Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rudy Fernandez. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rudy Fernandez. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 października 2011

Sezon 11/12: Tydzień V w 24 sekundy

17-23.10.2011

1. Tym razem moim "meczem tygodnia" (czyli jedynym oglądanym na żywo) było spotkanie 4. kolejki I ligi w Pruszkowie. Miejscowy Znicz Basket wygrał 64:56 po brzydkim widowisku, przy którym idealne wydaje się określenie "typowy mecz walki". Aż z ciekawości sprawdziłem skuteczność ataku obu stron - Znicz 0,88 punktu na posiadanie, AZS zaledwie 0,77.

2. W Pruszkowie zdarza mi się bywać od czasu do czasu od około dekady. I patrząc z takiej perspektywy robi na mnie wrażenie to, że tamtejsza hala praktycznie się nie zmieniła, gdy tymczasem obok z klepiska otoczonego kilkoma ławkami powstał wielki stadion z boiskami treningowymi. Zadziwiające.

3. Dominik Czubek, w Pruszkowie człowiek legenda, ma na oko jakieś 15 kilogramów nadwagi przy wzroście poniżej 180 centymetrów. Plus 1001 tatuaży, zawadiacki wyraz twarz i 36 lat na karku. Efekt? W 1. lidze średnio ponad 10 punktów na mecz. Nadal potrafi dzięki cwaniactwu i dobremu rzutowi przydać się na tym poziomie rozgrywek. Do tego wszystkiego mamy jeszcze lokalny folklor w postaci uwielbienia kibiców dla Czubka najlepiej wyrażający się we fladze z jego podobizną ("Legenda, która nigdy nie ma końca").


4. Patrząc tylko na statystyki i akcja-po-akcji można by przypuszczać, że tercet bohaterów Znicza to Adrian Suliński, Łukasz Bonarek i Przemysław Szymański. Tylko oni zdobywali punkty w decydującej czwartej kwarcie. Rzeczywistość jest jednak taka, że 18-letni Bonarek niestety prezentował się na tle kolegów po prostu kiepsko, a swoje 4 punkty rzucił bardzo szczęśliwie. Szymański? Liczba pudeł spod samej obręczy tak przerażająca, że zastanawiam się, czy to po prostu jego zły dzień, czy może permanentne problemy z wykończeniem akcji. Suliński? To faktycznie największy pozytyw Znicza. "Łysy" (rocznik 1989) nadużywał rzutu z dystansu, ale dał się poznać jako uniwersalna jedynko-dwójka z dobrym przeglądem pola i czytaniem gry potrafiący zdobywać punkty na różne sposoby.

5. Marek Szumełda-Krzycki - chłopak, który imponował mi jako junior powoli i z problemami rozwijał swoją karierę. Teraz chyba znalazł dobre miejsce dla siebie. Liczyłem na jego udany występ (we wcześniejszych dwóch meczach miał średnio 20.5 punktu i 5.5 asysty), wyszło inaczej. Można powiedzieć, że dostosował się do poziomu widowiska. Kilka przebłysków znamionowało jednak, że to chłopak, który mógłby grać w ekstraklasie (np. w Poznaniu).

6. Dawid Bręk w ekstraklasie już był i chyba prędko tam nie wróci, a na pewno nie po takich meczach jak środowy. Duuuże rozczarowanie koszykarzem, który w Kotwicy Kołobrzeg wydawał się kandydatem na kandydata do reprezentacji. W Pruszkowie? Mnóstwo złych decyzji, takich, które przekraczają granice między odwagą a szaleństwem. Inne rozczarowanie to Andrzej Misiewicz, kolejny niedawny ekstraklasowiec. 27 minut niemal pustego przebiegu. Był na boisku, a długimi fragmentami jakby go nie było.

7. Trener akademików Jarosław Krysiewicz zdziwił mnie jedną decyzją kadrową. Goście grali bez kontuzjowanego (oko) Michała Marciniaka mając do dyspozycji tylko jednego potencjalnego niskiego skrzydłowego Grzegorza Małeckiego. W pierwszej połowie miał m.in. 8 punktów z rzędu, ale zagrał całe 40 minut i pod koniec spotkania był już potwornie zmęczony. Nie rozumiem dlaczego nie można było zaryzykować ustawienia z trzema niższymi zawodnikami?

8. Bohaterem gości był Marcin Strzelecki, który... wprosił się na boisko. W ostatniej minucie po piątym przewinieniu Krzysztofa Jakóbczyka Krysiewicz bez patrzenia machnął ręką w kierunku ławki rezerwowych i stojących obok zmienników. Nawet nie spojrzał w tamtym kierunku. Strzelecki zdjął bluzę i wszedł na parkiet. Zdziwiony Krysiewicz próbował interweniować szybko wprowadzając Piotra Pustelnika, ale nie udało się. Zgodnie z przepisami musiał poczekać aż 26 sekund na najbliższą przerwę. Brawo Marcin Strzelecki. Tak się walczy o granie!

9. Mariusz Bacik, dawna gwiazda Znicza obecnie grająca w Kutnie, został przywitany owacyjnie, po meczu rozdał kilka autografów, ale na boisku niestety było widać, że to już nie te lata. Bacik nadal imponuje sprytem, ale niestety chyba tylko tym. Akcja w której "post-upował" Szymańskiego i został przez niego "przybity" do tablicy najlepiej to potwierdza.

10. Ciekawostka ze statystyk - w rubryce +/- jeden z graczy miał wpisane +0. Według statystyków winna jest FIBA. Za granicą mają inną matematykę?

11. Z powodu wizyty w Pruszkowie widziałem tylko ostatnią kwartę inauguracji Euroligi w wykonaniu Asseco Prokomu Gdynia. To była słodko-gorzka kwarta. Najpierw załamałem ręce widząc totalną dominację Galatasaray, potem przecierałem oczy ze zdziwienia, gdy Prokom od stanu 52:70 doprowadził do remisu, by wreszcie złapać się za głowę po popisowo przegranej końcówce. Patrząc na moment sezonu, liczbę wspólnych występów graczy Prokomu, klasę rywala itd. itp. ten wynik nie jest tragedią. Ale w kontekście walki o awans stawia Prokom w trudnej sytuacji. Teraz trzeba dwa razy pokonać Olimpiję Lublana, wygrać u siebie z UNIKS-em Kazań i postarać się o jakąś niespodziankę: u siebie z Barceloną/Montepaschi lub na wyjeździe w Kazaniu/Stambule.

12. Co mnie szczególnie ucieszyło w tym meczu? 15 punktów w 17 minut Adama Hrycaniuka. Zastanawiałem się dlaczego grał tak krótko. Lektura forum basketa sugeruje, że kiepsko radził sobie z obroną pick'n'rolla z czego brały się wolne pozycje dla Jaki Lakovicia (6/7 za 3). Niezależnie od tego należy docenić, że po raz pierwszy od 14 stycznia 2009 Polak był najlepszym strzelcem (tym razem ex aequo z Donatasem Motiejunasem) polskiej drużyny w Eurolidze. Wtedy 19 punktów w przegranym wysoko meczu w Atenach zdobył Filip Dylewicz.

13. Pomeczowy wywiad z Motiejunasem był niewątpliwie świetnym deserem do głównego dania. Zaczęło się od tego, że reporter stwierdził, iż było blisko, Motiejunas powiedział kilka zdań zaczynając od "no, it wasn't close", co reporter przetłumaczył jako "przyznaje, że było blisko". Potem pochwalił Litwina za dobry występ i świetne asysty, na co Motiejunas odpowiedział: "It's a lie. I played bad game."

14. Kenan Sipahi a.k.a. Kenan Barbarzyńca według serbskich źródeł jest dwa lata starszy niż podaje. Cóż, znając historię Ersana Ilyasovy jestem skłonny w to uwierzyć. A w tej sytuacji Sipahi nie wygląda już na megatalent przerastający rówieśników, ot po prostu talencik.

15. W zeszłym tygodniu po napisaniu, że PLK TV się nie rozwija odbyłem rozmowę z jednym z pracowników PLK, który stwierdził, że to nieprawda, bo są nowi komentatorzy, nie ma już transmisji realizowanych przez lokalne telewizje, a tak w ogóle to przecież transmisji jest więcej. Zgadza się, ale ciągle problemem jest to, że co druga transmisja szwankuje. I trudno się dziwić, że kibice się denerwują, skoro mają taki mecz:


16. Śląsk Wrocław - bilans 0-4, dwa mecze przegrane 1 punktem. Może dobrze się stało, że Śląsk tych spotkań nie wygrał, bo wtedy obraz beznadziei zostałby zamazany. Trener Śląska Miodrag Rajković też ma już chyba dosyć niektórych zawodników. W Tarnobrzegu całą drugą połowę na parkiecie spędził 18-letni Jakub Koelner (wcześniej 13 minut w 3 meczach), a na ławce przesiedzieli Bartosz Bochno i Paul Graham. W kontekście tego wszystkiego dziwi zatrudnienie Bartosza Diduszki tylko do drugoligowych rezerw. Czy naprawdę dałby drużynie mniej niż dwaj wymienieni? Śmiem wątpić. Jeszcze dwa lata temu potrafił zdobyć w PLK 34 punkty, czego do dzisiaj nie powtórzył żaden Polak. Złośliwie można dodać, że wspomniany Bochno często potrzebuje do takiej zdobyczy około trzech miesięcy.

17. Trefl Sopot przegrał dwa spotkania w identyczny sposób (+5 w ostatniej minucie, -1 na koniec). Po meczu we Włocławku mogą mieć pretensje tylko do siebie, ale w Słupsku sędziowie nie odgwizdali ewidentnego przewinienia na Adamie Waczyńskim 8 sekund przed końcem. Wideo tutaj. W kontekście zaostrzonych przepisów dotyczących przewinień przy obronie rękami brak gwizdka w takim momencie to duży błąd. Inna sprawa - nie wiadomo dlaczego Waczyński pozbywał się piłki.

18. Tradycyjny raport rocznika 1993. W 4. kolejce 60 minut, w 5. kolejce 58, w sumie w sezonie 303. A przypominam, że nie gra kontuzjowany Przemysław Karnowski. Jak było w poprzednich latach - możecie sprawdzić tutaj.

19. Prezes PLK Jacek Jakubowski udzielił długiego wywiadu PS. Ciekawych wypowiedzi jest kilka(naście), głównym wątkiem było wycofanie Prokomu z pierwszej części rozgrywek. Moje wrażenie: że PLK w porozumieniu z PZKosz w pewnym sensie poświęciła rozgrywki ligowe dla reprezentacji wiedząc, że bez sukcesów kadry nic z dyscypliną się nie ruszy. Problemem jest to, że efekty będą trudne do zmierzenia.

20. PLK planuje zorganizowanie Meczu Gwiazd w Katowicach. Lokalizacja o niebo lepsza niż Kalisz, chociaż nie wiadomo, czy Spodek z powodu takiego wydarzenia będzie pełny. Jednym ze sposobów na przyciągnięcie kibiców ma być przyjazd byłej gwiazdy NBA z lat 90-tych. Kto to będzie? Nie mam zielonego pojęcia. Wbrew temu co możecie podejrzewać nazwisko nie padło w rozmowie z prezesem nawet poza protokołem :-) Ja mam pewne obawy, że taki przykładowy Arvydas Sabonis odciągnie uwagę od bohaterów Meczu Gwiazd, ale z drugiej strony - robimy takie imprezy w szeroko pojętym interesie koszykówki, a nie przykładowego Jermaine'a Malletta.

21. Prezes Jakubowski gęsto tłumaczy problemy z transmisjami PLK TV. Na pytanie o możliwe kary dla klubów odpowiada:

Zapis w regulaminie mówi, że musi być łączę dwa megabajty. Kluby czy też hale, w których występują kluby takowe mają, ale nieodpowiednio zabezpieczone. Okazuje się, że to trzeba będzie dopisać za rok. Ja nie jestem w stanie takich sytuacji przewidzieć, bo to sprawy techniczne.

Tymczasem w dołączonych do regulaminu Zasadach Wyposażenia Hali czytamy:

Pkt. 7.4.
Internet o przepustowości co najmniej 2Mb/s (dwa megabity na sekundę) w łączu symetrycznym (czyli taką samą pojemność na wyjściu i wejściu). Internet bezprzewodowy musi być dostępny swobodnie na miejscach prasowych oraz ławkach dla fotoreporterów oraz w Sali Pracy Mediów. Dodatkowe, wydzielone łącze symetryczne o przepustowości 2 Mb/s musi być udostępnione na potrzeby transmisji TV PLK.


Nieznajomość własnego regulaminu razi.

22. Kwestia błędu sędziów w Superpucharze. Dobrze się stało, że zostali ukarani, niedobrze się stało, że nikt tego nie wychwycił wcześniej. Prezes mówi, że nikt nie ma czasu, żeby oglądać wszystkie spotkania i liga reaguje tylko na raporty komisarzy. Ja mam wątpliwości. Wiem, że liga gra często, ale po coś jednak Wydział Sędziowsko-Komisarski został stworzony. Jeśli osoby tam pracujące nie mają czasu, to może warto zatrudnić jeszcze jedną?

23. Dostałem zaproszenie na śniadanie prasowe organizowane przez PZKosz we wtorek w hotelu Marriott. Temat rozmowy określono jako "Co z tym koszem?", czyli w zasadzie o wszystkim i o niczym. Do dyspozycji będą prezes Jakubowski, prezes Bachański, sekretarz Widomski, pan Kwiatkowski.

24. Widzieliście zagranie sezonu w wykonaniu Rudy'ego Fernandeza?



Liga hiszpańska do oglądania na żywo na Sportklubie. Nie polecam retransmisji, przerwa między trzecią a czwartą kwartą trwa z 15 minut z powodu bezczelnie wciskanego bloku reklamowo-zapowiedziowego.

wtorek, 26 października 2010

Wielkie typowanie i wielka trójka

Już tylko kilka godzin pozostało do rozpoczęcia nowego sezonu NBA. Na dzień dobry fantastyczny (miejmy nadzieję) mecz Boston Celtics - Miami Heat. Jego zapowiedź przeczytacie tutaj, a spotkanie zobaczycie o 1.30 w Canal+ Sport.

Kto będzie rządził w tym sezonie? Na PolskiKosz.pl zapytaliśmy o to 12 ekspertów z różnych koszykarskich mediów. Obiecuję, że sprawdzimy za osiem miesięcy kto miał rację.

Ja typowałem tak:

MVP - Kobe Bryant
Największy postęp - JJ Hickson
Najlepszy rezerwowy - Brad Miller
Najlepszy obrońca - Ron Artest
Najlepszy debiutant - John Wall
Najlepszy trener - Doug Collins
Król strzelców - Kobe Bryant
Król asyst - Chris Paul
Król zbiórek - Kevin Love
Zwycięzca Wschodu - Heat
Zwycięzca Zachodu - Lakers
Mistrz i finalista - Spurs i Celtics

Na PolskiKosz.pl także prezentacja wszystkich 30 drużyn NBA. Pewnie powstało już 1001 podobnych tekstów, więc dlaczego warto zajrzeć do naszych? Nie analizowaliśmy składów pozycja po pozycji, staraliśmy się podejść do zespołu nietypowo, zaskoczyć was pomysłem, ciekawą historią. Mi osobiście najbardziej spodobała się muzyczna podróż po Nowym Jorku Witka Piątkowskiego.

Część tekstów jest także mojego autorstwa. Napisałem o...:



...dwóch gościach, którzy rozbawią Boston

...zbyt dużej liczbie grzybków w filadelfijskim barszczu
 

...pewnym Dannym i jego wpływie na kiepskie wyniki Indiany
 

...drużynie praktycznie dla każdego


...Leśnych Wilkach, dla których mialem sporo litości
 

...Rudym, który się ceni
 

...Wojownikach, którzy wreszcie mają  bronić

 


...Blake’u... Odenie
 

...królewiczu z Sacramento
 

...niewykorzystanej szansie Dirka


A także o naprawdę Wielkiej Trójce z San Antonio:




Zagadka - jeśli zrobimy listę zawierającą po trzech najlepszych graczy z każdego klubu NBA z sezonu 2004/2005 i podobną dotyczącą sytuacji tuż przed sezonem 2010/2011, to w ilu zespołach nazwiska będą się w komplecie powtarzaly?

W jednym. To oczywiście San Antonio Spurs. Imponujące? To czytajcie dalej. Można bowiem zrobić drobną przykrość Davidowi Robinsonowi i lekko nagiąć fakty do kolejnej tezy - trzech najlepszych graczy Spurs w mistrzowskim sezonie 2002/2003 to ten sam tercet, który zachwyca kibiców w San Antonio po dziś. Nudny jak flaki z olejem smutas o niezmiennym wyrazie twarzy Tim Duncan, mąż swojej słynnej żony-aktorki Tony Parker i niezniszczalny posiadacz największego nosa poza granicami Grecji Manu Ginobili. Przez siedem lat Shaquille O'Neal zaliczył cztery kluby i wymyślił sobie 174519312 ksywki, Hornets zdążyli się przenieść z Nowego Orleanu do Oklahomy i z powrotem, Memphis Grizzlies mieli sześciu trenerów, New York Knicks wydali ponad pół miliarda na pensje dla zawodników...

A Spurs? No cóż, status quo. Ciągle ci sami ludzie w tych samych identycznych koszulkach, które nie zmieniają wyglądu co sezon i które nie sprzedają się w milionach egzemplarzy. Duncan, Ginobili, Parker i trener Popovich. Tim, Manu, Tony i coach Gregg. Drużyna dla koneserów. Bez rozwydrzonych gwiazd, zwariowanych właścicieli, nabijaczy statystyk i specjalistów tylko od wsadów. Zespół, który nienawidziłeś jako nastolatek krzycząc do telewizora "Duncan do cholery, uśmiechnij się!". Zespół, który polubiłeś po latach widząc heroizm tych trzech ludzi. Zespół, na który powołujesz się, gdy słyszysz o fascynacji młodszych (i nie tylko) kolegów Derrickiem Rose'em, Tyreke'em Evansem, Kevinem Durantem, nawet LeBronem Jamesem.

Wszystko jednak kiedyś się kończy tak jak przy trzeciej próbie ostatecznie skończyła się nawet kariera Michaela Jordana. Wiele wskazuje, że dla trójki z San Antonio ten sezon może być ostatnim, w którym będą wspólnie ciągnąć Ostrogi na swoich plecach. Jeszcze w kwietniu wydawało się, że przyczyny takiej sytuacji mogą być trzy, ale wtedy na przedłużenie kontraktu zdecydował się Ginobili. Argentyńczyk ma już 33 lata i wie, że niewiele lepszego może go spotkać. To ze Spurs trzy razy zdobył mistrzostwo NBA, to tutaj był wybrany najlepszym rezerwowym ligi, to tutaj doczekał się wyboru do Meczu Gwiazd, to kilka razy uszkodził swój nos i nie zważając na to dawał z siebie wszystko grając nawet z watą tamującą wypływającą krew. To w koszulce Spurs ustablizował swoją pozycję jako człowieka, który nie bałby się chyba wjechać w strefę podkoszową nawet jeśli naprzeciw niego jechałby samochód ciężarowy. To w San Antonio stał się najlepszym rzucającym obrońcą świata spoza USA. A przecież na tej pozycji umiędzynarodowienie NBA przebiega najwolniej.

Każdy, mierzący około 190 cm młody chłopak ze Stanów Zjednoczonych grając w koszykówkę chce zdobywać punkty, być superstrzelcem. USA produkują dziesiątki rzucających obrońców, którzy grają przecież nie tylko w NBA, ale na całym globie - od Filipin przez Polskę po Urugwaj. I co? I pośród tych wszystkich snajperów jednym z najlepszych ma być jakiś średnio zbudowany białas z Bahia Blanca w Argentynie. Manu doprowadził do tego, choć wielu wątpiło. Co prawda w Europie osiągnął niemal wszystko, ale osiem lat różnica między Euroligą a NBA wydawała się kolosalna. Gino ją pokonał. A skoro zdecydował, że zostanie w Spurs co najmniej do 2013 roku, to możemy być niemal pewni, że to w San Antonio zakończy karierę. Dlaczego miałby przenosić się gdzieś indziej? By pełnić ważniejszą rolę? Wątpliwe, by ktoś mu ją powierzył. Dla pieniędzy? A kto mu je da, gdy będzie liczył 36 wiosen. Dla tytułów mistrzowskich? Przecież ma ich więcej niż LeBron James, Dwyane Wade, Dirk Nowitzki, Kevin Durant, Steve Nash, Jason Kidd, Kevin Garnett i Maciej Lampe razem wzięci.

To nie Manu będzie ewentualną przyczyną rozpadu wielkiej trójki Spurs. A więc kto? Po obecnym sezonie kończy się kontrakt najmłodszego z grona teksańskich muszkieterów, czyli Parkera. Francuza już w ostatnich miesiącach kusili ponoć Knicks. Nowe wyzwanie w postaci wspólnych występów z Amar'e Stoudemire'em dla Tony'ego plus kusząc perspektywa mieszkania w Nowym Jorku dla jego żony Evy Longorii - mieszanka idealna, więc nie zdziwmy się, jeśli na pytanie o ulubiony owoc Parker odpowie w przyszłym roku: jabłko. Najlepiej wielkie. A to pewnie nie będzie jedyny zainteresowany jego usługami. 28-latek ma jeszcze przed sobą sporo grania, a skala talentu pozwala mu myśleć o wejściu na jeszcze wyższy pułap niż obecny. Gdyby jeszcze nauczył się wreszcie rzucać z dystansu. Ten facet przez ostatnie pięć sezonów trafił w sumie tylko 72 "trójki". Peja Stojaković, Ray Allen i Kyle Korver w życiowej formie potrzebowali na to około dwóch miesięcy.

Parker nie jest jednak jedynym znakiem końca przygód trzech przyjaciół z trzech różnych kontynentów. Oto w San Antonio pojawił się ktoś, kto ma wywrócić całą układankę. To Brazylijczyk Tiago Splitter, który łączy w sobie Duncana i Ginobiliego. Tak jak Argentyńczyk w Europie osiągnął już wszystko i tak jak urodzony na Wyspach Dziewiczych zawodnik przychodzi do San Antonio, by przejąć schedę po wielkim podkoszowym poprzedniku. Duncan potrzebował zaledwie jednego sezonu, by usunąć w cień fenomenalnego Davida Robinsona. Czy Splitter równie szybko zacznie rządzić w San Antonio? Duncan pewnie nie obrazi się, że wreszcie otrzyma porządne wsparcie, bo od czasów Admirała właściwie nie grał z nim nikt tak zdolny. Choć z drugiej strony Tim na dzień dobry powiedział: - Pomagać mu? Niby dlaczego? Przecież on przyszedł tu, żeby odstawić mnie na boczny tor - no tak, to był pewnie żart, ale niby jak mieliśmy wyczytać to z twarzy gościa, który nie okazuje uczuć? Robinson przekazując mu pałeczkę miał 32 lata, Duncan teraz - 35 i chcąc nie chcąc powoli zbliża się do końca kariery. Nawet jeśli pogra jeszcze kilka sezonów, to niekoniecznie w pierwszoplanowej roli.

Tim, Manu, Tony - ostatnie starcie. Tak mogłaby się nazywać książka, którą jakiś fanatyk Ostróg wyda po sezonie 2010/2011. Czy będzie miała szczęśliwe zakończenie? W zasadzie konkurentów jest tak wielu, jak... nigdy, ale chyba każdy wyliczając kandydatów do finału w pewnym momencie wspomni: no i jeszcze tradycyjnie Spurs. A miłośnicy numerologii zaczną doszukiwać się szans w tym, że sezon kończy się w nieparzystym roku. Spurs przecież byli mistrzami w latach 1999, 2003, 2005 i 2007. 2011 na końcu tej listy - piękna klamra. Co Spurs mają do stracenia? Właściwie nic. Swoje już wygrali, a presja jaka na nich będzie ciążyła przez najbliższe kilka miesięcy będzie praktycznie żadna w porównaniu do tej dotyczącej gwiazd Heat, Magic, Lakers, Celtics. A gdyby tak zrobili im wszystkim psikusa i zdobyli mistrzostwo? Pewnie nawet Tim by się uśmiechnął...

poniedziałek, 21 września 2009

EuroBasket: To już koniec

EuroBasket już za nami. Hiszpanie zdecydowanie najlepsza, a przeobrażenie jakie wykonali późniejsi mistrzowie Europy w trakcie tej imprezy od meczu z Serbią na inaugurację do meczu z Serbią w finale robi wrazenie.

Prawie dwa tygodnie temu w Warszawie Hiszpanie mieli sporo problemów zdrowotnych i z tego powodu nie grali, tak jak mozna się tego było spodziewać. Rudy Fernandez nie grał, Jorge Garbajosa grał mało, Pau Gasol miał kłopoty z kontuzjowanym palcem i nie bardzo umiał rzucać. Teraz podopieczni Sergio Scariolo prezentowali koszykówkę szybką, prostą i skuteczną. Ich akcje nie były skomplikowane taktycznie. Jedna czy dwie zasłony dla strzelca w postaci Fernandeza lub Juana Carlosa Navarro albo dogranie do Paua i jego próba gry 1 na 1. Tak wyglądały w większości akcje Hiszpanów. Oczywiście wtedy, gdy nie kończyli ich kontratakiem.

Ktoś może powiedzieć - tyle było narzekań na taktykę Polaków, że jak nie biegamy, to nie mamy innych rozwiązań, a Hiszpania też tak robi. Tyle tylko, że oni pokazują, iż nie potrzeba jakichś wydumanych pomysłów, jeśli ma się umiejętności na najwyższym poziomie. Naszym tych umiejętności brakuje.

I na koniec - mozna Paua Gasola nie lubić i twierdzić, ze to płaczka. Ja osobiście nie jestem jego wielkim fanem. Ale okazywać emocje umie jak niewielu koszykarzy. W niedzielę był chyba najszczęśliwszym człowiekiem na całym kontynencie. Mistrz NBA, mistrz Europy, MVP EuroBasketu. Brawo.