Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Roman Ludwiczuk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Roman Ludwiczuk. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 30 stycznia 2011

Nie dla Ludwiczuka...

...powiedziało nasze środowisko koszykarskie. Wynik wyborów na stanowisko prezesa: Grzegorz Bachański (z prawej) 129 głosów, Roman Ludwiczuk (z lewej) 99 głosów.


Ogłaszam konkurs na podpis pod powyższe zdjęcie. Nagród brak :-)

piątek, 28 stycznia 2011

Ludwiczuk to człowiek, który...

29 stycznia, godz. 11, Centrum Olimpijskie w Warszawie. Delegaci z całego kraju wybiorą nowego prezesa PZKosz. Jednym z dwóch kandydatów jest Roman Ludwiczuk, rządzący związkiem w latach 2006-2010.

fot. Gazeta.pl
To człowiek, który:

- w 2006 roku załatał dziurę w budżecie PZKosz (ponad 5 milionów złotych), ale ostatnią kadencję zaczynał od zera
- manipuluje faktami, bo w bilansie swoich rządów nie uwzględnił wspomnianych zaległości z 2006 roku, a jako szacowaną stratę w 2010 roku podał milion złotych, chociaż już w momencie publikacji sprawozdania była ona dwukrotnie wyższa
- chwali się sukcesami grup młodzieżowych, a poza męskim rocznikiem 1993 (4. miejsce na ME, 2. miejsce na MŚ) żaden inny nic wielkiego nie osiągnął. A np. męska kadra do lat 20 nie potrafi wygrzebać się z Dywizji B
- kierując związkiem stosował autorytarne rządy i bał się powierzyć nawet drobne sprawy w ręce fachowców
- boi się brać odpowiedzialność za złe decyzje, czego przykładem jest np. zwalanie winy na dziennikarzy i "opinię publiczną" za zatrudnienie Igora Griszczuka na stanowisku trenera kadry
- mówi, że przywróci modę na basket, ale przez cztery lata tego nie uczynił
- przez cztery lata nie zaproponował zmian w systemie rozgrywek młodzieżowych, który według opinii większości trenerów powoduje mnóstwo meczów do jednego do kosza, które nie dają nic utalentowanej młodzieży
- był autorem przepisu o konieczności gry zawodnika z rocznika 1986 w drugiej kwarcie meczu PLK. Ci koszykarze według jego słów mieli poprowadzić naszą kadrę na igrzyskach w Londynie w 2012 roku
- w 2009 roku zafundował nam kilkumiesięczną "szopkę" z wyborem trenera kadry seniorów
- jest bohaterem tzw. "afery wałbrzyskiej", w której nie szczędząc wulgaryzmów nakłaniał jednego z lokalnych polityków do poparcia swojego kandydata na prezydenta
- po powyższych wydarzeniach stracił polityczne poparcie Platformy Obywatelskiej
- udowadniał, że ma kontakty biznesowe, ale jednocześnie często pali za sobą mosty. Nie wiadomo, jak na jego kontakty wpłynęła afera wałbrzyska
- bał się wystąpień publicznych przed wyborami w PZKosz, a do udzielania wywiadów drogą e-mailową zatrudnił agencję PR-ową
- we władzach PZKosz widzi miejsce m.in. dla Janusza Wierzbowskiego, byłego prezesa PLK
- przeforsował pomysł przeprowadzenia wyborów w PZKosz dopiero teraz, co sprawiło, że przez blisko trzy miesiące zwiazek nie miał władz. Ludwiczuk upierał się, że to on rządzi, a tymczasem Ministerstwo Sportu i Turystyki wysłał upomnienie do PZKosza potwierdzając, że stowarzyszenie nie ma organów. W związku z tym m.in. MSiT nie zatwierdziło przedstawionych przez PZKosz planów kadr młodzieżowych na 2011 rok, a PZKosz nie może ubiegać się o resortowe pieniądze na szkolenie młodzieży
- kiepsko radzi sobie z językiem angielskim
- twierdził, że rozmawiał ze Svetislavem Pesiciem o prowadzeniu polskiej kadry, podczas gdy Serb nic o tym nie wiedział
- prowadził kampanię wyborczą obiecując stanowiska i imprezy. Według informacji z całego kraju tegoroczne mistrzostwa Europy do lat 18 ma ponoć "dostać" kilka różnych miast
- zorganizował losowanie młodzieżowych mistrzostw Europy w Krakowie, gdzie nie ma wielu reprezentantów, nie pojawiło się wielu przedstawicieli mediów i nie odbędzie się turniej. Ale małopolski OZKosz ma głosy w wyborach
- grozi ludziom popierającym jego kontrkandydata, że gdy wygra wybory, to się z nimi rozliczy
- zaproponował porządek zjazdu wyborczego, w którym najpierw odbędą się wybory prezesa, a dopiero potem dyskusja
- rządzi związkiem, który nie potrafił zawiesić za zaległości finansowe byłego klubu prezesa Górnika Wałbrzych, a w przypadku mniejszych problemów zawiesił GKS Tychy
- chwali się, że "załatwił" Polsce awans kuchennymi drzwiami na EuroBasket 2011, podczas, gdy powiększenie liczby uczestników nie było jego inicjatywą
- twierdzi, że o dobrym stanie polskiej koszykówki świadczy to, że Michał Ignerski i Marcin Gortat grają w tych samych klubach co Allen Iverson, Steve Nash i Vince Carter
- nie jest pozytywnie oceniany przez czołowych polskich koszykarzy
- ma "słabą pamięć"

Czy to dobry kandydat? Oceńcie sami.

Ludwiczuk - kłamstwo czy słaba pamięć?

Kilka dni temu pisałem w Przeglądzie Sportowym o upomnieniu z Ministerstwa Sportu i Turystyki dla Polskiego Związku Koszykówki. Sprawę badałem już od listopada, gdy zakończyła się kadencja zwiazku. Roman Ludwiczuk cały czas twierdził, że nadal władza jest w jego rękach.

Tymczasem dzisiaj ze zdumieniem przeczytał część tekstu Szczepana Radzkiego z Gazety Wyborczej

Co ciekawe, w listopadzie 2010 roku w wypowiedzi dla "Przeglądu Sportowego" Ludwiczuk konsekwentnie twierdził, że skoro nie było wyboru nowych władz PZKosz, nadal rządzą stare, a on jest prezesem. Podobnie mówił w minionym tygodniu w wywiadzie udzielonym "Gazecie". Wówczas Ludwiczuk powoływał się na posiadane opinie napisane przez wybitnych prawników.

- Nie pamiętam, czy "Przeglądowi Sportowemu" tak powiedziałem, czy nie - zaznacza Ludwiczuk. - Nie wiem, czy jest to wypowiedź autoryzowana, ale sądzę, że nie jest. Poza tym pochodzi z 19 listopada, a moja wiedza mogła nie być w tym momencie kompletna. Prawda jest taka, że od dnia 6 listopada, wyłączając sfinansowanie Pucharu Polski, nie podjąłem żadnych decyzji jako prezes PZKosz. Podpisane przeze mnie umowy były podpisywane przez Romana Ludwiczuka, szefa komitetu organizacyjnego EuroBasket 2011, a nie prezesa PZKosz - podkreśla.

Panie Romanie, autoryzował pan tamtą wypowiedż. Poniżej załączam screen e-maila.

poniedziałek, 13 grudnia 2010

Nowy PZKosz to nie my

Krótki wpis wyjaśniający.

W sobotę dostałem e-maila (cała treść poniżej) z adresu nowy.pzkosz@gmail.com z linkami do dwóch tekstów na stronie internetowej Przeglądu Sportowego (www.sports.pl). Podobny e-mail trafił ponoć do wielu innych osób ze środowiska koszykarskiego, a od kilku słyszałem sugestie, że to ktoś z PS stoi za tą akcją.

W związku z tym wyjaśniam: nie ja rozsyłałem te e-maile i (z tego co mi wiadomo) nie zrobił tego nikt z naszej redakcji.

Nowy PZKosz to nie my.

Treść e-maila:

Przegląd Sportowy: Były prezes Ludwiczuk

Polski Związek Koszykówki nie ma władz, ale w jego siedzibie nie pojawi się kurator - stwierdzili w Ministerstwie Sportu i Turystyki. Nie oznacza to, że resortowi urzędnicy uważają, iż nie ma podstaw, by wystąpić o wprowadzenie kuratora. Nie będzie go tylko dlatego, że do wyborów nowego zarządu pozostało zbyt mało czasu (niespełna dwa miesiące), by sąd zdołał zająć się sprawą.

Czytaj więcej: http://www.sports.pl/Koszykowka/Kosz-Byly-prezes-Ludwiczuk,artykul,94327,1,297.html

Przegląd Sportowy: PZKosz wybiera nowego prezesa

Środowisko koszykarskie stoi przed koniecznością wyboru nowego szefa związku. Potrzeba kadrowa wynika nie tylko dlatego, że kadencja zarządu kierowanego przez Romana Ludwiczuka minęła parę tygodni temu, ale po temu, że sam prezes właśnie wykluczył się z listy faworytów głosowania!

Czytaj więcej: http://www.sports.pl/Koszykowka/PZKosz-wybiera-nowego-prezesa,artykul,94348,1,297.html

Pozdrawiamy
Nowy PZKosz


P.S.

W e-mailu jest błąd. Drugi z tekstów pochodzi nie z Przeglądu Sportowego, lecz ze Sportu.

czwartek, 2 grudnia 2010

Prezes PZKosz i korupcja, czyli ostateczna kompromitacja Ludwiczuka?

(fot. ludwiczuk.pl)

Za TVN 24:


- Się ugadujemy k...a na 100 procent. Byłbyś wicestarostą, k...a - mówi na nagraniu senator PO (i prezes Polskiego Związku Koszykówki - przyp. Wojczyn) Roman Ludwiczuk do wałbrzyskiego radnego Longina Rosiaka. W ten sposób zachęca go do porzucenia kampanii Mirosława Lubińskiego, który w drugiej turze wyborów walczy o fotel prezydenta Wałbrzycha z kandydatem PO Piotrem Kruczkowskim. W środę do prokuratury zostało złożone w tej sprawie doniesienie o popełnieniu przestępstwa polegającego na korupcji politycznej. - Mam wątpliwości co do rzetelności tego materiału. Proszę mi wierzyć, że jak przeczytałem ten tekst, jestem w szoku, że mógłbym aż tak przeklinać - tłumaczy Ludwiczuk.

W drugiej turze wyborów samorządowych w Wałbrzychu o fotel prezydenta miasta walczyć będzie Mirosław Lubiński startujący z Wałbrzyskiej Wspólnoty Samorządowej oraz należący do PO Piotr Kruczkowski. Kampanię tego pierwszego prowadzi m.in. Longin Rosiak, który 30 listopada zarejestrował kontrowersyjną rozmowę pochodzącym z okręgu wałbrzyskiego senatorem PO Romanem Ludwiczukiem.

Podczas ok. półtoragodzinnej rozmowy, używając wulgarnego języka, Ludwiczuk barwnie opisywał życie polityczne w Wałbrzychu i zaproponował radnemu stanowisko wicestarosty wałbrzyskiego, a jego żonie pracę w jednej ze spółek miejskich. W zamian za to, Rosiak miał wycofać się z prowadzenia kampanii wyborczej Lubińskiego.

Nagranie upublicznione przez rywala kandydata PO na prezydenta Wałbrzycha można przesłuchać pod poniższym linkiem>, a stenogram przeczytać na blogu dziennikarza Tomasza Machały.

Jeden z moich kolegów stwierdził tak:

Cytując zdanie padające podczas rozmowy “No i ch**, nie liczy się dziecko, nie liczy się żona k****, liczy się Platforma” – nasuwa się pytanie: czy tak samo liczy się polska koszykówka?

Rafał Tymiński, mój kolega z Przeglądu Sportowego pozwolił sobie w komentarzu na żart:

Skoro postępuje tak w rywalizacji o lokalne zaszczyty polityczne, to jakie jest prawdopodobieństwo, że w PZKosz zachowuje się identycznie? Odpowiedzi, klimatem i formą nawiązujące do stylu pana senatora, wybierzcie państwo sami...

A) W chu... duże


B) Takie kur... sobie


C) Żadne, zajeb... żadne

Ostateczna kompromitacja prezesa Ludwiczuka? Koniec szans na reelekcję? Obawiam się, że w naszym kraju coś takiego jak "ostateczna kompromitacja" nie istnieje, a w regionach średnio będzie ludzi interesowało, że Ludwiczuk klnie, skoro mogą dostać np. preferencyjną dziką kartę do PLK...

czwartek, 11 lutego 2010

Waldemar Chomik a sprawa polska

We wtorek Przegląd Sportowy (a konkretnie mój kolega z biurka obok Rafał Tymiński) poinformował na swoich łamach, że Valdemaras Chomičius ma być trenerem reprezentacji Polski.

Tak kiedyś wyglądał Chomicius, świetny koszykarz wielokrotny medalista ME, MŚ, IO:



A tak wygląda teraz Chomicius, trener UNIKS-u Kazań:



W przeciwieństwie do poprzednich pomysłów PZKosz tym razem nie ma żadnych przeszkód. Prezes Roman Ludwiczuk chce tego trenera, on sam jest chętny. Nie ma przeszkód formalnych, bo Ludwiczuk zadbał nawet o zgodę litewskiej federacji. Takowa była potrzebna, bo pan Waldemar Chomik wstępnie zgodził się na bycie asystentem Kestutisa Kemzury w ojczystej kadrze. Sprawa jest prosta. Jeśli Ludwiczuk oficjalnie zapyta Chomičiusa, to dostanie odpowiedź pozytywną. Na razie Ludwiczuk i Chomičius rozmawiali bowiem tylko prywatnie. Dlaczego? Bo ponoć są inni kandydaci. Kto? Nie wiadomo.

Tyle faktów. Najważniejsze pytanie w obecnej sytuacji brzmi: czy chcemy, żeby pan Ludwiczuk pana Chomika oficjalnie zapytał, czyli upraszczając: czy to właściwy kandydat. Ja mam wątpliwości. Cała ta sprawa wygląda mi na coś, co przerabialiśmy już przy poprzednich poszukiwaniach trenera reprezentacji. Zwracamy się do trenera (wtedy Kemzury z Chimek) zespołu, w którym aktualnie występuje Maciej Lampe, by łatwiej namówić tego koszykarza do gry w kadrze. Nawet jeśli zatrudnienie Chomičiusa miało oznaczać przyjazd Lampego, to nie jestem przekonany, że to dobry pomysł. Lepiej zwróćmy się do Stana Van Gundy'ego z Orlando Magic. Może przywiezie ze sobą Marcina Gortata?

A tak zupełnie poważnie, to oglądałem w zeszłym tygodniu spotkanie Chomičiuso-Lampowego UNIKS-u Kazań w Pucharze Europy z Power Electronics Walencja wiedząc już, że pan Chomik jest w kręgu zainteresowań Ludwiczuka. O zgrozo, chciałoby się napisać. Gra UNIKS-u wyglądała koszmarnie. I nawet nie chodzi o wynik, ale o nieład jaki prezentowali w ofensywie. Można sobie próbować wmówić, że Łukasz Koszarek i David Logan będą lepiej panować nad sytuacją niż Terrell Lyday i Marko Popović, ale mi to - niestety - przypominało Katzurinową filozofię. Gramy, nawet na siłę, kontrą, a jak się nie da, to coś wykombinujemy. Może dobrze, że Lampe miał słaby strzelecko mecz (1/10 z gry), bo dzięki temu bylo widać, że jest kiepsko. Gdyby wpadły mu 2-3 rzuty więcej, a UNIKS na dodatek wygrał, to obraz byłby trochę zamazany. Jeśli to ma być krok do przodu w porównaniu z Mulim Katzurinem, to ... hmmm strach się bać.

Ale to tylko jeden mecz, więc jest nadzieja, że po prostu playbook trenera UNIKS-u gdzieś się zawieruszył. Przecież wcześniej wygrali m.in. z CSKA Moskwa.

P.S.
Sprawdziłem. Chomik po litewsku - žiurkėnas. Ale niech już zostanie Chomičius tym Chomikiem. Nie tylko mi od razu się skojarzył.


A na koniec sonda:


create free polls | comment on this

sobota, 19 grudnia 2009

PZKosz sobie robi jaja

Polski Związek Koszykówki czasem działa lepiej, czasem gorzej. Jak każda organizacja. Czasami można prezesa Romana Ludwiczuka krytykować, innym razem należy go pochwalić. Ale procedura wyboru szkoleniowca kadry koszykarzy nie jest tylko zła czy godna krytyki. To po prostu jakieś jaja.

PZKosz ogłosił konkurs na trenera męskiej i żeńskiej reprezentacji Polski. A jeśli jest konkurs, to zazwyczaj jest zwycięzca tego konkursu. Nie tym razem. Komisja oceniająca nie zarekomendowała żadnego z 11 (10?, 12? - ilu było ich oficjalnie?) zgłoszonych kandydatów. W uzasadnieniu można było usłyszeć, że trener kadry powinien mieć aktualne doświadczenie na europejskim poziomie i musi mieć "znane nazwisko w Europie". Komisja zapowiedziała, że rekomenduje listę swoich kandydatur.

To ja się pytam w takim razie - dlaczego w ogłoszeniu o konkursie nie było napisane nic o aktualnym doświadczeniu na europejskim poziomie? A zresztą nawet jeśli byłoby, to czy w PZKosz ktokolwiek naprawdę liczył, że trener ze "znanym nazwiskiem w Europie" wyślę pocztą lub e-mailem CV, plan pracy z kadrą i inne dokumenty? Nawet Antanas Sireika i Slobodan Subotić wyrazili ponoć tylko chęć trenowania reprezentacji. A co dopiero trenerzy, którzy aktualnie mają do czynienia "z europejskim poziomem".

Taki Joan Plaza (w poprzednich latach Real Madryt, teraz Cajasol Sewilla) też nie wysłał zgłoszenia, po prostu dał swojemu agentowi zielone światło na rozmowy z PZKosz i potwierdził, że słyszał o takiej propozycji. Z tego wynika, że propozycja ze strony PZKosz była w jego stronę wystosowana. To akurat jak najbardziej słusznie, bo tak należy szukać trenera, należy samemu wychodzić z inicjatywą. Tylko skoro propozycja dla Plazy była - i to zanim minął termin zgłaszania kandydatur do konkursu - to po co ta farsa w postaci konkursu? I dlaczego prezes Ludwiczuk mówi, że "jeżeli na liście komisji będzie trener Plaza, to najprawdopodobniej z nim będziemy się kontaktowali"?

I druga sprawa "związkowa" z ostatnich dni.

"Trener roku 2009, Koszykarska osobowość roku, Drużyna roku - objawienie roku 2009, Najlepszy młodzieżowy klub 2009, Miasto partner koszykówki męskiej 2009, Miasto partner koszykówki kobiecej 2009, Najlepszy sponsor roku w PLK, Najlepszy sponsor roku w PLKK, Najlepszy sponsor koszykówki młodzieżowej, Sponsor PZKosz, Partner medialny."

To lista kategorii, w których PZKosz wręczy nagrody za 2009 rok. Sam pomysł gali nie jest głupi. Ale termin jej ogłoszenia (niecały tydzień przed), godzina jej organizowania (gala o 13.00???) i kategorie to znowu pomyłka. Mogliśmy wyróżnić najlepszych koszykarzy, koszykarki, graczy na poszczególnych pozycjach, a będzie poklepywanie się po plecach działaczy i sponsorów. Cóż.