnie trzecią, nieużywaną "jedynką".

Last but not least (a wręcz przeciwnie) - czyli Iguodala. W tym sezonie, gdy nie ma Millera jest zdecydowanie najważniejszą opcją w ofensywie 76ers i dowiemy się, czy jest w stanie być franchise playerem. Poprzednie play-offy przeciwko Magic miał bardzo dobre, teraz też nie zawodzi. W ostatnim sezonie zaliczył kilka buzzer-beaterów, teraz też pokazywał, że potrafi być skuteczny w kluczowych chwilach. Poprawił zdobycze punktowe do 20 (z 18.8) i zbiórki do 6.5 (z 5.7). Co ciekawe pogorszyła mu się statystyka asyst, która w jego przypadku jest dość istotna. AI2 (jak go nazywają) ma oczy dookoła głowy, grywa czasami jako point forward, świetnie radzi sobie z podwojeniami i coraz lepiej rzuca z dystansu oraz półdystansu (obecnie ma najlepsze procenty za 2 i za 3 w całej karierze), chociaż nadal wykorzystuje swoją szybkość połączoną z siłą do wbijania się w obronę rywali. A na dodatek jest szalenie efektowny. Jego monster wsady były dwa razy w Top 10 w tym sezonie. Z czym wam się to kojarzy? Mniej nakoksowana wersja LeBrona?:)

Na co stać Sixers? Przy osłabieniach play-offy będą sukcesem, tym bardziej, że kilka ekip na Wschodzie walczących o ósemkę (Pistons, Raptors, Wizards, Bucks) znacznie się wzmocniło. W przeciwieństwie do Szóstek. A może inni ich kibice uważają inaczej?

niedziela, 1 listopada 2009

Symboliczny stołeczny antymecz

Narzekam ostatnio na polską ligę i to ostro. Ale są powody. "Świetnym" był chociażby piątkowy mecz w Warszawie. A raczej antymecz.

Polonia wygrała z Energą Czarnymi 65:61 po meczu na katastrofalnym poziomie. Nasuwają się porównania ze spotkaniem tych samych ekip w poprzednim sezonie. Polonia zwyciężyła 100:95. Niby i teraz i wtedy było sporo emocji, a losy zwycięstwa ważyły się do ostatnich chwil. Wtedy były dwie dogrywki, teraz obyło się bez dodatkowych części, ale nie w tym rzecz. Po 40 minutach w poprzednim sezonie był wynik 73:73, czyli niewiele wyższy niż przedwczoraj.

Jaka jest największa różnica? Emocje w ostatni piątek brały się z tego, iż obie ekipy zafundowały festiwal błędów i nieudolnych zagrań. Niecałe dwanaście miesięcy temu zespoły prześcigały się nie w pomyłkach, ale udanych akcjach. Nie chodzi tylko i wyłącznie o procentową skuteczność. Można mieć niską, ale niech to będą pudła wynikające ze świetnej obrony rywala, a nie bezskuteczne próby trafienia sam na sam z obręczą w wykonaniu zawodnika X czy airballe zza łuku niepilnowanego zawodnika Y. Na ostatnim EuroBaskecie w meczu o 3. miejsce Grecja ograła Słowenię 57:56, ale nikt z widzów nie oceni tej konfrontacji jako pokaz nieudolności (nazywany w żargonie polskiego środowiska koszykarskiego "typowym meczem walki"). Nie wymagam od naszych ligowców takiego poziomu gry i defensywy, lecz nawet w PLK przykładowi Andrej Urlep czy Saso Filipovski pokazywali, że można rzucać mało, a grać fajnie...